Dziesięć lat minęło od czasu, gdy Włoch wygrał Mediolan – San Remo. To skłania organizatorów do rozważań na temat zmiany trasy.

Dziennikarze La Gazetty rozpoczęli debatę na temat dodania nowego podjazdu. Rozważano powrót do La Manie, dołączenie obiecywanej Pompeiany lub znalezienie całkowicie nowej góry, która miałaby ostatecznie “wyciąć” sprinterów z walki o zwycięstwo w “Primaverze”. Orędownikiem tego pomysłu jest także Maurizio Fondriest, który twierdzi również, że meta powinna znajdować się bliżej Poggio.

“Mediolan – San Remo to najłatwiejszy wyścig z monumentów, jednak nie można zapomnieć, że stało się to również przez rozwój tego sportu. Dodajmy jeszcze jedną górę przed Cipressą lub pomiędzy Cipressą, a Poggio. Wtedy odpadną sprinterzy, ale nie ci, którzy choć trochę potrafią się wspinać.

Kiedy ja wygrywałem w San Remo meta była bliżej Poggio i to byłoby wielką szansa dla atakujących zawodników. W tym roku wygrałby np. Kwiatkowski.”

Francesco Moser jest jednak innego zdania.

“Nie sądzę, że dodatnie kolejnej góry do Mediolan – San Remo to dobry pomysł. To pierwszy wielki wyścig w sezonie i jego poziom trudności jest odpowiedni. To pozwala różnym zawodnikom próbować różnych działań. By uczynić wyścig mniej przewidywalnym wcale nie trzeba zmieniać trasy, można rozważyć zmniejszenie liczebności drużyn. W szóstkę najmocniejsze ekipy nie byłby w stanie w pełni kontrolować wyścigu, a mniejszy peleton to mniej kraks, których w minioną sobotę było dość sporo.”

Podobny pogląd do Fondriesta ma również Paolo Bettini:

“Nie ma co porównywać wyścigów z przeszłości. Zmieniło się wszystko począwszy od wyposażenia, przez sposób treningu i poziom samych zawodników. Nie ma potrzeby dokładania kolejnego podjazdu, byleby wpisać się w trend utrudniania wyścigów. Wielkością Mediolan – San Remo jest to, że nigdy nie wiesz kto wygra. Wszyscy na przedzie peletonu chcą zwyciężyć, ale nigdy nie wiesz co się wydarzy aż do ostatnich 50 metrów. To właśnie czyni ten wyścig fascynującym.”

Źródło: cyclingquotes.com

Foto: RCS