Michał Kapusta / naszosie,pl

Maciej Paterski (CCC Sprandi Polkowice), Kamil Zieliński (Polska) i Paweł Cieślik (VERVA Activejet) podsumowują ściganie w Rzeszowie.

Maciej Paterski (CCC Sprandi Polkowice):

Jutro albo pojutrze spróbuję atakować o koszulkę górala czy też zwycięstwo etapowe. Nie jest tak do końca, że się nie przemęczałem na dotychczasowych etapach. Wszyscy są zmęczeni tempem, bo w tym roku Tour de Pologne jest naprawdę szybkie. Nie ma sytuacji, że od kilometra zero pierwszy skok i od razu udana ucieczka. Tutaj każdy chce się zabrać, jest mocna jazda, tak jak nigdy nie było na płaskich etapach Tour de Pologne.

Niestety Jarek Marycz stracił koszulkę górala, ale jutro jest etap, na którym można zdobyć wiele punktów. Jest też Bukowina, więc wszystko jest jeszcze przed nami. Jutro od startu będę próbował zabrać się w odjazd i tam szukać swoich szans. Jeśli to mi się nie uda, to spróbuję zostać z liderami tak długo jak się uda.

Kamil Zieliński (reprezentacja Polski):

Przesunąłem się trochę w klasyfikacji generalnej i mam nadzieję, że powoli będę kontynuował progres. Dzisiaj troszkę zabrakło, ale też nie oszukujmy się, że nie jestem sprinterem. Jestem kolarzem jeżdżącym po terenie pagórkowatym, więc ciężko mi nawiązać walkę ze światowej klasy specjalistami od finiszu, ale staram się do końca. Niektórzy w peletonie się dziwili, że etap był aż tak trudny. Stawka się trochę podzieliła, ale na metę przyjechała duża grupa i obejrzeliśmy finisz sprinterów.

Jutro naprawdę górski etap, prawie 4000 metrów przewyższenia. To jest dużo, takie profile są na Tour de France. Będzie bardzo ciężko. W reprezentacji stawiamy wszystko na jedną kartę – wszyscy będziemy walczyć. Jestem najwyżej sklasyfikowanym kolarzem, więc będziemy się starali utrzymać moją pozycję, a może nawet uda się przesunąć do góry.

Paweł Cieślik (VERVA Activejet):

Myślę, że jestem dobrze przygotowany i będę chciał jutro coś ugrać dla siebie i zespołu. Wyścig prawdopodobnie jutro ułoży się od nowa. Ząb jest ciężki, a zaraz po nim kolejna wspinaczka. Z zeszłego roku wiemy, że już tam stawka się porwała i na metę przyjeżdżały małe grupki. W niedzielę też nie jest łatwo i ciężko będzie coś dla siebie urwać. Miałem okazję pierwszy podjazd pokonać z tyłu grupy i widziałem jakie problemy niektórzy tam mieli, kilku zawodników nawet musiało podchodzić. Wspinaczka była fajna – niezbyt długa, ale sztywna, sztywniejsza niż większość z nas myślała.

Myślę, że jutro jednak będzie jeszcze trudniej, bo dużo osób będzie atakowało klasyfikację generalną. Odjazd prawdopodobnie ruszy, ale nie daję im większych szans. Liderzy pokażą pazury. Dzisiaj był etap kontrolny – niektórzy próbowali i patrzyli na ekipy rywali. Naszą kartą jest to, że możemy trzymać się ekip WorldTour i obserwować co się między nimi dzieje i wykorzystać pracę innych. Niestety straciliśmy Łukasza Bodnara, który bardzo mocno nas wspiera swoim doświadczeniem. Często daje nam wskazówki, które na jutrzejszym etapie bardzo by się przydały.