Fot. Trek-Segafredo/Twitter

30-letni Amerykanin z drużyny Trek-Segafredo stoi u progu debiutu w wielkim wyścigu. Po latach kariery pełnej wzlotów i upadków oraz problemów ze zdrowiem, wystartuje w hiszpańskiej Vuelcie.

Kiel Reijnen był obiecującym kolarzem do lat dwudziestu trzech. Dzięki temu zdobył zaufanie kontynentalnych drużyn, z którymi startował w amerykańskich wyścigach. W 2010 roku w barwach Jelly Belly wygrał Wyścig dookoła Tajlandii, ale niemal cały kolejny sezon zmagał się z tajemniczymi dolegliwościami, które nie pozwoliły mu odzyskać formy.

Po miesiącach spędzonych na lekarskich wizytach, stosowania homeopatycznej terapii i zmianie diety, Reijnen wrócił do siebie. W listopadzie wygrał wyścig Tour of Rwanda, który był wstępem do największych sukcesów w karierze odniesionych w ekipie UnitedHealthcare. W 2013 i 2014 roku zwyciężył Philly Cycling Classic, dwa etapy w USA Pro Challenge i jeden etap w Tour of Utah. Otworzyło mu to drogę do drużyny World Tour – od tego sezonu jest kolarzem Trek-Segafredo, z kontraktem ważnym do końca 2017 roku.

Przed nim kolejne wyzwanie – wieloetapowy wyścig z bardzo wymagającą trasą, gwiazdami na liście startowej oraz upałami, które o tej porze panują w Hiszpanii. Drużyna Trek-Segafredo będzie koncentrowała się na zwycięstwach etapowych, które mają odnosić Fabio Felline i Niccolo Bonifazio, a zadania Reijnena będą pomocnicze.

Amerykanin jest sprinterem, który potrafi przetrwać wzniesienia. W tegorocznym wyścigu w stanie Utah wygrał etap i klasyfikację punktową. Jest w dobrej formie, ale trudno przewidzieć, czy we Vuelcie będzie miał jakąkolwiek szansę dla siebie. Nawet jeśli nie, to i tak będzie mógł się czuć zwycięzcą, który pokonał przede wszystkim własne słabości.

Tekst został napisany na podstawie artykułu o Kielu Reijnenie w portalu velonews.com.