Michał Kapusta / naszosie.pl

Obaj uznawani za jedne z największych gwiazd wyścigu. Obaj bardzo ostrożni w ocenie swoich możliwości w rozpoczynającym się jutro Tour of The Alps. Michele Scarponi i Rohan Dennis na niedzielnej konferencji prasowej byli wyjątkowo skromni.

Dla Rohana Dennisa, zbliżające się Giro d’Italia będzie pierwszym w karierze. Australijczyk będzie miał za zadanie do ostatniej kropli potu pomagać Tejayowi Van Garderenowi, lub w ostateczności go zastąpić. Sam jednak jest dość sceptyczny, zaznaczając na każdym kroku, że nie jest znakomitym wspinaczem.

Nie nastawiam się na dobre miejsce w GC. Przede wszystkim chcę sprawdzić swoje nogi i dowiedzieć się w którym miejscu obecnie się znajduję. Wiadomo, wyścig jest niezwykle trudny, ale może też dać dużo pewności siebie przed imprezą docelową, do której zostały nieco ponad 2 tygodnie. Jednocześnie będzie to dla mnie sprawdzian odnośnie przyszłości. Dowiem się, czy mam jakiekolwiek możliwości do dalszego rozwoju w kierunku wyścigów wieloetapowych, które za kilka lat bardzo by mnie interesowały. Wiadomo też, że wyścig może ułożyć się bardzo różnie zarówno ze względu na formę kolarzy, jak i pogodę, która już dziś nie rozpieszcza.

– powiedział Dennis.

Podobny ton wypowiedzi można było zaobserwować u Michele Scarponiego. Doświadczony Włoch, dowiadując się o otrzymaniu tradycyjnej “jedynki” na La Corsa Rosa, musiał zmienić podejście zarówno do treningów, jak i do startu w Tour of The Alps.

Otrzymanie pozycji lidera na Giro z pewnością wiele zmieniło. Tour of The Alps to ostatnia szansa do sprawdzenia formy swojej i moich kolegów, którzy ponownie będą pracować na mój jak najlepszy wynik. Przede wszystkim etapy nr 3 i 4 pokażą kto jest teraz mocny. Być może wykorzystam znajomość najtrudniejszych podjazdów, lecz jak wiadomo, bez dobrej nogi nic nie będę w stanie zrobić. Chciałbym bardzo dobrze wypaść, gdyż pozwoliłoby mi to zakończyć przygotowania do Giro w bardzo dobrej kondycji psychicznej.

– dodał Scarponi.

Pierwszy test obu zawodników już jutro w Inssbrucku, gdzie czekać ich będzie prawie 4-kilometrowy podjazd na metę.