Fot. Katusha

Szesnasty etap to trzeci pokaz mocy Petera Sagana i brawurowa, dwójkowa akcja kolarzy Etixx-Quick Step, którzy ryzykowną i efektowną ucieczką, chcieli dać drużynie zwycięstwo. Oto jak ostatni odcinek przed drugim dniem odpoczynku podsumowali Sagan, Kristoff i Tony Martin. 

Mistrz świata po raz kolejny pokazał, że ma w nogach moc, ale dziś stało też po jego stronie szczęście. Fotofinisz pokazał, że o włos pokonał Alexandra Kristoffa.

Peter Sagan (Tinkoff):

Jestem bardzo szczęśliwy i dumny, moi koledzy wykonali świetną pracę. Cieszę się, że mogę dać kolejne zwycięstwo naszemu sponsorowi i Olegowi. Wielokrotnie przegrywałem w takich sytuacjach, ale dziś szczęście jest po mojej stronie, myślę, że to pewnego rodzaju punkt zwrotny. Chciałbym także powiedzieć, że jest mi bardzo miło, że dopingowali mnie dziś fani z Telekom Slovakia.

Norweski sprinter, do którego należał poprzedni sezon, był najbliżej zwycięstwa w tegorocznym Tour de France. Niestety dla niego, nie powiodło się, ale jeśli przejedzie przez Alpy, będzie mógł raz jeszcze spróbować na Polach Elizejskich.

Alexander Kristoff (Katusha):

Sto metrów przed metą prowadziłem. Wcześniej do przodu wyszedł Movistar, więc wskoczyłem na ich koło. Wiedziałem, że mam na kole Sagana, ale nie przypuszczałem, że zdoła mnie wyprzedzić, zrobił to na ostatnich piętnastu metrach. W sumie nie mogłem zrobić nic więcej, no może z wyjątkiem rzutu rowerem, mogłem wykonać go lepiej. 

Popis “team spirit” i wybuchowej mieszanki czasowych umiejętności z młodzieńczą energią i wolą walki, zaprezentowali dziś Tony Martin i Julian Alaphilippe, którzy zostali nagrodzeni czerwonymi numerami dla najaktywniejszych kolarzy na etapie.

Tony Martin (Etixx-Quick Step)

Nasza ucieczka nie dała nam wygranej, ale to zaszczyt stać tutaj z Julianem i odbierać tę nagrodę. Wiedzieliśmy, że to nie będzie etap dla czystych sprinterów, więc próbowaliśmy zrobić coś szalonego. Zgadzam się, że było to trochę ryzykowne, ale kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa. Czasami też nie chodzi tylko o zwycięstwo, ale o pozostawienie czegoś po sobie. Daliśmy z siebie wszystko, nie udało nam się zwyciężyć, ale jesteśmy zadowoleni, bo dobrze się bawiliśmy. Wizyta na podium zawsze jest miła. 

Jutro drugi i ostatni dzień przerwy. Od środy wyścig wkroczy w ostatnią i decydującą fazę, której kulminacją będą alpejskie podjazdy.