Fot. Artur Machnik / Naszosie.pl

Młodszym fanom może się wydawać, że Davide Rebellin to sympatyczny pan w średnim wieku, niemogący pożegnać się z kolarstwem. Prawda nie jest jednak równie kolorowa, co kolekcja koszulek, w których Włoch startował.

Na stałe w historii „Dziadek” zapisał się w 2004 roku, gdy jako pierwszy wygrał trzy odsłony Tryptyku Ardeńskiego w jednym sezonie. Osiągnięcie to powtórzył jedynie, siedem lat później, Philippe Gilbert. Swój pierwszy, a zarazem ostatni etap Giro d’Italia Rebellin zgarnął w sezonie 1996, gdy przez sześć dni jechał w maglia rosa. W zawodowym peletonie ściga się od 1992 roku.

9 sierpnia 2008 roku, w dniu trzydziestych siódmych urodzin, Rebellin zostaje wicemistrzem olimpijskim w wyścigu ze startu wspólnego. Sukces smakuje tym lepiej, że cztery lata wcześniej, pomimo życiowej formy selekcjoner włoskiej kadry nie zabrał go do Aten, a on sam chciał podczas mistrzostw świata w Weronie reprezentować Argentynę.

22 kwietnia 2009 roku po raz trzeci w karierze „Dziadek” wygrywa Amstel Gold Race, a cztery dni później staje na najniższym stopniu podium Liege-Bastogne-Liege. 28 kwietnia MKOL informuje, że sześciu sportowców nie zaliczyło podczas igrzysk testów antydopingowych. W organizmie każdego z nich wykryto CERA. Media spekulują, że jednym z nich jest kolarski medalista. Nazajutrz Włoski Komitet Olimpijski potwierdza, że chodzi o Rebellina.

Moje sumienie jest czyste. Nic nie wziąłem

– mówi w telefonicznej rozmowie z telewizją RAI.

17 listopada MKOL domaga się zwrotu medalu, co Rebellin czyni, zaznaczając, że nie jest to równoznaczne z przyznaniem się do winy. Staje się tym samym pierwszym reprezentantem Italii, którego to spotkało. Odwołuje się do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu, kwestionując głównie kwestie proceduralne. W międzyczasie, dopiero w grudniu, próbka B potwierdza stosowanie CERA.

W lipcu 2010 roku CAS odrzuca apelację. We wrześniu mieszkający na stałe w Monako Włoch zostaje zdyskwalifikowany na dwa lata przez tamtejszą federację. Wielu ekspertów i dziennikarzy wieszczy koniec jego kariery. Życie do dziś pokazuje, jak bardzo się mylili.

Późną wiosną 2011 roku w barwach znanego polskim kibicom zespołu Miche-Guerciotti Rebellin wraca do rywalizacji. W sezonach 2013-2016 jest jedną z najjaśniejszych postaci CCC Sprandi Polkowice. Nie nawiązuje do dawnych sukcesów, lecz utrzymuje przyzwoity poziom.

Na początku 2016 roku na łamach portalu cyclingnews.com wyznaje:

Oczywiście, jestem trochę zgorzkniały, kiedy myślę o tym okresie. Straciłem siedem lat kariery i ciężko było mi patrzeć na innych doperów, którzy mieli przed sobą sporo otwartych drzwi. Przede mną większość była zamknięta. Zostałem odstawiony na bok, ale zachowałem optymizm, bo chciałem zakończyć karierę, będąc na najwyższym poziomie. Wyniki, które osiągnąłem to pokazują.

Co ciekawe, w 2015 roku sąd w Padwie uniewinnił Włocha w sprawie karnej, z uwagi na niewystarczające dowody i błędy popełnione podczas ich zbierania, choć CONI domagał się odszkodowania w wysokości pięciuset tysięcy euro oraz roku pozbawienia wolności.

W niedawnym wywiadzie dla „Gazetta dello Sport” Rebellin stwierdził z kolei, że być może pięćdziesiąte urodziny będzie obchodzić w peletonie. Znając go, jest to jak najbardziej możliwe.