Max Kanter (XDS Astana Team) wygrywając na 2. etapie tegorocznego Paryż-Nicea odniósł największy triumf w całej swojej karierze. Jak sam przyznał, podczas etapu był moment, w którym bardzo poważnie myślał o zejściu z roweru. Upór jednak opłacił się i niemiecki zawodnik jako pierwszy przeciął linię mety.
28-latek, dla którego dzisiejsze zwycięstwo było trzecim w karierze, z rozbrajającą szczerością stwierdził, że samo ukończenie etapu jest dla niego niespodzianką ze względu na jego nie najlepsze samopoczucie podczas jazdy na rowerze w ostatnich dniach. Dlatego też ciężko było mu wyrazić w pełni odczucia po odniesieniu zwycięstwa.
Nawet nie wiedziałem, czy ukończę ten etap, bo przez ostatnie kilka dni czułem się fatalnie na rowerze. Także dzisiaj przez część etapu miałem myśli o wycofaniu z wyścigu, a mimo to udało się wygrać
— opowiadał niemiecki sprinter, który zdradził, że kluczem do zwycięstwa była praca, jaką wykonali jego koledzy z zespołu.
Koledzy wspaniale mnie rozprowadzili. Zwłaszcza przeprowadzenie przez ostatnie rondo było świetne. Jedyne co musiałem zrobić, to wykończyć ich robotę na ostatnich 200 metrach. Gdyby nie to, nie wygrałbym dzisiaj.









