Foto: Giro del Trentino Melinda

Góry, pagórki, podjazdy, wspinaczki, zjazdy – tak w skrócie można opisać Tour of The Alps. Wyścig rozgrywany w Tyrolu i Trydencie jest jednym z najlepszych poligonów doświadczalnych przed majowym Giro d’Italia, dlatego poziom ścigania zawsze jest tu wysoki.

Jeszcze w zeszłym roku impreza nosiła nazwę Giro del Trentino-Melinda i była rozgrywana, zgodnie z tytułem, w Trentino – włoskim Trydencie. Podejście wielu liderów jest dość proste – niedługo przed pierwszym wielkim tourem sezonu pojawia się okazja do walki we Włoszech i to w górskim terenie. To właśnie dlatego krótki (pięć etapów) wyścig przyciąga sporą uwagę najlepszych ekip WorldTour i co roku licznie zgromadzeni kibice mogą podziwiać takie tuzy jak Cadel Evans, Vincenzo Nibali, Mikel Landa, Domenico Pozzovivo, Richie Porte czy Fabio Aru. Polacy również mieli spore powody do radości – Przemysław Niemiec dwukrotnie kończył Giro del Trentino na podium, a Sylwestrowi Szmydowi i Zenonowi Jaskule udało się to raz.

Ciekawie zapowiada się również tegoroczna walka – pięć etapów, wszystkie z ciężkimi podjazdami do pokonania. Początek w zimnej Austrii, koniec w ciepłych Włoszech. Brak tutaj okazji dla sprinterów, o triumfy powinni walczyć tylko górale i tzw. „punchers” radzący sobie najlepiej na krótkich, sztywnych podjazdach.

Pierwszy etap wystartuje w Kufstein. Kolarze ruszą na północ, by zahaczyć o krótki podjazd Rottenschoss i rozpocząć podróż na południowy zachód, w kierunku Innsbrucku. Po drodze dwie premie górskie (Brandenberg i Aschau), a na metę prowadzi dość krótka (około 2.3km), ale trudna „ścianka” ze średnim nachyleniem ponad 10%.

Drugiego dnia zawodnicy tym razem wystartują z Innsbrucku i od razu rozpoczną wspinaczkę. Najpierw pod Schonberg im Stubaital, a potem Brennero na wysokość 1385m. Po nieco łatwiejszej środkowej części i przejeździe przez Włochy, zawodnicy wrócą do Austrii, by zmierzyć się z trudną wspinaczką pod St. Justina – 6km i nieco ponad 6% średniego nachylenia. Meta również znajduje się na szczycie – Innervillgraten (10.3km, 3%).

Trzeci odcinek jest królewskim – po starcie w Villabassa i lżejszym dojeździe do San Martino in Badia pojawi się pierwsza wspinaczka dnia – Passo delle Erbe ze szczytem na 1987m. Zjazdy są początkowo dość wąskie i techniczne, ale na szczęście przed Sant’Andrea robi się łatwiej. Po 10km płaskiego rozpocznie się druga premia górska – Alpe Rodengo Zumis o długości 12km z nachyleniami sięgającymi 20%. Zjazdy ponownie będą niełatwe, a do tego na metę prowadzi wspinaczka do Funes o długości 10km i średnim nachyleniu 6%. Tutaj powinna się ułożyć klasyfikacja generalna.

Czwarty dzień będzie niewiele łatwiejszy. 26km po starcie w Bolzano czeka pierwsza premia górska – Passo Mendola (15km, 6%). Przez kolejne kilometry próżno szukać płaskich odcinków, a około 40km przed metą rozpocznie się druga kategoryzowana góra – Forcella di Brez (7km, 9%). Na finisz w Cles prowadzą już tylko zjazdy i niewielkie „hopki”, więc za odrabianie strat trzeba się zabrać dość wcześnie.

Ostatni etap wystartuje z Smarano, ale nie będzie „etapem przyjaźni”. Łatwiej będzie chociaż po starcie – na początek 20km zjazdów do Rocchetty, a następnie długi podjazd do Andalo. Spokojniejsze 35km będzie stanowić rozgrzewkę przed Passo Durone (7km, 6%) i Vason Monto Bondone (22km, 5%). Następnie aż 19km zjazdów i prawie płaski dojazd do mety – z krótką wspinaczką bezpośrednio przed Trento, która będzie okazją do rozerwania ewentualnej grupki.

