Fot.: UAE Team Emirates - XRG

Tadej Pogačar po raz 4. w karierze wygrał Strade Bianche. Słoweniec powtórzył scenariusz z 2024 roku, kiedy to odjechał od rywali na niemal 80 kilometrów przed metą i tyle go widzieli. Na podium wraz z mistrzem świata tym razem stanęli Paul Seixas oraz Isaac del Toro. 

Na trasę 20. edycji Strade Bianche Donne składały się 203 kilometry ze startem i metą w Sienie, w tym 63,1 kilometra białych dróg. To była spora zmiana w stosunku do zeszłego roku, kiedy to panowie mieli do pokonania aż 82 kilometry słynnych sterrato. Jeśli chodzi o same trudności, to pierwszym z 14 sektorów białych dróg była Vidritta (2,4 km; *), po której szybko czekała Bagnaia (4,9 km; 3,8%, w tym 3,5 km po szutrze; ***). Dalej do pokonania było mocno pofałdowane Radi (4,4 km; **), po którym następowała długa przerwa od jazdy po białych drogach – poza nie liczonym przez organizatorów do liczby sektorów Cantiere Ponte Torrente Stile (400 m; *), w sumie panowie ścigali wyłącznie po asfalcie przez przeszło 30 kilometrów.

Po 64 kilometrach wyścigu na zawodników czekała sekwencja kluczowych, najdłuższych sektorów – były to kolejno Lucignano d’Assso (11,9 km; ****), Pieve a Salti (8 km; ****),  San Martino in Grania (9,4 km; *****), które rozpoczynało bardziej pofałdowaną część całej trasy, a także Monte Sante Marie (11,5 km; *****). Od tej pory do mety trasa nieprzerwanie to się wznosiła, to opadała, a krótkie hopki nieraz były przeplatane szutrami – kolejne sektory to Monteaperti (600 m; **), Colle Pinzuto (2,4 km; ****, w tym 600 m; 7,7%), Le Tolfe (1,1 km; 6,8%; ****), Strada del Castagno (700 m; **), Montichiaro (3,3 km; **) oraz pokonywane ponownie Colle Pinzuto i Le Tolfe. Z ostatniego sektora białych dróg do mety pozostawało 11,7 kilometra, w tym prowadzący na słynne Piazza del Campo w Sienie podjazd uliczką Via Santa Caterina (500 m, śr. 12,4%, max. 16%).

W stawce mogliśmy oglądać 2 Polaków – byli to Filip Maciejuk (Movistar Team) oraz Marcin Budziński (MBH Bank CSB Telecom Fort).

Start nastąpił punktualnie o 11:45, a początek rywalizacji był niestety dość nerwowy. Szybko pojawiły się meldunki o kraksach i kolarzach wycofanych z wyścigu, wśród których był m.in. Albert Withen Philipsen (Lidl-Trek). Jednocześnie nie było mowy o przestoju – średnia prędkość wynosiła niemal 48 km/h, a odjazd cały czas nie mógł się uformować. Finalnie po niemal godzinie jazdy oderwała się dziewiątka zawodników, a na czele kręcili Tibor Del Grosso (Alpecin-Premier Tech), Jack Haig (INEOS Grenadiers), Patrick Konrad (Lidl-Trek), Anders Foldager (Team Jayco AlUla), Tim Rex (Team Visma | Lease a Bike), Martin Marcellusi (Bardiani CSF 7 Saber), Samuele Zoccarato (MBH Bank CSB Telecom Fort), Adrien Boichis (Red Bull – BORA – hansgrohe) oraz Davide Toneatti (XDS Astana Team).

Na Lucignano d’Assso (11,9 km; ****) czołówka dojechała z zaledwie 2-minutową przewagą nad peletonem, a zatem uciekinierzy nie zdołali wypracować sobie zbyt wielkiego zapasu czasowego. Niestety z wydarzeń na trasie nie wiadomo za wiele, bowiem podobnie jak to miało miejsce w wypadku wyścigu pań, z którego relacje znajdą Państwo pod tym linkiem, tak i tutaj transmisja telewizyjna rozpoczynała się dosyć późno, a z pierwszej połowy dystansu bardzo brakowało konkretnych informacji.

Uciekinierzy przetrwali przed peletonem jeszcze przez Pieve a Salti (8 km; ****), aczkolwiek ich przewaga spadła do zaledwie pół minuty. Następnie na asfaltowym odcinku harcownicy ponownie nieco odjechali, by ponownie stracić większość swojego zapasu na San Martino in Grania (9,4 km; *****). Tam za ich plecami walka rozkręciła się na dobre, a w peletonie pozostało jedynie około 40 kolarzy.

