(c) uci.ch

Są takie wydarzenia, w których już sam udział przepełnia uczestników poczuciem dumy i spełnienia. Już dziś w stolicy samby zapłonie olimpijski ogień, a przez kolejnych szesnaście dni cały glob ekscytować się będzie rywalizacją na wszystkich sportowych arenach, od bokserskiego ringu po hipodrom. Chociaż konkurencje rozgrywane w ramach kolarstwa szosowego pozostają zazwyczaj w cieniu innych prestiżowych imprez w kalendarzu jak Tour de France czy wiosenne klasyki, zapowiadający się na jeden z najtrudniejszych w historii wyścig ze startu wspólnego elity mężczyzn wzbudził zainteresowanie największych gwiazd zawodowego peletonu.

Złoty medal Igrzysk Olimpijskich stanowi najwyższy cel i ukoronowanie kariery reprezentantów większości dyscyplin sportowych, również tych uprawiających kolarstwo torowe i górskie. Chociaż wyścig ze startu wspólnego mężczyzn pojawił się w programie pierwszych w erze nowożytnej Igrzysk Olimpijskich w Grecji (1896 r.) i od tego czasu rozegrany został już 24 razy, dopiero w roku 1996 do udziału w nim dopuszczeni zostali kolarze zawodowi.

Sprawiło to, że po olimpijskie złoto nigdy nie sięgnęły legendy dyscypliny, jak Fausto Coppi, Bernard Hinault czy Eddy Merckx, a w hierarchii priorytetów wyścig zazwyczaj przegrywał z innymi istotnymi punktami w kolarskim kalendarzu, jak wiosenne klasyki czy wielkie toury.

Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że inaczej niż w przypadku Mistrzostw Świata zwycięzca nie otrzymuje prawa do eksponowania swojego wyjątkowego statusu poprzez noszenie specjalnie przygotowanej na tę okoliczność koszulki, a każdorazowo różniąca się profilem trasa sprawia, że wielu zawodników tylko raz w karierze staje przed realną szansą na odniesienie triumfu.

Zbieżności między wyścigiem ze startu wspólnego w ramach Igrzysk Olimpijskich i Mistrzostw Świata jest oczywiście więcej –  rozgrywane na “klasycznym” dystansie i rundach, zazwyczaj faworyzują specjalistów od wyścigów jednodniowych i najsilniejszych sprinterów.

Można również dostrzec różnice, spośród których najistotniejszą jest zupełnie niewpisująca się w kanony współczesnego kolarstwa liczebność składów tego pierwszego. Nawet najsilniejsze ekipy dysponują jedynie pięcioma zawodnikami, co sprawia, że bez oportunistycznego nawiązywania koalicji kontrolowanie wyścigu staje się niemal niemożliwe, a na najwyższym stopniu podium wyjątkowo często staje potrafiący odnaleźć się w sytuacji kolarz z “drugiego szeregu”.

Wystarczy wymienić złotych medalistów czterech ostatnich Igrzysk Olimpijskich: Jan Ullrich, Paolo Bettini, Samuel Sanchez, Alexandre Vinokourov. Czy byli to przypadkowi zawodnicy? Nie. Czy byli wymieniani w gronie faworytów przed rozpoczęciem wyścigu? Jedynie Włoch.

Odkąd prawo do organizacji tegorocznych Igrzysk przyznane zostało Rio de Janeiro oczekiwało się, że rozgrywany w pagórkowatej okolicy brazylijskiej metropolii wyścig ze startu wspólnego elity mężczyzn będzie jednym z najtrudniejszych w historii.

Powierzchowna analiza profilu trasy może prowadzić do złudnego wrażenia, że kolejny raz będziemy świadkami rywalizacji pomiędzy najlepszymi specjalistami od wyścigów klasycznych, jednak nie bez powodu po dokonaniu rekonesansu większość trenerów drużyn narodowych postanowiła zabrać ze sobą najmocniejszych górali.

