(c) ASO/ letour.fr

Po wizytach na Korsyce, Wyspach Brytyjskich i w krajach Beneluxu, grand depart Wielkiej Pętli powraca do ojczyzny. Trasą wytyczoną wzdłuż północnego wybrzeża Francji, 1. etap 103. edycji Tour de France przeniesie nas z miejsca o wybitnych walorach krajobrazowych do lokalizacji o wyjątkowo doniosłym wydźwięku historycznym. Główną atrakcję pomiędzy tymi punktami stanowić jednak będą podmuchy bocznego wiatru, mające sięgać 55 km/h.

Szczęśliwy to sezon, w którym sprinterzy otrzymują rzadką okazję walki o dwa najbardziej pożądane trykoty w zawodowym kolarstwie: żółtą koszulkę lidera Tour de France oraz tęczową koszulkę Mistrzostw Świata. Pierwszy z wyczekiwanych przez nich dni nadchodzi już dziś i można się spodziewać, że najszybsi zawodnicy staną na starcie ekstremalnie zmotywowani.

Oto, co na temat 1. etapu 103. edycji Tour de France mieliśmy do powiedzenia jeszcze przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 1, 2 lipca: Mont-Saint-Michel – Utah Beach Sainte-Marie-du-Mont (188 km)

Przed rokiem Christian Prudhomme głęboko pokłonił się Holendrom, wyrażając zgodę na otwarcie wyścigu prologiem w Utrechcie. W efekcie w żółtej koszulce promieniał na podium Rohan Dennis i można było mieć pewność, że przynajmniej na sezon lub dwa dyrektor wyścigu odstąpi od nielubianego przez siebie formatu. Korzystają sprinterzy, dla których jest to nie tylko szansa na zapisanie na swoim koncie cennego zwycięstwa, ale również objęcie prowadzenia w klasyfikacji generalnej Wielkiej Pętli. Wiatr może odegrać pewną rolę, jednak sztormu raczej nie powinniśmy się spodziewać.

Prognoza pogody rzeczywiście sztormu nie przewiduje – powinno być relatywnie ciepło i słonecznie, jednak podmuchy zachodniego wiatru o prędkości sięgającej w porywach 55 km/h na długim odcinku biegnącym wzdłuż wybrzeża mogą zasiać oczekiwany przez niektórych chaos. Szczególnie wziąwszy pod uwagę, że ekipa posiadającego najszybszego sprintera to jednocześnie ekipa, która specjalizuje się w walce na wiatrach.

Poza wybitnymi walorami krajobrazowymi i rwącym peleton wiatrem, etap z Mont-Saint-Michel do Utah Beach jest niemal całkowicie płaski. Dwie 4. kategorii hopki na pierwszych 40 kilometrach służą jedynie oddaniu w ręce jakiegoś dzielnego francuza koszulki lidera klasyfikacji górskiej, jednak na dalszy rozwój akcji nie będą miały absolutnie żadnego wpływu.

Dmący głównie w środkowej części trasy wiatr zmieni kierunek i uspokoi się w końcówce, wraz z pozbawionymi technicznych zawiłości finałowymi kilometrami zapewniając, że końcowy sprint będzie relatywnie sprawiedliwy i bezpieczny.

tdf 2016 etap 1

CARTE (1)

PROFILKMS (8)

Niezależnie od scenariusza, który w odniesieniu do tego etapu zawsze będzie sprowadzał się do pytania, czy boczny wiatr odegra decydującą rolę, głównym rozgrywającym będzie drużyna Etixx – QuickStep. Mają w składzie zdecydowanie najszybszego sprintera wśród zawodowych kolarzy, Marcela Kittela, który zdołał już więcej niż raz udowodnić, że presja związana z szansą objęcia prowadzenia w klasyfikacji generalnej Wielkiej Pętli niespecjalnie mu przeszkadza. A z całą pewnością radzi sobie z nią znacznie lepiej, niż jego największy rywal zza Kanału La Manche. Poza Iljo Keisse, w składzie belgijskiej drużyny brakuje jej największych specjalistów od walki na rantach, można jednak zakładać, że zawodnicy jak Tony Martin, Julian Alaphilippe czy Julien Vermote zdążyli już opanować tę sztukę obserwując bardziej doświadczonych kolegów.

Największymi rywalami Kittela powinni być Mark Cavendish (Dimension Data) i Andre Greipel. Niestety w przeciwieństwie do młodego Niemca, Brytyjczyk miał w przeszłości zwyczaj tracić rezon, kiedy w grę wchodziła zbyt wysoka stawka – a o takiej właśnie mówimy. Chociaż Cavendish jest najbardziej utytułowanym sprinterem wśród czynnych zawodników, nigdy nie dostąpił zaszczytu objęcia prowadzenia w klasyfikacji generalnej Tour de France. W wywiadach udzielonych tuż przed rozpoczęciem wyścigu podkreślał również, że nie potrafi ocenić, jak treningi przygotowujące go do reprezentowanie Wielkiej Brytanii na welodromie podczas Igrzysk Olimpijskich w Rio wpłyną na jego formę na szosie.

Chociaż wydaje się, że sympatyczny Greipel pogodził się już z doszytą mu łatką “best of the rest”, po jego stronie stać będzie imponująca moc i najsilniejsza drużyna. Mając u swojego boku Jensa Debusschere’a, Tonego Gallopina, Larsa Baka, Jurgena Roelandtsa i Marcela Sieberga, 33-letni Niemiec powinien liczyć na wyjątkowo trudny dzień na francuskim wybrzeżu. Im silniejsze podmuchy wiatru i cięższa walka o utrzymanie się w czołówka, tym wyższe szanse Greipela na odniesienie etapowego triumfu.

Podobnie ma się rzecz w odniesieniu do Alexandra Kristoffa (Katusha), debiutującego w Wielkiej Pętli Edwarda Theunsa (Trek-Segafredo) i sprinterskiego objawienia tego sezonu – Dylana Groenewagena (LottoNL – Jumbo). W przypadku spokojnej procesji peletonu wzdłuż skąpanego w słońcu wybrzeża nie mają dużych szans na realną walkę o zwycięstwo i żółtą koszulkę. Jeśli jednak mocno powieje, wkradnie się oczekiwany chaos, a w porwanych grupach pojawi się wiele zmęczonych nóg, będzie to dla nich idealna szansa. Szczególnie w przypadku do 25-letniego Belga, który uwielbia się ścigać w trudnych warunkach.

Nie można również zapominać o Peterze Saganie (Tinkoff), którego kolejna kampania mająca na celu odniesienie zwycięstwa w klasyfikacji punktowej rozpoczyna się właśnie dziś. Nie wydaje się, już na tym etapie był w stanie zawalczyć o zwycięstwo (czy nawet swoje ulubione drugie miejsce), ale on także potrafi robić dobry użytek z chaosu.

Z uwagi na absencję Demare’a i Bouhanniego, honoru francuskich sprinterów bronić będzie Bryan Coquard (Direct Energie).