Fot. Graham Watson

Podejmując próbę umiędzynarodowienia Giro d’Italia i uczynienia go poważnym konkurentem Tour de France, RCS Sport kontynuuje tradycję organizowania Grande Partenza co drugiej edycji wyścigu poza granicami Italii. Po starcie w Amsterdamie (2010), Herning (2012) i Belfaście (2016) impreza powraca do Holandii, by tym razem świętować swoje wielkie otwarcie w Apeldoornie.

Chociaż mała Holandia już piąty raz organizuje start trzytygodniowego wyścigu w ciągu mniej niż dekady, tegoroczny etap inaugurujący 99. edycję Giro d’Italia wniesie w pewnym sensie nową jakość. Od czasu rozegrania prologu w Danii (2012) będzie to pierwszy raz, kiedy imprezę otworzy jazda indywidualna na czas, i zaledwie czwarty przypadek w ciągu dekady kiedy wyścig nie wystartował drużynową jazdą na czas.

Trzymając się bardzo precyzyjnie określonych zasad dotyczących nomenklatury, długa na 9.8 kilometra jazda indywidualna na czas jest zbyt długa, by nazwać ją prologiem – oficjalnie zatem figuruje w książce wyścigu jako 1. etap tegorocznej edycji la Corsa Rosa.

Całość trasy wytyczona została w centrum Apeldoornu, z rampą startową usytuowaną przy słynnym Omnisportcentrum i linią mety wytyczoną kilka kilometrów na północny zachód, przy ulicy Loolaan. Apeldoorn nie różni się ukształtowaniem terenu od znakomitej większości terytorium Holandii, zatem profil otwierającej Giro jazdy indywidualnej na czas przypomina przekrój stołu z IKEI ( wolałabym posłużyć się nazwą jakiejś holenderskiej marki meblarskiej, ale szwedzki design jest mi znacznie bliższy..), a główne trudności wynikać będą z wszechobecnej małej architektury ulicznej.

Jeśli jednak oczekujecie wąskich, krętych uliczek przywołujących wspomnienie niedawno rozegranego Amstel Gold Race, nie tym razem. Trasa 1. etapu Giro d’Italia wiedzie szerokimi, prostymi alejami z zaledwie kilkoma zakrętami pod kątem 90 stopni. Jej druga część jest nieco bardziej skomplikowana technicznie, jednak ogólnie jest pierwszym i jedynym w tej edycji wyścigu etapem jazdy indywidualnej na czas faworyzującym silnych kolarzy specjalizujących się w tej dyscyplinie.

T14_Valdobbiadene_plan

Giro2016_stage1

ultimi-km-PRE

Choć jak na jazdę indywidualną na czas piątkowy etap jest krótki, nawet ten dystans może okazać się zbyt wymagający dla zawodników dobrze spisujących się w typowych prologach. Mając przy tym w pamięci, że kolejne dwa etapy niemal na pewno zakończą się finiszem z peletonu można się spodziewać, że przynajmniej część sprinterów potraktuje jutrzejszą rywalizację wystarczająco poważnie, chcąc zachować szanse w walce o zaszczyt założenia różowej koszulki.

Pretendentów do zwycięstwa upatrywać należy jednak wśród specjalistów od samotnych pojedynków z czasem, a spośród nich w oczy rzucają się dwa nazwiska: Fabian Cancellara (Trek – Segafredo) i Tom Dumoulin (Giant – Alpecin).

Mimo ujawnionych dzisiaj problemów zdrowotnych, faworytem 1. etapu Giro będzie Cancellara, doskonale spisujący się na technicznych trasach o podobnej długości. Dla doświadczonego Szwajcara otwierająca tegoroczną edycję włoskiego wielkiego touru jazda indywidualna na czas jest jednym z najważniejszych celów sezonu – w dotychczasowej karierze nigdy jeszcze nie miał okazji założyć różowej koszulki lidera wyścigu, a to jest jego ostatnia realna szansa.

Cancellara nie dominuje już w swojej niegdyś ulubionej dyscyplinie tak, jak miało to miejsce jeszcze przed kilkoma laty, jednak występem w Tirreno Adriatico udowodnił, że w sprzyjających okolicznościach ciągle ma zdecydowaną przewagę nad rywalami. Zakończony niedawno sezon klasyków również nie powinien pozostawiać wątpliwości odnośnie jego formy.

Jedyny znak zapytania stanowi wpływ grypy żołądkowej na jego jutrzejszą dyspozycję. Jeśli Szwajcar zdołał dojść do siebie i właściwie zregenerować siły po trudnej nocy, w Apeldoornie powinien nie mieć sobie równych na drodze do zrealizowania jednego z ostatnich celów przepełnionej sukcesami kariery.

Największym rywalem Cancellary będzie lokalny bohater, Tom Dumoulin. Podobnie jak Szwajcar, również 25-letni Holender powinien przystąpić do walki wyjątkowo zmotywowany po tym, jak w podobnych okolicznościach zawiódł podczas otwierającego zeszłoroczne Tour de France prologu w Utrechcie.

Lider Giant – Alpecin twierdzi, że tym razem jest znacznie spokojniejszy i nauczył się lepiej radzić sobie z presją, jednak wiele okoliczności nie przemawia na jego korzyść. Chociaż Dumoulin fantastycznie spisuje się w etapach jazdy na czas o bardzo zróżnicowanych profilach, dłuższa i bardziej pofałdowana trasa bardziej przypadłaby mu do gustu.

Ponadto odkąd zadziwił swoją nieco niespodziewaną transformacją podczas zeszłorocznej edycji Vuelty, nieco gorzej radzi sobie w swojej wcześniej ulubionej konkurencji. Holender wielokrotnie podkreślał, że w tym sezonie koncentruje się przede wszystkim na jeździe indywidualnej na czas, jednak jak dotąd te zapewnienia nie przełożyły się na tegoroczne sukcesy w tej dyscyplinie – został w ostatnich miesiącach pokonany między innymi przez Iona Izagirre i Thibaut Pinot.

Nie oznacza to, że Dumoulin nie ma szans na odniesienie triumfu. Jeśli jednak Cancellara stanie na rampie startowej w pełni sił, będzie to wyjątkowo trudne zadanie.

Każde inne rozwiązanie niż zwycięstwo Cancellary lub Dumoulin rozpatrywać będziemy w kategorii zaskoczenia, jednak spodziewamy się dobrego występu po takich zawodnikach, jak:

Jos van Emden (LottoNL – Jumbo), Anton Vorobyev (Katusha), Bob Jungels (Etixx – Quick-Step), Manuel Quinziato (BMC Racing), Matthias Brandle (IAM Cycling) czy Stefan Kueng (BMC Racing).