fot. Strade Bianche

Czy można wygrywać wyścig w imponującym stylu, a potem narzekać na jego trasę mówiąc, że nie jest wystarczająco ciekawa? Otóż jak się okazuje można, a dowodem na to jest Tadej Pogačar i jego słowa o Strade Bianche. Zdaniem Słoweńca organizatorzy byliby w stanie uatrakcyjnić przebieg wyścigu, by zmagania nie rozstrzygały się na 2 godziny przed końcem.

Tadej Pogačar wjechał na Piazza del Campo w Sienie po raz 4. w karierze jako zwycięzca Strade Bianche, co sprawia, że jest najbardziej utytułowanym kolarzem w historii tej imprezy. Choć Słoweniec ponownie triumfował po około 80-kilometrowym samotnym rajdzie, to jego słowa na temat trasy wyścigu nie były tak przychylne, jak zapewne zamarzyliby sobie tego organizatorzy. Mistrz świata z UAE Team Emirates – XRG zwrócił bowiem uwagę, że największe trudności są zbyt mocno oddalone od mety, a przez to walka o zwycięstwo rozgrywa się dużo wcześniej i później pozostaje już tylko oglądać, jak pojedynczy kolarze kierują się przez dłuższy czas w stronę końca zmagań.

Powiem tak – nie jestem fanem takich długich ataków. Przypuszczam je ze względu na to, w jaki sposób zaprojektowano trasę. Organizatorzy dołożyli sobie 30 kilometrów dodatkowej rundy na końcu, co tak naprawdę niewiele zmienia, gdy ma się już za sobą najtrudniejszy i najpiękniejszy fragment wyścigu. Kiedyś do mety za Monte Sante Marie było 50 kilometrów, teraz jest 80. To przyczyna tak długich ataków – przypuszczam je, bo to najtrudniejszy etap wyścigu. Jako kolarze możemy narzekać, ile chcemy, ale ostatecznie to nie my decydujemy o trasie. Oczywiście to wciąż piękny wyścig, nie odbieram mu tego. Po prostu jeśli organizatorzy chcą, żeby na ostatnich 80 kilometrach do mety pozostały tylko małe grupy i prawie wszyscy jechali sami przez ostatnie 2 godziny, to ich wybór. Nie mogę przesadnie narzekać, w końcu wygrywam, ale wiecie co mam na myśli

— mówił w długiej rozmowie Tadej Pogačar.

W tym roku i tak nieco uproszczono trasę, ale nie zmienia to faktu, że w klasyku jakże kojarzonym z białymi drogami, finalnie kibice przed telewizorami mogą zobaczyć zaledwie ułamek walki toczonej na nich. Przed rokiem transmisja rozpoczęła się bowiem w momencie, gdy kolarze mieli za sobą niemal 80% takowych odcinków, tym razem było nieco lepiej, ale nadal włączyliśmy się praktycznie w momencie, gdy mistrz świata rozpoczynał solową akcję. Słoweniec zdaje się doskonale rozumieć, że to nie przyciąga przed ekrany nowych widzów, a jednocześnie sprawia wrażenie osoby, która tłumaczy się, że w pogoni za zwycięstwami po prostu musi reagować na to, jak skonstruowany jest przebieg wyścigu.

Kiedy atakowałem, pomyślałem, że Paul jest naprawdę dobry i że lepiej będzie jak najszybciej powiększyć przewagę. Gdy obejrzałem się za siebie i zobaczyłem, że Paul jedzie trochę z tyłu, pomyślałem, że muszę dać z siebie wszystko aż do szczytu ostatniego stromego odcinka i spróbować zwiększyć przewagę. Na szczęście mi się udało. W przeciwnym razie wskoczyłby mi na koło i kontynuowalibyśmy razem. Jestem zadowolony z tego, jak poszło. Na kolejnych kilometrach zresztą nie byłem pewien, jak duża jest moja przewaga i ciągle zastanawiałem się, ile mam czasu. Nie wiedziałem też, gdzie jest mój kolega z drużyny, Isaac Del Toro. Kiedy się o tym dowiedziałem, zacząłem bardziej myśleć o kilometrach przede mną. Cieszyłem się też towarzystwem tłumu widzów i starałem się kontrolować tempo, jednocześnie jedząc i pijąc. Czy to wyjątkowe zwycięstwo? Nie sądzę. Każde jest wyjątkowe na swój sposób. Jestem dumny i szczęśliwy ze wszystkich czterech

— kontynuował mistrz świata.

Teraz przed Słoweńcem 2 tygodnie przerwy od ścigania i kolejne, potencjalnie dużo większe wyzwanie. O ile bowiem w Strade Bianche 27-latek miał swój plan i mógł go zrealizować od A do Z bez większej reakcji ze strony rywali, o tyle Mediolan-San Remo to wyścig, którego nadal nie udało mu się wygrać mimo wielkich prób i starań. Czemu ten włoski monument jest aż tak ciężkim wyzwaniem?

Mediolan–San Remo bardzo różni się od, powiedzmy, Strade Bianche czy Ronde van Vlaanderen. Dopóki nie dotrzesz do wybrzeża, nie jest to trudny wyścig, ale kiedy już tam dotrzesz, robi się nerwowo. Jest mnóstwo wiosek, zakrętów, ciągle pod górę i w dół, a prędkości są niesamowicie wysokie. W finale na czele stawki znajdą się specjaliści od klasyków i sprinterzy. To oznacza, że ​​prędkość na płaskim odcinku jest jeszcze wyższa. W pewnym sensie jest to również nieco przerażający wyścig ze względu na ogromną nerwowość, zwłaszcza w okolicach Cipressy lub podczas przejazdu przez niektóre miasteczka. Na Cipressie nie trzeba jechać na 100%, ale na 110. Wszystko zaczyna się od odpowiedniego ustawienia. Później na Poggio trzeba zaś być jeszcze lepszym. Podjazdy są niesamowicie szybkie – czasami jedziemy tam z prędkością 40 km/h. Trudno tam naprawdę coś zmienić. Co więcej, nie chodzi tylko o podjazd pod Poggio. Trzeba też wziąć pod uwagę zjazd, a potem już tylko kilka kilometrów do mety. To naprawdę wyjątkowy wyścig. To piękny klasyk

— zakończył Tadej Pogačar, który tym samym uciekł od jakiegokolwiek zdradzania dziennikarzom swoich planów i przemyśleń związanych z taktyką na tegoroczne Mediolan-San Remo. 117. edycja włoskiego monumentu zbliża się wielkimi krokami – ten zostanie rozegrany już niedługo, bo w sobotę 21 marca. Do obrony tytułu przystąpi Mathieu van der Poel (Alpecin-Premier Tech).

Poprzedni artykułMax Kanter: „Nie wiedziałem czy w ogóle ukończę etap”
Następny artykułLa Vuelta Femenina 2026: Zaprezentowano oficjalną trasę wyścigu
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
5 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Kamil
Kamil

Przypuszcza ataki….jak zwykle fantastyczne tłumaczenie 😂

Kamil2
Kamil2

Powiększyć przewagę….kto to tłumaczy!!!

Kamil3
Kamil3

„Wszystko zaczyna się od odpowiedniego ustawienia.”

Mikołaj
Mikołaj

To czemu je ciągle robi? Chyba byłby w stanie ruszyć gdzieś bliżej mety.

Tomasz
Tomasz

Kamil, wszystko dobrze?