Koszmarnie wyglądające zderzenie zawodnika MTN-Qhubeki z samochodem technicznym skończyło się dla niego poważnymi kontuzjami.

Nagranie jednego z kibiców obiegło cały kolarski świat. Widać na nim kolarza wjeżdżającego z ogromną prędkością w bok samochodu. Uderzenie było na tyle mocne, że bidony, które miał przy rowerze Brammeier, zostały wyrzucone daleko do przodu. Po wypadku zawodnik leżał nieruchomy na asfalcie.

Sytuacja skończyła się dla Irlandczyka złamaniem żeber, miednicy oraz przebitym płucem. Jak przekazali lekarze, którzy zajęli się pechowcem – jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Patrząc na przebieg wypadku Matt Brammeier może mówić o sporym szczęściu w nieszczęściu. Inni kolarze, którzy brali udział w Tour of Utah, uważają, że była to wina poszkodowanego.

Brammeier dojeżdżał do zakrętu bardzo szybko, dlatego nie zdołał wyhamować. Z całą pewnością stracił panowanie nad sytuacją, podjął zbyt duże ryzyko.

Organizatorzy wyścigu nie skomentowali sprawy poza wydaniem oświadczenia, w którym oznajmili, że ani kierowca ani kolarz nie zostaną oskarżeni o spowodowanie wypadku. Na trochę dłuższą wypowiedź zdecydował się lekarz MTN-Qhubeka, Jarrad Van Zuydam.

Matt Brammeier brał udział w kolizji z samochodem przy dużej prędkości podczas królewskiego etapu Tour of Utah. Na szczęście Matt nie ma obrażeń szyi, głowy oraz kręgosłupa i jest w stabilnym stanie w szpitalu. Jego kontuzje układu ruchu są jednak spore. Ma złamane żebra po obu stronach oraz małe przebicie płuca. Złamał również kość krzyżową i kość miednicy. Matt nie potrzebuje operacji, ale z rehabilitacja z pewnością zabierze sporo czasu.

W chaosie, który powstał po upadku, doszło do jeszcze jednego nieprzyjemnego zdarzenia – motocykle, które zatrzymały się na zakręcie spowodowały upadek dwóch innych kolarzy, którzy jednak zdołali wyjść z kraks cało.

fot. cyclingnews