Oliver Regelmann

Wobec wyznań Bjarne Riisa i nierozwiązanej sprawy Floyda Landisa, duńskie kolarstwo i Tour de France miały na początku lata 2007 roku spore problemy. Michael Rasmussen pokazał wszystkim, że może być jeszcze gorzej.

15 lipca 2007 roku „Kurczak” samotnie wygrywa ósmy etap Wielkiej Pętli kończący się w Tignes oraz obejmuje prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Cztery dni później Duński Związek Kolarski wyklucza go z reprezentacji na nadchodzące mistrzostwa świata oraz igrzyska olimpijskie. Powód? Zawodnik nie informował organów antydopingowych o miejscu pobytu, mimo kilkukrotnych ostrzeżeń. Rasmussen twierdzi, że otrzymał tylko jedno ostrzeżenie, a cała sprawa to administracyjna pomyłka.

Na górze musi być ktoś, kto nie życzy mi dobrze. Nie mogę znaleźć innego wytłumaczenia

– mówi miejscowemu dziennikowi „Politiken”.

Pomimo zamieszania, Rasmussen konsekwentnie broni żółtej koszulki. 25 lipca jest najszybszy na Col d’Aubisque i cztery etapy przed końcem wyścigu ma trzy minuty i dziesięć sekund przewagi nad Alberto Contadorem.

Nie był to jednak dobry dzień – Rabobank wycofuje lidera z wyścigu z uwagi na złamanie wewnętrznego regulaminu oraz rozwiązuje z nim kontrakt. Rasmussen twierdził, że od czwartego do dwudziestego szóstego czerwca trenował w Meksyku, skąd pochodzi jego żona. Davide Cassani powiedział jednakże w duńskiej telewizji, że widział go trzynastego i czternastego w Dolomitach. Skonfrontowany z tą informacją lider Tour de France miał się przyznać, czego jednak publicznie nie potwierdza.

Mój szef [Theo de Rooy] jest szalony. Nie byłem we Włoszech, nie ma mowy. To historia jednego człowieka [Davide Cassaniego], który myśli, że mnie widział. Ale nie ma na to najmniejszego dowodu

– żali się Rasmussen duńskiemu dziennikowi „BT”.

26 lipca maillot jaune jest nieobecna na trasie. Lider klasyfikacji młodzieżowej, Alberto Contador, zakłada żółty trykot dopiero na mecie. Sytuacja przypomina nieco skandal z udziałem Marco Pantaniego z Madonna di Campiglio podczas Giro d’Italia 1999.

25 lipca 2007 roku w wieku 104 lat zmarł, po długiej i ciężkiej chorobie, Tour de France

– pisze francuski dziennik „France Soir”, nawiązując do licznych problemów z dopingiem toczących jak gangrena ówczesny wyścig.

Inny miejscowy dziennik, „Liberation”, żąda przerwania Wielkiej Pętli. Niemieckie stacje telewizyjne, ARD i ZDF, zrezygnowały z transmitowania rywalizacji już po wpadce Patricka Sinkewitza. Większość światowych mediów nie pozostawia suchej nitki na Tour de France.

Podczas zwołanej przez siebie konferencji prasowej, 8 listopada Michael Rasmussen mówi:

Nie byłem w Meksyku w czerwcu. Podałem błędną wiadomość Unii Kolarskiej, a także mediom.

Zaprzecza także jakoby stosował niedozwolone środki. Kłamstwo uzasadnia powodami małżeńskimi i zaznacza, że zespół wiedział, gdzie przebywa.

Dopiero 1 lipca 2008 Federacja Kolarska Monako, z której licencją startuje Duńczyk, dyskwalifikuje go na dwa lata za nierespektowanie procedur antydopingowych, a nie, co warto podkreślić, za stosowanie niedozwolonego wspomagania. W styczniu kolejnego roku Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu odrzuca jego apelację.

Po upływie zawieszenia Michael Rasmussen wraca do ścigania, ale podobnie jak to było w przypadku Tylera Hamiltona czy Floyda Landisa, dawną dyspozycję spowija mgła wspomnień. Bez powodzenia startuje na przykład w Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków w sezonach 2011 i 2012.

31 stycznia 2013 roku podczas konferencji prasowej Duńczyk przyznaje się do stosowania dopingu w latach 1998-2010, między innymi erytropoetyny, insuliny, hormonu wzrostu, kortyzonu i transfuzji krwi.

Oszukiwałem i kłamałem. Jestem gotowy, aby to naprawić oraz poddać się karze. Cieszę się, że nie muszę was dłużej okłamywać, jak to robiłem od dawna

– wyznaje, ogłaszając także zakończenie kariery.

W kolejnych miesiącach „Kurczak” ochoczo opowiadał o dopingu w zawodowym peletonie, przyłączył się do oskarżeń wobec ekipy CSC i Bjarne Riisa, napisał także książkę „Żółta gorączka”.

Rasmussen twierdził, że w Tour de France 2007 wszyscy kolarze Rabobanku jechali na dopingu, a dwa lata wcześniej jego drużyna dogadała się z UCI w celu zatuszowania wpadki, która pozbawiłaby go koszulki najlepszego górala. Wyjawił również, że po pamiętnym opuszczeniu Wielkiej Pętli miał myśli samobójcze.