Fot. ORICA-BikeExchange

Pokonując doborowe towarzystwo na czele z mistrzem świata w Revel, Michael Matthews (ORICA-BikeExchange) wygrał pierwszy etap w karierze na Tour de France.

Gdyby z kolarzy, którzy podczas dziesiątego etapu jechali w ucieczce, stworzyć drużynę, to byłaby to supergrupa na miarę Cream albo Emerson, Lake and Palmer. Byli w niej bowiem między innymi były lider wyścigu (Greg Van Avermaet), mistrz świata (Peter Sagan), zwycięzca wielkich tourów (Vincenzo Nibali) czy kolarze mający na koncie wygrane etapy w wielkich wyścigach (Landa, Cummings).

Drużyna ORICA-BikeExchange mając w czołówce aż trzech swoich kolarzy, znalazła się w znakomitej sytuacji i po prostu nie mogła tego etapu przegrać.

Daryl and Luke wykonali dla mnie niesamowitą pracę, dając z siebie absolutnie wszystko. Nie planowaliśmy zabrać się w ucieczkę, ponieważ spodziewaliśmy się finiszu peletonu. To niesamowite, że udało mi się wygrać, zwłaszcza, że byłem bliski zaprzestania startów w Tour de France, gdyż myślałem, że ten wyścig nie jest dla mnie. Emocje, jakich dziś doświadczyłem są niewiarygodnie silne – powiedział Matthews oficjalnej stronie internetowej drużyny.

Ogromną pracę w ucieczce wykonał Peter Sagan, który nadawał tempo i kasował ataki. Mistrz świata ani myślał jechać na tak zwanego świadka, ale zapłacił za to na finiszu, na którym nie był w stanie nawet zbliżyć się do tempa rozwiniętego rzez Michaela Matthewsa. Mimo to Słowak nie stracił dobrego humoru, pogratulował australijskiemu koledze i wyraził radość z ponownego założenia zielonej koszulki lidera klasyfikacji punktowej.

Przez ostatnie 20-25 kilometrów, gdy wiał boczny wiatr kasowałem wszystkie akcje, nie każdy chciał współpracować. Straciłem dużo energii. Udało mi się zająć drugie miejsce i ponownie objąć prowadzenie w klasyfikacji punktowej, z czego jestem zadowolony. Cieszę się także ze zwycięstwa Matthewsa – powiedział Sagan oficjalnej stronie internetowej drużyny Tinkoff.

Pretendenci do zwycięstwa w klasyfikacji generalnej przyjechali dziś na remis. Dla Chrisa Froome`a to kolejny „odhaczony” dzień, w którym udało się uniknąć kłopotów, które dziś mógł przynieść wiatr.

Na ostatnich 30 kilometrach peleton zrobił się nerwowy, bo mocniej powiało z boku. Chłopcy wykonali świetną pracę na czele peletonu i udało się uniknąć problemów. Jazda w żółtej koszulce to dla mnie spełnienie marzeń, cieszę się z tego każdego dnia – podsumował lider wyścigu dla oficjalnej strony internetowej Teamu Sky.

Na jedenastym etapie powinna jeszcze trwać ciszą przed burzą, która w czwartek nadejdzie nad Mont Ventoux. Kolarze zmierzą się z „gigantem Prowansji” 14 lipca, w dniu narodowego święta Francji.