Fot.: UCI / Tim de Waele / Getty Images

Tadej Pogačar (UAE Team Emirates – XRG) w fenomenalnym stylu sięgnął po swoje czwarte zwycięstwo na trasie Strade Bianche. Słoweniec mówił na mecie, iż wiele zawdzięcza swojej drużynie.

Dokładnie tego można się było spodziewać po tegorocznej edycji Strade Bianche. Tadej atakuje daleko od mety i sięga po kolejny triumf do swojej bogatej kolekcji. Słoweniec wytrzymał presję i nie zawiódł oczekiwań kibiców, chociaż na mecie przyznał, że wcale nie było to takie proste, na jakie wyglądało w telewizji. Zaczął jednak od podziękowań dla całego zespołu.

Zawsze to powtarzam, ale szacunek dla zespołu. Wszyscy świetnie sobie poradzili. Domen Novak i Kevin Vermaerke kontrolowali ucieczkę i wprowadzili nas na szutrowe odcinki na dobrej pozycji. Felix Großschartner jechał wtedy dobrym tempem, podobnie jak Florian Vermeersch. Potem pojawili się młodzi zawodnicy – Jan Christen i Isaac del Toro. Co za robota. To był zaszczyt jeździć dziś dla tej drużyny. Jestem bardzo szczęśliwy

– mówił Słoweniec, o czym donosi WielerFlits.

Czy Tadejowi było łatwo zgubić swoich rywali? Mogłoby się wydawać, że tak, lecz zawodnik UAE Team Emirates – XRG powiedział, że kosztowało go to całkiem sporo energii, odwołując się głównie do Paula Seixasa (Decathlon CMA CGM Team).

Widziałem, że bardzo szybko jechał na najbardziej stromym odcinku podjazdu [Seixas na Monte Sante Marie – przyp. red.]. Powiedziałem sobie: dam z siebie wszystko do szczytu, a potem zobaczę, czy on tam jest. Utrzyma się na kole, albo pęknie. No cóż, pękł i stracił… Zobaczyłem, że to wystarczy. Wciąż byli tam Jan i Isaac. To bardzo pomogło, abym mógł działać solo

– kontynuował czterokrotny triumfator Strade Bianche.

Na sam koniec Słoweniec odniósł się jeszcze do tego, na co w dalszej części sezonu mogą liczyć kibice. Tadej przyznał, że jest bardzo zadowolony z takiego otwarcia sezonu 2026 i czeka na więcej.

Zobaczymy. To świetny początek sezonu. Dziś był pierwszy wyścig w tym roku. Będziemy to analizować dzień po dniu, wyścig po wyścigu

– zakończył Pogačar.

Kolejnym wyścigiem w kalendarzu słoweńskiego kolarza jest Mediolan – San Remo (21 marca). Czy również tam uda mu się sięgnąć po zwycięstwo? Z pewnością będzie to jeszcze trudniejsze, ale przy takiej formie Tadeja absolutnie wszystko jest możliwe. Emocje na najwyższym poziomie gwarantowane!

Poprzedni artykułStrade Bianche 2026: Tadej Pogačar ponownie zwycięski po niemal 80 km na solo
Następny artykułElise Chabbey: „Musiałam to zrobić dla Demi”
Mateusz Gruszeczka
Pasjonat biegania i podróżowania. Ulubiony kierunek? Czarnogóra. Miłośnik wszelkich wyścigów - również tych mniejszych i nieco mniej znanych. W wolnej chwili copywriter.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Adam
Adam

Zaszczyt to raczej ma drużyna, że może jeździć na Króla Eminema…