Wikimedia Commons

W pierwszej dekadzie obecnego stulecia Danilo Di Luca należał do grona najlepszych włoskich kolarzy. Tak się jednak składa, że ta nacja oprócz tradycji sukcesów i chwały, posiada także drugą, kłamstwa i dopingu, a bohater niniejszego artykułu wykazał się niezwykłym przywiązaniem do obu.

Już w 2004 roku pojawiają się pierwsze wątpliwości dotyczące “czystości” jazdy Di Luki. Włoscy śledczy nagrywają jego rozmowę z doktorem Carlo Santuccione, dawnym współpracownikiem Francesco Conconiego, kilka dni przed Mediolan-San Remo, w której lekarz zaleca mu jak najszybsze zażycie erytropoetyny. Wymieniane między Santuccione i innym zawodnikiem Saeco Eddym Mazzolenim SMS-y, także sugerują stosowanie przed Di Lukę niedozwolonych środków.

W wyniku tej sprawy Włoch nie zostaje dopuszczony do Tour de France. Trzy lata później odnosi największy sukces w karierze – wygrywa Giro d’Italia. Nie unika przy tym kontrowersji. Jego poziom testosteronu jest zastanawiająco niski. Może to być rezultat przyjmowania środków maskujących. Niczego nie udaje się udowodnić, ale Di Luca nie startuje w mistrzostwach świata.

Jesienią powraca sprawa „Oil for Drugs” i zdobywca maglia rosa za współpracę z doktorem Santuccione zostaje zawieszony przez Włoski Komitet Olimpijski na trzy miesiące. Oczywiście zaprzecza, lecz odwołanie do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu nie przynosi rezultatu.

W sezonie 2009 Danilo Di Luca zajmuje drugą lokatę w najważniejszym ojczystym wyścigu. 22 lipca okazuje się, że dwie pobrane od niego podczas Corsa Rosa próbki dały wynik pozytywny – wykazały obecność pochodnej erytropoetyny o nazwie CERA. Testy przeprowadzono w oparciu o paszport biologiczny kolarza. Na początku sierpnia badanie próbek B potwierdza wcześniejsze rezultaty.

1 lutego 2010 roku Włoski Komitet Olimpijski dyskwalifikuje pochodzącego ze Spoltore zawodnika na dwadzieścia cztery miesiące.

Jestem przekonany, że mimo to walka się nie skończyła. Nie żegnam się z wyścigami. Nadal mam wiele do zaoferowania. Jestem pewien, że wrócę przed upływem dwóch lat

– mówi w „La Gazzetta dello Sport” Di Luca.

I co ciekawe, ma rację. 15 października jego kara zostaje skrócona do dziewięciu miesięcy i siedmiu dni. To swoista nagroda za podjęcie współpracy z antydopingowymi instytucjami. Di Luca twierdzi jednak, że nie podał ani jednego nazwiska. Na łamach „La Gazzetta dello Sport” stwierdza:

Moja współpraca nie była skierowana przeciwko sportowcom, ale na rzecz kolarstwa.

W grudniu podczas okolicznościowego wykładu dla pięciuset studentów w Possagno zwycięzca trzech ardeńskich klasyków przyznaje się do błędów przeszłości, zapowiadając przy okazji powrót bez oszukiwania. Przez kolejny rok jeździ bez wynagrodzenia i bez sukcesów w zespole Katusha.

24 maja 2013 roku, pod koniec Giro d’Italia, UCI ogłasza, że badanie próbki pobranej od Di Luci 29 kwietnia wykazało obecność erytropoetyny. 5 grudnia otrzymuje dożywotni zakaz startów.

Jak wiele innych barwnych postaci „EPOki” Danilo Di Luca na sportowej emeryturze przyznał się do stosowania dopingu oraz napisał książkę (Bestie da Vittoria). Bez ogródek stwierdził, że gdyby nie niedozwolone środki, między innymi EPO, kortyzon czy testosteron, to nie odniósłby sukcesów. Od 1997 roku korzystał z nielegalnego wspomagania, ale dopiero cztery lata później sięgnął po erytropoetynę. Nie okazał skruchy.