Przewlekłe problemy ze zdrowiem zastopowały karierę Chrisa Hornera zaraz po jego największym sukcesie jakim był triumf w Vuelta a Espana. Amerykanin nie zamierza się jednak poddawać.

Horner podpisał kontrakt z Lampre – Merida po tym, jak w 2013 roku zwyciężył w hiszpańskiej Vuelcie z zamiarem obrony zdobytego tytułu. Niestety od czasu Tour de France zmagał się z infekcją dróg oddechowych i nie mógł wystartować w Hiszpanii. To wpłynęło na wysoki poziom kortyzolu u Amerykanina, który pojawił się po kuracji związanej z chorobą płuc. Brak zadowalających rezultatów doprowadził ostatecznie do tego, że włoska grupa nie przedłużyła z nim kontraktu.

Pomimo 43 lat na karku Horner nadal chciał się ścigać i znalazł zatrudnienie w amerykańskiej ekipie kontynentalnej Airgas – Safeway. Sezon 2015 nie był jednak również specjalnie udany z powodu przewlekłych problemów z oddychaniem, które leczył głównie antybiotykami.

“Wiedziałem, że to jakiś wirus i w końcu pod koniec października udało się go znaleźć. Miałem osiem kuracji antybiotykowych, a teraz skończyłem dziewiątą. Oczywiście każda kuracja była inna, za każdym razem mocniejsza. Dopóki nie dotarliśmy do ostatniej rundy leków nie wiedzieliśmy tak na prawdę co chcemy wyleczyć. Po tym jak przeszedłem badanie bronchoskopem na szczęście udało się zdiagnozować mój problem.”

-opowiadał Horner.

Amerykanin wciąż nie ma kontraktu na przyszły rok, ale mimo wszystko nie podjął jeszcze decyzji o końcu kariery. Dalsze ściganie uzależnia jednak od tego, czy uda mu się w końcu pozbyć wirusa z płuc.

“Jeśli wyzdrowieję to chcę jeździć na rowerze. Jeśli nie to znajdę sobie coś innego do roboty. To trudne, bo to nie jest złamana kość, która się zrośnie. Jeśli lekarze będą w stanie zaleczyć to antybiotykami i moje płuca będą zdrowe, a do tego będę miał taką nogę jak podczas tegorocznego Tour of Utah to będę się ścigał i wygram jeszcze kilka wyścigów. Jeśli się nie uda to wtedy zakończę karierę.”

 

Źródło: cyclingews.com