Fot. BORA-hansgrohe

Sobotnie Strade Bianche było jednym z najbardziej epickich wyścigów ostatnich lat. Jednym z faworytów imprezy był Peter Sagan, który ostatecznie nie odegrał znaczącej roli. Mimo to, mistrz świata był po wyścigu w bardzo dobrym nastroju.

Pojedynek tytanów na błotnistych drogach Toskanii z pewnością na lata zapadnie w pamięć wielu kibiców. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom, Peter Sagan wcale nie był jedną z czołowych postaci rywalizacji, ostatecznie zajmując ósmą lokatę. Mimo to, Słowak nie krył uśmiechu po przekroczeniu linii mety.

Jestem zmęczony, lecz moje odczucia są bardzo dobre. Zawsze ciężko jest wrócić do ścigania po zgrupowaniu wysokogórskim, jakie mam za sobą. Myślę, że teraz wszystko będzie szło tylko lepiej. Miałem pewne problemy, lecz to normalne, tym bardziej, że w ostatnich dniach niewiele trenowałem ze względu na słabą pogodę

– powiedział z charakterystycznym dla siebie luzem mistrz świata.

Sagan odniósł się także do pracy kolegów oraz do prestiżu wyścigu, który, według niego, został w tym roku potwierdzony.

Bez wątpienia Strade Bianche udowodniło wszystkim dlaczego jest tak bardzo prestiżowym wyścigiem, chociaż nie ma za sobą zbyt bogatej historii. Oprócz tego udowodniliśmy, że mamy bardzo dobry zespół Daniel Oss, Markus Burghardt i Gregor Muhlberger wykonali kapitalną pracę na czele. Jestem zadowolony z wyniku. choć wiadomo, że mogliśmy liczyć na więcej. Ważne jednak, że to dopiero początek mojej europejskiej kampanii, a przed nami długa droga

– zakończył jeden z najlepszych kolarzy w XXI wieku.

Już za kilka dni, Sagan wystartuje w Tirreno – Adriatico, które będzie ostatnim przetarciem przed cyklem wielkich kolarskich klasyków.