Kolarze UAE Team Emirates – XRG nie narzucali jednak przesadnie wysokiego tempa, przez co na dojeździe do Monte Sante Marie (11,5 km; *****) peleton ponownie się rozrósł. Na początku tego odcinka białych dróg główna grupa dogoniła ucieczkę, a tempo nadawał tam Florian Vermeersch. Po Belgu na zmianę wyszedł Jan Christen, a przyspieszenie Szwajcara sprawiło, że na czele pozostało zaledwie 10 kolarzy.

Pierwszą grupę tworzyli Tadej Pogačar, Isaac del Toro i Jan Christen (UAE Team Emirates – XRG), Paul Seixas, Paul Lapeira i Jordan Labrosse (Decathlon CMA CGM Team), Tom Pidcock (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team), Romain Grégoire (Groupama – FDJ United), Matteo Jorgenson (Team Visma | Lease a Bike) oraz Julian Alaphilippe (Tudor Pro Cycling Team). Peleton momentalnie stracił pół minuty.

80 kilometrów przed metą, jeszcze przed półmetkiem Monte Sante Marie, zaatakował Tadej Pogačar, a w pierwszej chwili na jego przyspieszenie zareagował wyłącznie Tom Pidcock. Brytyjczyk po chwili miał jednak problemy z przerzutką i spadającym łańcuchem, na skutek których zaczął tracić, zaś do mistrza świata doskoczył z lekkim opóźnieniem Paul Seixas. Słoweniec spojrzał na 19-letniego Francuza, po czym jeszcze raz podkręcił tempo i tym samym rozpoczął samotny, przeszło 78-kilometrowy rajd w stronę mety.

Po zjeździe z Monte Sante Marie prowadzący Tadej Pogačar miał około pół minuty przewagi nad Paulem Seixasem, za którym bez zmian jechał Isaac del Toro. Kolejne 20 sekund tracili Tom Pidcock, Matteo Jorgenson i Romain Grégoire, zaś większy peleton notował przeszło 1,5 minuty straty do samotnego lidera.

19-letni Francuz bez wsparcia Meksykanina nie był w stanie utrzymać swojej przewagi nad kolejną grupą, w efekcie czego te połączyły się na 67 kilometrów przed metą. Z tyłu cały czas nie poddawali się tymczasem m.in. Ben Healy (EF Education – EasyPost), Andreas Kron (Uno-X Mobility) i Pello Bilbao (Bahrain-Victorious), w obliczu czego walka o podium zapowiadała się naprawdę ciekawie.

Kolejnym sektorem szutru było Monteaperti (600 m; **), gdzie za plecami Tadeja Pogačara doszło do połączenia się kolejnych grup – w ten sposób uformowała się 16-osobowa pogoń. Ta była jednak daleka od jakiejkolwiek organizacji, a doskonale było w niej widać, że zawodnicy są bardziej skupieni na walce o 2. pozycję, aniżeli na próbie walki z uciekającym Słoweńcem. W grupce pościgowej aktywni byli m.in. Paul Lapeira oraz Jan Christen. Na atak zdecydował się jednak Tom Pidcock, który zyskał kilka sekund przewagi nad pozostałymi zawodnikami. Brytyjczyka szybko dogoniono, a do mety pozostało 37 kilometrów.

Ciągłych ataków i przyspieszeń w grupce pościgowej nie wytrzymali Pello Bilbao i Clément Braz Afonso. Finalnie za Pogačarem znaleźli się Jan Christen, Isaac del Toro, Paul Seixas, Romain Grégoire, Tom Pidcock, Gianni Vermeersch oraz Matteo Jorgenson.

Na 20 kilometrów do mety ta siódemka traciła do Słoweńca około 1,5 minuty. Chwilę później przyspieszył Paul Seixas, za którym podążył Isaac del Toro. Odskoczyli oni od swoich rywali i zapowiadało się na to, że to właśnie Francuz oraz Meksykanin staną razem z Pogačarem na podium. Wkrótce panowie pojawili się na sektorze Le Tolfe (1,1 km; 6,8%; ****).

Do końca niewiele się zmieniło. Tadej Pogačar utrzymywał bezpieczną przewagę i to właśnie Słoweniec mógł się cieszyć ze swojego czwartego zwycięstwa na trasie Strade Bianche. Ciekawie zapowiadała się jednak walka o 2. pozycję między Del Toro a Seixasem. Ostatecznie drugą lokatę zajął Paul Seixas, a trzeci był Isaac del Toro.