Rozgrywany na dystansie 237.5 km wyścig rozpocznie się na słynnej Copacabanie, jednak wiodący wzdłuż wybrzeża odcinek łączący ikoniczną plażę z pierwszą pętlą będzie jednym z bardzo niewielu płaskich fragmentów usłanej przeszkodami trasy.

Te pojawią się już na pokonywanej czterokrotnie rundzie Grumari (Grumari circuit, długość 24.7 km), w postaci sektora pokrytego brukiem oraz dwóch podjazdów: Grumari (1.3 km, 9.4%) i Grota Funda (2.13 km, 6.8%). Chociaż długość tych wzniesień nie imponuje, zawierają one bardzo strome odcinki i będą następować po sobie w krótkich sekwencjach. Nie jest tajemnicą, że tego typu wysiłek się kumuluje, szczególnie w warunkach wysokiej temperatury powietrza i jeszcze wyższej wilgotności.

Nie jest również tajemnicą, że pokonywana dwukrotnie druga z rund, Vista Chinesa circuit (25.5 km), będzie jeszcze trudniejsza od pierwszej, zawierając niespotykany jak na standardy rozgrywania wyścigu ze startu wspólnego Igrzysk Olimpijskich podjazd o długości sięgającej niemal 9 km (Vista Chinesa, 8.9 km, 6.2%). Tym razem to średnie nachylenie wzniesienia nie imponuje, jednak ponownie jest ono bardzo złudne – gradient na pierwszych 4 kilometrach tylko okazjonalnie będzie spadał poniżej 10%. Pętlę dopełnia określany mianem technicznego zjazd.

Po przejechaniu dwóch pełnych rund uczestnicy wyścigu po raz trzeci zmierzą się z Vista Chinesa i pierwszą częścią zjazdu, by tuż przed jej kolejnym domknięciem odbić w stronę wybrzeża i pokonać ostatni odcinek swojej drogi do Rio.

Rio 2016 kolarstwo szosowe - start wspólny mapa i profil

Z uwagi na dość specyficzne miejsce w kalendarzu i fakt, że nawet najsilniejsze składy nie dysponują wystarczającą mocą, by kontrolować wyścig, jego rezultat jest wyjątkowo trudny do przewidzenia. Zgodnie z prawidłami sztuki kolarskiej drużyny wysyłają do odjazdu zawodników stanowiących ‘plan B’ w ich taktycznych założeniach, z którego bardzo często wyłoniony zostaje kolejny mistrz olimpijski.

Aby zatem wyłowić kolarzy posiadających realne szanse na odniesienie triumfu w najbliższą sobotę, warto spojrzeć tuż za plecy kapitanów najsilniejszych drużyn. Najlepiej zacząć od dynamicznych górali, którzy odnotowali wzrost formy w ostatnim tygodniu rozgrywania Tour de France.

Albo nie, najlepiej zacząć od Kolumbii. Dysponując pięcioosobową drużyną z Rigoberto Uranem, Estebanem Chavesem, Sergio Henao, Jarlinsonem Pantano i Miguelem Angelem Lopezem, los Escarabajos prawdopodobnie posiadają najlepszy skład do rozgrywania chaotycznego i trudnego do kontrolowania wyścigu. Chociaż z uwagi na doświadczenie i dotychczasowe osiągnięcia liderem jest Uran, Kolumbijczycy znani są z jednoczenia się w walce o wspólną sprawę i otaczania się wzajemną opieką na europejskich szosach, a zaszczyt reprezentowania narodowych barw zawsze dodatkowo dodaje im skrzydeł. Są w stanie odnieść sukces umieszczając dosłownie dowolnego ze swoich zawodników w odjeździe (najprawdopodobniej Pantano poczuje taką pokusę), a jeśli ten zostanie skasowany, atakować jeden po drugim na decydujących podjazdach. Kolarzem oszczędzającym siły na finał najprawdopodobniej będzie wicemistrz olimpijski z Londynu, który doskonałymi występami w Il Lombardii, Florencji czy innych rozgrywanych na rundach wyścigach jednodniowych udowodnił, że jest stworzony do tego typu rywalizacji. A jeśli nie dopisze mu forma, Sergio Henao dysponuje dokładnie tymi samymi atutami. Kolumbijczykom sprzyjać będą również okoliczności rozgrywania wyścigu – w ciemno można obstawiać, że nie będą mieli problemów z aklimatyzacją czy warunkami atmosferycznymi…

