Przełom września i października zawsze obfituje w przeróżne spekulacje dotyczące trasy przyszłorocznych wielkich tourów. Środowego wieczoru, na kilka dni przed prezentacją, internet obiegła mapka trasy przyszłorocznego Giro d’Italia.

Ściganie we włoskiej etapówce miałoby zacząć się… w holenderskim Apeldoorn. Następne dwa dni kolarze także spędziliby na północy kontynentu, rywalizując na szosach Beneluksu. Pierwszy pagórkowaty etap miałby prowadzić do położonej w Apeninach miejscowości Roccaraso, do której prowadzi 7,5 kilometrowy podjazd o średnim nachyleniu 6,5%.

Na dziewiątym etapie ma mieć miejsce koło 40 kilometrowa płaska czasówka, która wprowadziłaby wiele zamieszania przed decydującymi odcinkami. Już na 14 etapie na kolarzy czekać będzie pierwszy alpejski odcinek, kończący się w Corvarze. Dzień później dojdzie do kolejnego pojedynku z czasem, tym razem na podjeździe pod Alpe di Susi.

Naturalnie, etapy 18-20 będą decydować o ostatecznym układzie klasyfikacji generalnej. Wszystko zacznie się od legendarnego Cote de Pramartino, w okolicach Pinerolo. Dzień później kibiców elektryzować powinna walka na finałowym podjeździe do Risoul, który z pewnością zapadł w pamięć polskim fanom, poprzez zwycięstwo Rafała Majki podczas Tour de France 2014. Co ważne, podjazd do francuskiej stacji narciarskiej poprzedzony będzie wspinaczką pod Col d’Angel. Przeprawę przez najwyższe góry Europy zakończy ponad 20 kilometrowy odcinek górskiej szosy, prowadzący do Sanktuarium Sant Anna di Vinadio, znajdującego się na wysokości 2350 metrów.

Wszystko zakończyć ma płaski etap prowadzący z Cuneo do Turynu.