Wyniki 20. edycji Strade Bianche:

Wyniki dostarcza FirstCycling.com

Poprzedni artykułJonas Vingegaard o Paryż-Nicea 2026: „Jestem tu, aby wygrać”
Następny artykułTadej Pogačar: „Co za robota. To był zaszczyt jeździć dziś dla tej drużyny”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
28 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Grzesiek
Grzesiek

Gratulacje dla Pogacara, ale to co zrobił Seixas…Wow, czapki z głów. Ten chlopak ma taki talent i mentalność, którego chyba w tym wieku nie miał sam Tadej. Jeśli dostanie dobry zespół na TdF (a Decathlon ma dobrą pakę na góry i klasyki) to Francuzi będą mieli wymarzone podium a kiedyś triumf w generalce.
Jest jeszcze Ayuso, który w Paryż Nicea pojedzie po swoje. Do tego del Toro i można zapomnieć o Duńczyku i Remco na podium TdF.

Tajfun
Tajfun

Tadej król wciąż na tronie.
Ciekawe czy kozak Seixas odstawił Del Toro, czy ten mu „podarował” 2 miejsce, nie pokazali tego w TV, realizator gapa…

Adam
Adam

Aż ciekawe co teraz napisze jeden z nowych ekspertów i wieszczów tutaj na forum, Pan Dynda 🙂

Agata
Agata

Ciekawe na jakim soku jeździ ten gość…

Grzesiek
Grzesiek

Agatko, wróć do kuchni jak myślisz o sokach i gotowaniu.

Dynda
Dynda

Kota (MVDP) nie ma to myszka harcuje. Do zobaczenia na Milano Sanremo Panie Tadej. Tam znowu bedzie rozczarowanie (ktory juz raz :)).

Łukasz
Łukasz

Zobaczymy jak Sexais się rozwinie. Jak na razie dobrze się zapowiada. Niech przejedzie cały jeden z wielkich tourów to się go oceni. Póki co powtórka z rozrywki. Tadej na solo a za nim kurz białych dróg i po minucie reszta.
MvDP , do zobaczenia na wielkiej pętli. A nie czekaj on ta nie ma najmniejszych szans z Tadejem. Z kolei Słoweniec nie tylko ma szansę, ale i wygrywa na podwórku Holendra.

Don
Don

Do Agata
A skąd wiesz , że na soku ? Jeśli masz coś niedozwoleonego na myśli napisz otwartym tekstem i przedstaw dowody .

Ricky
Ricky

Agata, na soku z gumiwiśni (#pdk) ale to przecież wiadomo nie od dziś ;).

Harry
Harry

Ta edycja była o ponad 2km/h szybsza niż poprzednie.💀

Majkel Wantyrnałt.
Majkel Wantyrnałt.

Stało się. Słoweński Slim Shady skutecznie obrzydził mi kolarstwo szosowe. Po zwyczajowym już ataku straciłem zainteresowanie resztą wyścigu. Chyba zakrawa na autystyczne natręctwo, że włączyłem transmisję na ostatnie kilkanaście kilometrów. Widoki ładne. Najgorsze jest, że w przyszłości zanosi się na zastępstwo w postaci podobnego dominatora.

Marcraft
Marcraft

Zawsze Seixas może skończyć jak w skokach Schlierenzauer, który wygrywał konkursy PŚ w jeszcze młodszym wieku, niż dzisiaj jest Seixas. Ale najbliższe kilka lat może być bardzo ciekawe dzięki niemu.

Ricky
Ricky

Trudno mieć pretensje do Pogaczara, że jest Pogaczarem, ale dzisiejszy wyścig pań był nieporównanie bardziej emocjonujący.

Łukasz
Łukasz

Wantyrnałt, kogo interesuje co i kto ci obrzydził. Jak nie trawisz Pogiego i wyścigów z nim nie oglądaj i najlepiej oszczędź innym tych smętnych treści.

Don
Don

Do Jakub Jarosz
Pamiętam to , Radzio to zwykły hejter , niespełniony prorok upadku Pogacara ; wymieniłem z nim kilka postów , w których zaklinał rzeczywistość. Osobiście głowy za czystość kogokolwiek we współczesnym peletone bym nie dał ale wg mnie oglądanie wyścigów z wyciągniętym palcem „tan to na pewno ćpun” jest jikmś zboczeniem , spiskową teorią ; jeśli nie masz dowodów to , siedzisz w kącie i milczysz .Niekoniecznie można lubić zawodnika ale to co innego niż życzenie mu wszystkiego najgorszego .

Don
Don

Do Majkel Wantyrnałt.
Od roku (co najmniej) piszesz to samo :” obrzydził” , a potem znów piszesz . Zadeklaruj , kiedy wreszcie tak ci obrzydzi żebym nie musiał cię czytać ?

Antek
Antek

Mnie niestety ten wyścig znudził. Lubię Pogacara ale 80km na solo psuje frajdę oglądania. Szkoda że Pidcoccowi dziś nie poszło, Seixas pięknie się zbudował, oby dał nam jeszcze więcej niespodzianek.

Majkel Wanturnałt.
Majkel Wanturnałt.

