Po 16 latach spędzonych w zawodowym peletonie, Michael Rogers postanowił odwiesić kask na kołku i zakończyć karierę. Australijczyk zasłynął przede wszystkim zdobyciem trzech tytułów mistrza świata w jeździe na czas.

Poniżej prezentujemy pożegnalny tekst znakomitego kolarza z Antypodów.

Pierwszy raz spotkałem się z kolarstwem w 1986 roku, kiedy miałem 7 lat. W tamtym czasie, sport ten nie był w Australii popularny, dlatego też, by podążać za peletonem, trzeba było prenumerować czasopisma. Na szczęście moi bracia posiadali taśmy VHS z nagraniami z Tour of Flandres, Paryż – Roubaix czy Tour de France. Otrzymaliśmy je od znajomych z Holandii.

Nie jestem w stanie określić ile godzin spędziłem oglądając taśmy. Kiedy zaczynałem być nastolatkiem, w mojej głowie było tylko zawodowe kolarstwo. Kiedy znajomi chcieli mnie wyciągnąć po lekcjach do miasta, twardo odpowiadałem, że z nimi nie pójdę. Po szkole najczęściej biegłem do domu, starałem się szybko coś zjeść i włączałem telewizor, by znów studiować niuanse kolejnego wyścigu. Nazwy ówczesnych zespołów bardzo często nie opuszczały mnie nawet przy obiedzie. Czułem, jakbym urodził się tu po to, by zostać zawodowcem.

Brzmi jak piękny sen?

To stało się prawdą. Kolarstwo było moją pracą. Spędziłem w peletonie 16 lat.

Byłem pierwszym kolarzem w historii, który trzykrotnie z rzędu zdobył mistrzostwo świata w jeździe na czas. 

Wygrywałem etapy Giro d’Italia i Tour de France.

Reprezentowałem Australię na Igrzyskach Olimpijskich.

Pracowałem z niezwykłymi ludźmi, często niezwykle utalentowanymi. Stworzyłem wiele przyjaźni, wielokrotnie uśmiechałem się i głośno śmiałem, popełniałem kupę błędów i płakałem do poduszki. Podróżowałem po całym świecie, uczyłem wiele języków obcych. Wszystko to było częścią spełniania wielkiego marzenia – bycia zawodowym kolarzem.

Wiele najskrytszych pragnień zdążyło się spełnić. Tym samym zrozumiałem, że to czas, by zakończyć karierę.

Ostatnie miesiące stały pod znakiem problemów zdrowotnych, z wykrytą arytmią na czele. Tym samym moim ostatnim wyścigiem w karierze był lutowy Dubai Tour.

Żałuje, że ominie mnie 13 start w Tour de France i udział w kolejnych Igrzyskach Olimpijskich. Wiem jednak, że nie mogę ryzykować i dawać z siebie więcej, niż pozwala mi zdrowie. Nie miałbym też pewności, że będę dobrze przygotowany. Kolarskie życie od dzisiaj się zmienia. Najważniejsze jest jednak to, że 11 lat temu poślubiłem kobietę moich marzeń i w końcu będę mógł w pełni skupić się na moich trzech wspaniałych córkach.

Chciałbym podziękować wszystkim kolegom, z którymi przyszło mi startować, personelowi i menadżerom drużyn, których barw broniłem. Wszystkie wspólnie spędzone chwile zostaną ze mną do końca życia. 

Z pewnością będę bardzo tęsknił za moimi kolegami z zespołu Tinkoff. Właściciel zespołu Oleg Tinkov jest jedyny w swoim rodzaju, co sprawia, że jazda dla niego jest wyjątkowo wspaniała. Liczę, że jeszcze raz przemyśli swoją decyzję o porzuceniu kolarstwa.

Na koniec chciałbym podziękować mojemu osobistemu zespołowi – Żonie Alessii, trójce naszych dzieci, Sofii, Matilde i Emily, moim rodzicom, Sonji i Ianowi, a także braciom Peterowi i Deanowi. Kiedy wyjechałem z domu w wieku 16 lat, wszystko zostało zepchnięte na drugi plan. Ominęło mnie wiele ważnych rodzinnych spotkań – tych radosnych i smutnych. Teraz cieszę się, że mogę patrzeć jak najmłodsi z klanu Rogersów zaczynają swoją przygodę z kolarskim światem. Wierzę, że ich marzenia się spełnią, podobnie jak moje.