Jeśli nie Kolumbia, to może Hiszpania? Trasa odrobinę za trudna dla specjalistów od wyścigów klasycznych, ale ciągle wymagająca dużej dynamiki, sprytu i umiejętności radzenia sobie wśród chaosu to trasa stworzona dla Alejandro Valverde. Jego problem polega jedynie na tym, że KAŻDY uczestnik wyścigu doskonale będzie sobie zdawał z tego sprawę. Wydaje się zatem, że 36-latek z Murcji stanie przed szansą odniesienia zwycięstwa tylko wówczas, jeśli o wyniku sobotniej rywalizacji zadecyduje sprint z grupy liderów. Bardziej prawdopodobnie przedstawia się jednak scenariusz, w którym Hiszpanie wysyłają do ucieczki innego silnego zawodnika – Joaquima Rodrigueza czy Iona Izagirre – i w ten sposób rozstrzygają wyścig na swoją korzyść. Szczególnie wiele uwagi poświęca się ostatnio temu pierwszemu, którego forma wydawała się rosnąć podczas ostatniego tygodnia rozgrywania Tour de France, co potwierdził dobrym występem w San Sebastian. Trudno jednak z góry zadecydować, czy obecność Valverde w wyścigu będzie dla ‘Purito’ błogosławieństwem, czy przekleństwem. Z jednej strony może mu zapewnić sporą dozę wolności, z drugiej wszyscy dobrze pamiętają, co wydarzyło się pewnej deszczowej niedzieli we Florencji…

Zwycięstwo w wyścigu ze startu wspólnego Igrzysk Olimpijskich stanowiłoby dla Rodrigueza bajkowe zakończenie poniekąd niespełnionej kariery, jednak w tak chaotycznej i nieprzewidywalnej rywalizacji bardzo rzadko zwyciężają Ci, którzy zasługują na to najbardziej.

Tymi, którzy spróbują kontrolować wyścig na pewno będą pragmatyczni Brytyjczycy. Chociaż przed czterema laty nie powiodło im się to na znacznie łatwiejszej trasie i dysponując skumulowaną siłą Bradleya Wigginsa i Chrisa Froome’a, dźwiganie na swoich barkach tego typu odpowiedzialności stało się już chyba elementem ich mentalności. Mają oczywiście asa w rękawie w postaci Stephena Cummingsa, który do ostatnich sił walczył o olimpijską kwalifikację i niemal na pewno znajdzie się w odjeździe, jednak niekwestionowanym kapitanem będzie zwycięzca Tour de France. Ostatni tydzień rywalizacji w Wielkiej Pętli nadszarpnął siły Froome’a w mniejszym stopniu, niż to miało miejsce w poprzednich latach, jednak jego jedyną szansą – podobnie jak Valverde – jest skasowanie najprawdopodobniej bardzo silnej ucieczki, udaremnienie 7468289 ataków Kolumbijczyków i finisz z grupy liderów. Brytyjczyk jest nie najgorszym sprinterem, jednak można się spodziewać, że w ramach tego scenariusza dotrze na Copacabanę w towarzystwie kolarzy znacznie szybszych od siebie. Alternatywą dla Froome’a – który delikatnie mówiąc nie zawsze spisuje się rewelacyjnie w wyścigach jednodniowych – będzie Adam Yates. 23-latek był wyraźnie zmęczony ostatnim tygodniem rywalizacji w Tour de France i z pewnością będzie bacznie obserwowany przez rywali, jednak nietrudno jest wyobrazić sobie jego atak w decydującej fazie wyścigu.

