Już jutro zwinne kozice zastrzygą uszami, a przed nami roztoczy się idylliczny krajobraz zielonych łąk pełnych najszczęśliwszych krów, alpejskich szczytów i idealnie gładkich szos. Jeśli natomiast dopisze nam wyjątkowe szczęście, być może sam Brian Cookson pozdrowi nas z twierdzy UCI w Aigle. Zapraszamy na sześciodniową wycieczkę do najbardziej francuskim ze szwajcarskich regionów – Tour de Romandie.

Zacznijmy od złej wiadomości: sezon błota, spektakularnych kraks i kocich łbów Ardenów dobiegł końca. Już nigdy nie zobaczymy Fabiana Cancellary triumfalnie wjeżdżającego na welodrom w Roubaix, a na kolejne zwycięstwo Alejandro Valverde w Walońskiej Strzale przyjdzie nam czekać kolejnych 12 miesięcy.

Dobra wiadomość jest taka, że już za chwilę zaczniemy ekscytować się najbardziej nieprzewidywalnym i dla wielu najpiękniejszym wielkim tourem sezonu. Zanim jednak zamienimy belgijskie piwo na Barbaresco czy Barolo, warto docenić smak szwajcarskiej czekolady…

Zmiana oblicza

W tym roku Tour de Romandie rozegrane zostanie po raz 70. Chociaż górzysty krajobraz najdalej na zachód wysuniętego ze szwajcarskich regionów daje niewielkie pole do manewrów w zakresie modyfikacji trasy, ewolucja współczesnego kolarstwa znacząco zmieniła rolę imprezy.

Jeszcze przed dekadą Tour de Romandie służyło głównie jako próba generalna przed Giro d’Italia, jednak transformacja kolarstwa szosowego, jaka od tego czasu się dokonała, znalazła wyraźne odzwierciedlenie w składach wysyłanych przez najsilniejsze drużyny na pierwszą ze szwajcarskich etapówek.

W czasach, kiedy lista pretendentów do odniesienia sukcesu w wyścigach trzytygodniowych sukcesywnie wydłuża się, a każdy punkt do klasyfikacji UCI WorldTour jest na wagę złota, właściwe zarządzanie zasobami drużyny stanowi o sukcesie lub porażce. W efekcie oznacza to, że kolarze marzący o triumfalnym wjeździe do Mediolanu wolą szlifować formę w bardziej niszowym i rozgrywanym tydzień wcześniej Giro del Trentino. Wystarczy przypomnieć, że ostatnim zawodnikiem, który upolował dublet Romandie – Giro był w 2008 roku Andreas Klöden, choć w drugim z wymienionych wyścigów w ogóle nie planował wziąć wówczas udziału.

Zamiast nich, na alpejskich przełęczach rywalizują obecnie przede wszystkim kolarze, którzy jako główny cel sezonu obrali sobie Wielką Pętlę, a szwajcarska etapówka jest dla nich ostatnim – i często najważniejszym – aktem wiosennej kampanii. W myśl powiedzenia, że „i wilk syty, i owca cała”, drużyny [wilk] zapewniają sobie tym sposobem solidny dopływ punktów do rankingu UCI, a ich liderzy na Giro d’Italia [owca] nie muszą się obawiać, że brutalna rozgrzewka w Szwajcarii odbije się czkawką wśród śniegów Gavii i Stelvio.

Są oczywiście od tej zasady wyjątki – jak chociażby Rafał Majka, który nie tylko bierze udział w tegorocznym Tour de Romandie, ale nie ukrywa swoich ambicji ukończenia wyścigu na podium.

Mini Tour de France

Symbolem Szwajcarii jest Matterhorn, a pasma górskie i wyżyny zajmują łącznie ok. 90% powierzchni kraju. Organizatorzy Tour de Romandie dość słusznie zrezygnowali zatem z puszczania oka do sprinterów czy silenia się na innowacyjność, odgrzewając co roku ten sam, choć dość dobrze doprawiony kotlet.

