Fot. Team Sky

Z powodu mononukleozy baskijski kolarz drużyny Sky, ścigał się w tym sezonie tylko przez piętnaście dni. Całkowicie już wyzdrowiał, wrócił do treningów i ma nadzieję, że przyszły sezon zrekompensuje mu to, co stracił w 2016 roku.

Intxausti rozpoczął sezon 2016 w wyścigu Volta a la Comunitat Valenciana, ale przez kolejne cztery i pół miesiąca musiał pożegnać się ze ściganiem. Nie wystartował w Giro d`Italia i ponownie przypiął numer startowy dopiero w połowie czerwca. Cierpiał jednak w słoweńskiej „etapówce”, a później musiał wycofać się z Tour de Pologne.

Patrząc ze sportowego punktu widzenia, to jest rok, o którym muszę zapomnieć. Ściganie uniemożliwił mi wirus, z którego już się na szczęście wyleczyłem i wróciłem do treningów – powiedział Intxausti portalowi Cycling News.

O tym, że mononukleoza całkowicie opuściła jego organizm, dowiedział się w połowie września, co znacznie poprawiło mu nastrój. Po miesiącu powtórzył badania, których wynik ponownie był negatywny, dając mu pewność, że najgorszy czas jest już za nim.

Z kolegami z drużyny spotkał się podczas październikowego zgrupowania w Manchesterze. Do tej pory nie miał okazji dobrze ich poznać, zwłaszcza że mijający rok jest pierwszym, w którym ubrał czarne stroje (do 2015 roku ścigał się w barwach Movistaru).

Moi koledzy żartowali: Kim jesteś? Jakimś nowym kolarzem? Wiedzieli, jak długi i ciężki proces przeszedłem. Potrzebowałem być z nimi i wrócić do codziennych obowiązków – powiedział Bask.

Kalendarz startów Beñata Intxaustiego na przyszły sezon nie jest jeszcze znany. Być może będzie pomagał Mikelowi Landzie zająć jak najlepsze miejsce w klasyfikacji generalnej Giro d`Italia, jednak na razie priorytetem jest powrót do ścigania oraz do formy sprzed choroby.