Do sapiących coś tam pod nosem – zwróćcie się tam do redakcji, żeby wyłączyli komentarze pod tekstami. Póki co, będę się tu produkować tym chętniej.

reko
reko

Włączasz transmisję, a tu po wyścigu…

Łukasz
Łukasz

Spoko, produkuj się tylko bądź odrobinę oryginalny. Póki co przynudzasz 🥱

Adam
Adam

@Majkel Wanturnałt

Zabawnie się czyta takie komentarze gościa, który zazwyczaj jest cały w skowronkach, gdy w całkiem podobny sposób wyścigi wygrywa akurat jego idol (żeby nie szukać daleko wystarczy zobaczyć ostatni Omloop). Ok, MvdP może nie atakuje na aż 80km przed metą, ale nie oszukujmy się, że od dłuższego czasu w wyścigach, w których panowie startują osobno, nie ma praktycznie żadnych emocji (nie wspominając już o tym, co się wyprawia w kolarstwie przełajowym, którego nie oglądam, ale trudno żebym nie słyszał). Osobiście zresztą coraz częściej wybieram wyścigi kobiet (zwłaszcza gdy są tego samego dnia) i gdy startuje jeden lub drugi u panów, to tylko spoglądam od czasu do czasu, żeby sprawdzić kiedy jest już „po wyścigu” – szczęśliwie w tym roku Slim Shady (hehe) sprawił, że nie musiałem na to tracić za wiele czasu.

Bart
Bart

Tak hipotetycznie, gdyby to był Kwiato też by Wam obrzydził oglądanie kolarstwa i byłyby krzyki że coś bierze? Trochę to dziwne, że ktoś narzeka na czasy, kiedy może oglądać kilku fenomenalnych zawodników próbujących pokonać fenomen jakim jest Tadek…

Majkel Wanturnałt.
Majkel Wanturnałt.

@Adam
Może coś w tym jest co piszesz, bo kto jest wolny całkowicie od hipokryzji? Tylko, że akurat VdP nie wygrywa wszystkiego w praktycznie każdym terenie i nie stoi za nim zespół z nieograniczonym budżetem sponsorowanym. Nieszczególnie udaje też przyjemniaczka, ma swoje za uszami w kwestii niezbyt sportowych zachowań, ale tym lepiej. Wolę coś takiego niż wykreowanego przyjemniaczka, który może nie być w rzeczywistości taki na jakiego się kreuje.

Don
Don

Do Majkel Wanturnałt.
„… może nie być …” – to kluczowa fraza u ciebie i podobnie myślących , nie mam dowodów ale podejrzewam . To natręctwo podsycone nutą masochizmu – oglądanie bez przyjemności .

Jacek
Jacek

Podsumowując tę dyskusję powyżej: Internet, chyba głównie ze względu na swoją anonimowość, zawsze był pełen zawodzących, jęczących, narzekających na wszystko głosów sfrustrowanych gości, próbujących się dowartościować tymi tekstami. Mamy wolność słowa, i niech piszą. Czy musimy to czytać, a tym bardziej przejmować się tym? Niech każdy sobie sam odpowie wedle swojej woli, swoich uczuć. Ja tylko przemieszczam wzrok po tych tekstach, i nie rejestruję. Szkoda pamięci, czasu, wszystkiego.

Jacek
Jacek

Gratulacje dla zwycięzcy i wszystkich głównych aktorów tego widowiska (dla mnie ciekawego, ze sporą dawką emocji). Co do tego, jak Seixas zostawił del Toro: w późniejszej fazie transmisji realizator pokazał , jak na początku Via Santa Caterina del Toro odpuścił, a zdziwiony Seixas wtedy dokręcił i odjechał na dobre. Czy del Toro stracił siły? Nie wyglądał na takiego. Mam następującą teorię: pamiętacie zeszłoroczne Giro i etap po białych drogach? Jak van Aert, który wyglądał na umierającego, jechał bez zmian na kole del Toro, i łaskawie wystawił mu koło na Il Campo? Cóż to było za „wspaniałe” zwycięstwo! Myślę, że del Toro ze względu na tę wygraną van Aerta „na kuzyna, czy w oryginale Qusin’a”, nie chciał okazać swojemu koledze takiego dżentelmeństwa, z jakim spotkał się rok wcześniej. I tak Seixas dowiózł go na pudło, i to mu wystarczyło. Jeśli tak było, to czapki z głów. W ogóle czapki z głów przed wszystkimi trzema gośćmi na podium.

Majkel Wanturnałt.
Majkel Wanturnałt.

@Don
Istnieje coś takiego jak rachunek prawdopodobieństwa. Dobrze, że typ chociaż sprinterom odpuszcza.
PS A jednak ciągle czytasz…