Fot. Naszosie.pl

Bohater dzisiejszego etapu, Marcin Białobłocki, uciekał przez 162km, ale został złapany 4km przed metą. Na mecie był bardzo zadowolony ze swojej postawy.

Czego zabrakło? Niczego w sumie nie zabrakło. Wiedziałem, że będzie ciężko, ale oczywiście musiałem spróbować. Przez chwilę pomyślałem „może dojadę”, ale niestety była górka, a z tyłu ostro się “cieli” i przewaga zaczęła się szybko zmniejszać. Dogonili mnie, ale i tak się cieszę. Nóżka była świeża, wczoraj był lekki etap. Leżałem w kraksie, ale na szczęście się nie poobijałem. Wszystko jest w porządku.

Po wczorajszym wypadku wszyscy się bali. Od razu dostałem smsy od rodziny, żony, braci, ale na szczęście dobrze się skończyło. Wsparcie kibiców jest niesamowite. Przez całe Katowice wielkie kibicowanie, po prostu szok. Żona również bardzo mnie motywuje.

W górach jestem trochę za ciężki, więc na następnych etapach będę chciał trochę odpocząć, by pokazać się na etapie jazdy na czas. Mam zapasowy rower, ale mechanicy naprawili mi ten pierwszy, szybki. Dużo się ścigałem na kryteriach w Anglii, więc lubię zakręty. Runda w Katowicach bardzo mi się podobała.

W kwestii przyszłości – na razie mam propozycję od swojej grupy. OneProcycling się powiększa, przechodzi na ProContinental, więc będziemy startować w większych wyścigach.

Oczko, które puściłem do kamery, dedykuję przede wszystkim żonie i dzieciom, a także wszystkim kibicom!