Na liście startowej widnieje 18 drużyn, w tym 7 z pierwszej dywizji. Na czele, z „jedynką”, obrońca tytułu – Mikel Landa (Team Sky). Hiszpan nie ma za sobą najlepszego okresu, ale trzeba przyznać, że w sezonie 2017 nie miał jeszcze okazji pojechać „na siebie”, a jako pomocnik Woutera Poelsa w Andaluzji spisał się świetnie. Tour of The Alps stanie się też okazją do sprawdzenia scenariusza dwóch liderów w drużynie Niebiańskich. Drugim faworytem będzie Geraint Thomas, który zwyciężył na etapie Tirreno-Adriatico, ale zupełnie nie poradził sobie w Katalonii (jak cały zespół). W Austrii i Włoszech Walijczyk z pewnością powalczy o poprawienie swojego morale.

Największym rywalem wspomnianej pary wydaje się być Thibaut Pinot. Francuz jest specjalistą od jazdy w górach, potrafi też znakomicie finiszować z małej grupy. Kolarze Team Sky mogą spróbować ataków na zjazdach, gdyż jest to najsłabsza strona kolarza FDJ, ale najpierw trzeba się z nim utrzymać na podjeździe…

Liderem AG2R La Mondiale został Domenico Pozzovivo, który celuje w dobry wynik. Włoch wygrywał tutaj w 2012 roku wyprzedzając Damiano Cunego i Sylwestra Szmyda. Filigranowy „góral” w ostatnich sezonach zawodzi, ale nie można go skreślać. Powrót do pozycji lidera zaliczył też Michele Scarponi (Astana). Zwycięzca Giro d’Italia „awaryjnie” został powołany do tej roli po kontuzji Fabio Aru. Doświadczony kolarz, podobnie jak Landa, nie miał w tym sezonie okazji do sprawdzenia nogi na czele drużyny, ale waleczność i nietypowe metody treningowe (z pomocą papugi!) to ogromne atuty „Scarpy”.

W barwach BMC Racing Team świetny wynik z Tirreno-Adriatico (druga lokata) postara się potwierdzić Rohan Dennis. Australijczyk zaskoczył dobrą jazdą w górach, ale nadrabiał głównie na czasówkach, których w Tour of The Alps brak. Wydaje się, że na ciężkich, alpejskich przełęczach kolarze tacy jak Pozzovivo czy Landa powinni „zerwać” zawodnika BMC – pozycja w czołówce i tak będzie dużym osiągnięciem. Nie inaczej wyglądają ambicje Emanuela Buchmanna (BORA-hansgrohe). Niemiec przygotowywany jest do roli lidera na Wielkie Toury, a swój potencjał potwierdził już na zeszłorocznym Giro del Trentino-Melinda – razem z Patrickiem Konradem zawsze jechał w czołówce i ostatecznie finiszował na ósmym miejscu.

Niezwykle mocno wygląda też skład Cannondale-Drapac – Hugh Carthy w zeszłym roku świetnie pokazywał się na najcięższych podjazdach „tygodniówek”, a Davide Formolo błysnął wynikiem w Tour de Pologne. Powrotu do wyników sprzed lat poszuka też Pierre Rolland.

Pola zbyt łatwo nie oddadzą drużyny ProContinental. W Androni-Giocatolli startuje najlepszy xx ostatniej edycji imprezy Egan Bernal. Kolumbijczyk ładnie atakował na królewskim etapie Tirreno-Adriatico – widać, że włoskie drogi mu pasują. Niezwykle groźni będą też zawodnicy Gazprom-Rusvelo pod wodzą Sergeia Firsanova, który w sezonie 2016 zajął tu czwarte miejsce. Najważniejszym pomocnikiem Rosjanina będzie jego rodak Alexander Foliforov – zwycięzca górskiej czasówki z Giro d’Italia.

Włoscy Tifosi skierują swoje spojrzenia na „Małego Księcia” – Damiano Cunego nigdy nie nawiązał do fantastycznego sezonu 2004, w którym wygrał Giro d’Italia, ale niewielki kolarz swoją chęcią walki zdobywa serca fanów. Siły w doświadczeniu poszuka też Rinaldo Nocentini, który lideruje reprezentacji Italii. Kolarz portugalskiego FC Porto również z rozrzewnieniem może wspominać wielkie toury sprzed ponad dekady – w końcu nosić koszulkę lidera Tour de France przez kilka etapów w czasach Lance’a Armstronga to spore osiągnięcie.

Wyścig w tym roku na żywo pokaże polski Eurosport 2.

Na trasie Tour of The Alps obecni będą dziennikarze naszosie.pl. Każdego dnia zapraszamy na obszerną relację i wypowiedzi zawodników.