Cannondale-Drapac

Belg nie zdołał powrócić do zdrowia po kraksie z Ronde Van Vlaanderen.

Vanmarcke od początku Flandryjskiej Piękności jechał bardzo czujnie i załapał się do grupy, która oderwała się od peletonu na słynnym Kapelmuur. 40km przed metą przednie koło Belga wpadło w przerwę pomiędzy dwoma betonowymi płytami i kolarz Cannondale-Drapac nie miał szans uratować się przed upadkiem. Niestety konsekwencją kraksy był złamany palec.

Moje ręce to największy problem. Złamany mały palec w prawej dłoni nie pozwala mi na trzymanie kierownicy w poziomym chwycie. Mogę złapać klamki i hamować dwoma palcami, ale jakiekolwiek wibracje sprawiają mi ból. Gorzej jest z lewą ręką, bo straciłem skórę z każdego palca. Nie mogę hamować – ucisk równa się ogromnemu dyskomfortowi. Nie było sensu pojawiać się na starcie

– powiedział Vanmarcke w informacji prasowej od drużyny.

W zeszłym roku Sep zajął trzecie miejsce w Ronde Van Vlaanderen i czwarte w Paryż-Roubaix. Specjalista od bruku w tym sezonie zmienił barwy z LottoNL-Jumbo na Cannondale-Drapac i obiecująco zaczął ściganie – trzecią lokatą w Omloop Het Nieuwsblad. Kraksa w Strade Bianche obniżyła jego formę, ale ostatecznie w Wyścigu Dookoła Flandrii Vanmarcke jechał w czołówce i wydawało się, że wrócił do najlepszej dyspozycji.

Jestem bardzo zawiedziony. Zacząłem treningi do tych wyścigów pierwszego listopada. Zawsze się na nich skupiam. Omloop poszło dobrze, ale od Strade Bianche wszystko było źle. Kraksa, żebra, problemy z żołądkiem, a teraz ten wypadek. Walczyłem i wracałem.

Na razie nie wiadomo jak wygląda sytuacja Taylora Phinneya, który również upadł podczas Ronde Van Vlaanderen. Amerykanin miał lekkie wstrząśnienie mózgu, ale prawdopodobnie zdoła się wykurować na Piekło Północy.