Pięcioosobowym składem dysponują również Włosi i Belgowie. Obie ekipy są niestety powszechnie znane ze swoich autodestrukcyjnych zdolności, więc nie musi to stanowić o ich sile.

W reprezentacji Italii pojawią się Vincenzo Nibali i Fabio Aru, w kontekście których cały czas pozostaje niejasne, czy są w stanie nawiązać owocną współpracę. Oficjalnie liderem drużyny jest ten pierwszy, dla którego wyścig ze startu wspólnego Igrzysk Olimpijskich w Rio ma być jednym z najważniejszych punktów sezonu. Nibali świetnie radzi sobie na tego typu trasach, jednak brak dostatecznego wsparcia drużyny i dwa wielkie toury w nogach mogą skutecznie udaremnić jego próby. Interesującą opcją na odniesienie sukcesu z odjazdu może być Diego Rosa, natomiast Aru najprawdopodobniej będzie jednym z zawodników atakujących na finałowej pętli.

Belgowie – częściowo z braku innej opcji – ponownie postawili na specjalistów od wyścigów klasycznych, jak zwykle powołując do składu Grega Van Avermaeta i Philippe Gilberta. Trudno stwierdzić, czy którykolwiek z nich jest w stanie przetrwać trudy rywalizacji na wytyczonej wokół Rio trasie w ucieczce. Jeśli tak, w sprincie powinni być w stanie pokonać niemal dowolnego rywala, jednak najsilniejszym zawodnikiem belgijskiej ekipy powinien się okazać Tim Wellens. Jeśli nie znajdzie się w odjeździe, niemal na pewno będzie atakował w końcówce, a już wielokrotnie zdołał dowieść swojej skuteczności w tego typu akcjach. Zwycięstwo w niedawno rozegranym Tour de Pologne nie pozwala również wątpić w jego formę.

Chociaż młode francuskie gwiazdy nie pałają do siebie szczególną sympatią, wyjątkowo interesująco przedstawia się duet znajdujących się w wysokiej formie Romaina Bardeta i Juliana Alaphilippe. Jeśli będą w stanie nawiązać w końcówce współpracę, powinni być w stanie rozstrzygnąć wyścig na swoją korzyść.

Imponująco wygląda również ekipa Holenderska. Tom Dumoulin najprawdopodobniej stanie na starcie wyścigu jedynie pro forma, jednak spośród jej pozostałych członków każdy powinien być w stanie odnieść zwycięstwo. Po sukcesie w San Sebastian Bauke Mollema będzie bacznie obserwowany przez rywali, co może otworzyć drzwi Woutowi Poelsowi i Stevenowi Kruijswijkowi.

Podczas gdy dyspozycja Michała Kwiatkowskiego pozostaje niewiadomą, liderem polskiej reprezentacji będzie Rafał Majka. Nie jest tajemnicą, że jego forma zazwyczaj rośnie w tej części sezonu, a ostatni tydzień rozgrywania Tour de France zdawał się to potwierdzać. Celem odniesienia sukcesu w sobotnim wyścigu Majka powinien ponownie zaprezentować agresywną postawę i zaatakować relatywnie wcześnie, dając sobie szansę na zgubienie towarzyszy ucieczki na ostatnim podjeździe. Nie wydaje się, aby Polak chciał rozstrzygać rywalizację na swoją korzyść w sprincie na Copacabanie.

Kandydatów do odniesienia zwycięstwa będzie oczywiście więcej. Danielowi Martinowi moglibyśmy poświęcić osobny akapit, podobnie jak zawsze niebezpiecznemu w takich okolicznościach Rui Coscie. Warto również zwrócić uwagę na takich zawodników, jak George Bennett (Nowa Zelandia), Rein Taaramae (Estonia), Jakob Fuglsang (Dania), Michael Albasini czy Fabian Cancellara (Szwarcaria).

Harmonogram transmisji z wyścigów kolarskich rozgrywanych w ramach Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro można znaleźć tutaj.