Michał Kapusta / naszosie.pl

Spokojna jazda w grupce faworytów i niesamowita akcja na ostatnim kilometrze – tak w skrócie można określić jazdę Gerainta Thomasa na trzecim etapie Tour of the Alps. Walijczyk postanowił jednak ostudzić nastroje przed Giro i zaznaczyć, że trafił mu się bardzo dobry dzień.

Królewski etap Tour of the Alps kończył się na stosunkowo krótkim, ale ciężkim podjeździe do Funes San Pietro. Na ostatnim kilometrze, zupełnie niespodziewanie, Geraint Thomas odrobił około 20 sekund straty do prowadzącej dwójki Landa – Pozzovivo i zdołał wygrać etap, zostając jednocześnie nowym liderem wyścigu. Sam Walijczyk postanowił jednak studzić nastroje stwierdzając, że trafił mu się bardzo dobry dzień.

Przed ostatnim podjazdem rozmawialiśmy z Mikelem i stwierdziliśmy, że obaj czujemy się bardzo dobrze. Nie było jednak sensu od początku atakować we dwóch. Najpierw zaatakował mój serdeczny kolega, który zdołał zyskać sporo czasu, a ja w końcówce poprawiłem i zdołałem do niego dojechać, wygrywając etap. Na ostatnim kilometrze czułem się naprawdę świetnie, dzięki czemu udało mi się pojechać tak mocno.

– powiedział na konferencji prasowej Walijczyk.

Lider Team Sky przyznał także, że królewski etap włoskiego wyścigu był bardzo dobrym przetarciem przed najważniejszymi etapami Giro d’Italia.

Etap był naprawdę ciężki, podjazdy nie dawały możliwości odpoczynku. Z pewnością było to znakomite sprawdzenie swoich możliwości. W końcu nie ścigamy się tu ze słabymi kolarzami. Dodatkowo jako ekipa pokazaliśmy, że w górach będziemy niezmiernie mocni. Znakomitą robotę wykonali Pete (Kennaugh) i Ian (Boswell), którzy przez większość etapu dyktowali mocne tempo. Jako drużyna możemy rządzić w peletonie i każdy z nas to wie.

– dodał.

Walijski kolarz zdradził także jakie ma plany na najbliższe tygodnie, oraz że jest pewny siebie przed zbliżającym się La Corsa Rosa.

Giro będzie zdecydowanie cięższe, ale nie ma to wpływu na moją pewność siebie. Wiadomo, pozostali faworyci także będą w formie, ale to nie znaczy, że mam się ich bać. Najbliższe dni po zakończeniu wyścigu spędzę w Monako, by nabrać sił i oderwać się trochę od kolarskiego zgiełku. Jest to tym bardziej istotne, że prawdziwe Giro odbędzie się w trzecim tygodniu. Tym samym jeśli pierwszego dnia poczujesz choć odrobinę zmęczenia fizycznego lub psychicznego, od razu przegrałeś wyścig.

– zakończył dzisiejszy zwycięzca etapowy i nowy lider Tour of the Alps.

Przed dwoma ostatnimi etapami, Walijczyk ma w klasyfikacji generalnej przewagę 16 sekund nad Domenico Pozzovivo i 19 sekund nad Thibaut Pinot.

Z Funes San Pietro, Dawid Gruntkowski