Receptura jest nieskomplikowana: dwa etapy jazdy na czas, dwa etapy górskie i dwa etapy dla Michaela Albasiniego, których zdecydowanie nie powinno się nazywać etapami dla sprinterów. Składa się to na obraz wyścigu wymagającego takich samych umiejętności, jakie powinny charakteryzować potencjalnego zwycięzcę Tour de France. I w zasadzie więcej wiedzieć nie trzeba.

Dla tych, którzy bardziej skrupulatnie chcą przygotować się do nadchodzących sześciu dni rywalizacji [lub hobbystycznie analizują profile hipsometryczne], prezentujemy jednak mały przegląd tego, co nas czeka:

Prolog, 26 kwietnia: La-Chaux-de-Fonds (3.95km)

W kategorii prologów, które ze swojej natury są krótkie, ten jest wyjątkowo krótki. Mieliby w nim szanse sprinterzy, gdyby z niejasnych względów wybrali niekończące się góry Szwajcarii zamiast słońca Turcji. I gdyby nie 3. kategorii zmarszczka na trasie, umieszczona tam celem przyznania koszulki klasyfikacji górskiej.

stage-prologue-profil-tdr-2016-min.0

Etap 1, 27 kwietnia: La-Chaux-de-Fonds – Moudon (166.9km)

Pierwszy z etapów dla lokalnego bohatera, Michaela Albasiniego. Odpowiednik etapów Tour de France z metą w Gap.

stage-01-profil-tdr-2016-min.0

Etap 2, 28 kwietnia: Moudon – Morgins (179.3km)

Pierwszy z etapów z metą na podjeździe. Delikatna rozgrzewka dla pretendentów do zwycięstwa w klasyfikacji generalnej wyścigu, z dwoma podjazdami 2. kategorii i finałowym podjazdem najwyższej kategorii, oraz opcjonalnym pokłonem na cześć Mister Cooksona podczas obowiązkowego przejazdu przez Aigle.

stage-02-profil-tdr-2016-min.0

Etap 3, 29 kwietnia: Sion – Sion, ITT (15.11km)

Jazda indywidualna na czas profilem bardzo przypominająca prolog, ale przeszło 11 kilometrów dłuższa. Można mieć pewność, że pretendenci do tytułu dadzą z siebie absolutnie wszystko, a wynik tej rywalizacji będzie miał znaczący wpływ na scenariusz, według którego rozegrany zostanie kolejny etap.

stage-03-profil-tdr-2016-min.0

Etap 4, 30 kwietnia: Conthey – Villars-sur-Ollon (173.2km)

Królewski etap tegorocznego Tour de Romandie zawiera dwa wzniesienia 3. kategorii oraz trzy najwyżej sklasyfikowane podjazdy, w tym pozostawiony na wielki finał Col de la Croix. Będzie pokonywany bez finałowych 6 kilometrów, jednak nie powinno mieć to negatywnego wpływu na jakość widowiska.

stage-04-profil-tdr-2016-min.0

Etap 5, 1 maja: Ollon – Genewa (172km)

Drugi z etapów dla Michaela Albasiniego. Ewentualnie Rui Costy, jeśli jakaś katastrofa pogrzebie jego szanse na zajęcie 3. miejsca w klasyfikacji generalnej wyścigu.

stage-05-profil-tdr-2016-min.0

Froome. Spilak. Costa. Repeat.

Są kolarze, którzy specjalizują się w jeździe po górach, i tacy, którzy charakteryzują się wyśmienitym przyspieszeniem na ostatnich metrach. Tacy, którzy preferują wyścigi jednodniowe, i tacy, którzy potrzebują trzech tygodni rywalizacji, by pokazać pełnię swoich możliwości. Istnieje również wąska grupa zawodników, którzy specjalizują się w wyścigach szwajcarskich.

