Fot. Dimension Data

Chociaż ponownie nie obyło się bez pewnych kontrowersji, 14. etap 103. edycji Tour de France przebiegł według z góry ustalonego scenariusza, a o jego wyniku zadecydował sprint z peletonu. Jego bohaterowie podzielili się spostrzeżeniami na temat sobotniej rywalizacji.

Mark Cavendish (Dimension Data):

Wielu ludzi pyta mnie, czy to przygotowania na torze tak znacząco wpłynęły na moją dyspozycję. Taka właśnie jest prawda, jednak sam mechanizm jest zupełnie inny, niż można by było się spodziewać.

Nie chodzi o większą moc w nogach czy szybkość – po tym względem w stosunku do ubiegłych lat nic się nie zmieniło, ale trening na torze pozwolił mi odświeżyć sobie pewne fundamentalne zasady dotyczącej rozumienia wyścigu i jego percepcji. [Trenując na welodromie] uczysz się cierpliwości i szybkiej oceny sytuacji, co dało mi wyraźnie widoczną w tym sezonie przewagę. Byłem w tym roku znacznie cierpliwszy.

Komentując kontrowersje dotyczące finałowego sprintu Brytyjczyk zaznaczył, że to Marcel Kittel zmienił tor jazdy.

Niewiele widziałem, ponieważ znajdowałem się przed nim. Kolejny raz zobaczyłem go dopiero wtedy, kiedy jechaliśmy ramię w ramię, jednak analizując nasz sprint na odtworzeniu łatwo można dojść do wniosku, że to on odbijał od barier w kierunku środka szosy.

Alexander Kristoff (Katusha):

Było bardzo blisko. Moi pomocnicy, Angel Vicioso, Marco Haller i Jacopo Guarnieri wykonali wyśmienitą robotę, przesuwając mnie na czoło peletonu. Wszystko przebiegło zgodnie z planem, jednak między mnie a Cavendisha wskoczył Degenkolb, co utrudniło mi zniwelowanie dystansu na ostatnich 150 metrach. 

Możliwe, że gdybym poczekał jeszcze odrobinę dłużej, miałbym większe szanse na pokonanie Cavendisha. Trzeba jednak powiedzieć, że wygrał on podczas tego wyścigu mnóstwo sprintów i nietrudno zauważyć, że jest w bardzo wysokiej formie. 

Mam nadzieję, że kolejna szansa nadejdzie już w etapie do Berna. Zazwyczaj sprinty wychodzą mi najlepiej, kiedy z trudem udaje mi się pokonać wszystkie przeszkody znajdujące się na trasie. Dzisiejszy odcinek był zatem dla mnie trochę zbyt łatwy, a mimo tego prawie nam się udało. Moja drużyna wyśmienicie się spisała. Cavendish okazał się lepszy, jednak nie mam powodów do narzekań.

Marcel Kittel (Etixx – Quick-Step):

Rozpocząłem mój sprint ok. 250 metrów od linii mety, zaraz po pokonaniu skrętu w prawo. Kiedy tylko znalazłem się na czele, zobaczyłem mijającego mnie Cavendisha, który po znalezieniu się przede mną odbił w prawo. Musiałem hamować celem uniknięcia wypadku i było po sprawie.

Co się stało, to się nie odstanie. Moja opinia na ten temat nie ma znaczenia, skoro komisarze wyścigu nie zdecydowali się na podjęcie jakichkolwiek kroków. To oczywiste, że jestem bardzo rozczarowany.