To nie żart. Spośród 10 zwycięstw, które w swojej zawodowej karierze odniósł Simon Spilak, aż połowa miała miejsce w Szwajcarii. Dodać do tego należy trzykrotne ukończenie Tour de Romandie na podium klasyfikacji generalnej (2013, 2014, 2015). Równie intrygującymi statystykami może pochwalić się Rui Costa, który choć specjalizuje się przede wszystkim w wygrywaniu rozgrywanego nieco później Tour de Suisse (3 zwycięstwa w klasyfikacji generalnej, 5 wygranych etapów), także Tour de Romandie regularnie kończy na podium.

A skoro niższe stopnie podium zostały obsadzone jeszcze przed rozpoczęciem imprezy, wystarczy zastanowić się nad potencjalnym zwycięzcą.

Poza sekcesem w Herald Sun Tour na początku lutego, tegoroczne występy Chrisa Froome’a trudno zaliczyć do imponujących. Jeśli zatem Brytyjczyk chce uzyskać jakąkolwiek przewagę psychologiczną nad rywalami jeszcze przed wejściem w decydującą fazę przygotowań do Tour de France, to jest [jedyny] właściwy moment. Przepis na wyścig, w którym etapy jazdy indywidualnej na czas i górskie potyczki występują w proporcji 1:1, idealnie odpowiada jego predyspozycjom – dowodem są już dwa zwycięstwa w klasyfikacji generalnej imprezy. Ponadto będzie mógł liczyć na wsparcie mocnego składu z takimi asami jak Geraint Thomas, Mikel Nieve czy Michał Kwiatkowski.

A jeśli nie Froome, to kto?

Lista pretendentów do zajęcia miejsca na podium jest długa: Nairo Quintana, Richie Porte, Ilnur Zakarin, Thibaut Pinot, Tom Dumoulin, Tejay van Garderen, Romain Berdet, Rafał Majka, Rigoberto Uran, Wilco Kelderman, Geraint Thomas, Ion Izaguirre czy Andrew Talansky.

I co z Polakami?

Giro d’Italia ma być dla Rafała Majki najważniejszym celem sezonu. Jeśli zatem zawodnik ekipy Tinkoff planuje powtórzenie swojego fantastycznego rezultatu z zeszłorocznej Vuelty, szczyt formy powinien przyjść dopiero za trzy tygodnie. Nie oznacza to, że nie ma on szans z zawodnikami realizującymi inny program startów, jednak należy mieć świadomość, że tamci mogli sobie pozwolić na zbudowanie formy na Tour de Romandie jako ostatniego celu ich wiosennej kampanii.

Trudno jednoznacznie ocenić, jak słynna filozofia margial gains wpłynęła na jazdę na czas Michała Kwiatkowskiego. Raczej nie powinniśmy oczekiwać, że Polak zaistnieje w klasyfikacji generalnej wyścigu – nawet w razie niespodziewanej zapaści Froome’a, będzie on zmuszony ustąpić szybko rosnącym ambicjom Gerainta Thomasa. Jeśli jednak etap jazdy indywidualnej na czas podczas Tirreno Adriatico był tylko jedną z nieznaczących wpadek, Kwiatkowski powinien dobrze zaprezentować się już podczas prologu.

W Szwajcarii zobaczymy Pawła Poljańskiego (Tinkoff), a także mistrza Polski Tomasza Marczyńskiego (Lotto – Soudal) oraz Łukasza Wiśniowskiego (Etixx-Quick Step).

Tour de Romadie 2016 w TV:

Wyścig pokaże Polsat, oto rozkład transmisji:

26 kwietnia – od 15:55, Polsat Sport

27 kwietnia – od 15:55, Polsat Sport

28 kwietnia – od 15:55, Polsat Sport

29 kwietnia – od 15:55, Polsat Sport

30 kwietnia – od 15:55, Polsat Sport

1 maja – od 15:55, Polsat Sport Extra