19 etap Tour de France był pierwszym, podczas którego delikatną słabość okazał Chris Froome. Lider wyścigu, mimo utraty 30 sekund ze swojej przewagi nad Nairo Quintaną, nadal jest pewny swego.

Odcinek prowadzący do stacji narciarskiej La Toussuire był pierwszym, na którym kontakt ze swoim kapitanem stracili kolarze teamu Sky. W obliczu gorszego dnia Gerainta Thomasa, w najważniejszych momentach Froome musiał radzić sobie sam, co skrzętnie wykorzystali jego najwięksi rywale. Spore zamieszanie wprowadził też defekt lidera wielkiej pętli, który miał miejsce na podjeździe pod Col de la Croix de Fer.

Kilka kilometrów przed szczytem drugiego podjazdu, miałem niewielki defekt. Grudka asfaltu przyczepiła mi się do tylnego koła znacznie utrudniając mi jazdę. Dlatego też zatrzymałem się, by ją ściągnąć. Co ciekawe, w tym samym momencie zaatakował Nibali, który nie ruszył się przez kilkanaście wcześniejszych kilometrów. Jego atak zmusił do przyspieszenia Contadora, Valverde i Quintanę, przez co miałem utrudnioną pogoń. Słyszałem od innych, że nie był to przypadek. Z mojej perspektywy, zachowanie Vincenzo było niesportowe. 

Mimo 30 sekundowej straty do Nairo Quintany na finałowym podjeździe, urodzony w Kenii zawodnik wydaje się być bardzo pewny zwycięstwa w całej imprezie.

Na jeden ciężki etap przed końcem czuje się dobrze. Nadal mam wszystko pod kontrolą. To z pewnością znacznie mi pomogło, kiedy 5 kilometrów przed metą zaatakował Quintana. Nie spanikowałem, a złapałem odpowiedni rytm, taki jak podczas jazdy na czas. Wiedziałem, że muszę zachować nieco sił na jutro, jednocześnie nie dając Nairo zbudować dużej przewagi. 

Zwycięzca Grande Boucle z 2013 roku jest też pewny, że podjazd pod L’Alpe d’Huez na 20 etapie będzie wyjątkowym momentem dla całego wyścigu.

L’Alpe d’Huez jest jedną z największych legend Tour de France. Podjazd ten pamiętam jeszcze z lat młodości, kiedy wyścigi oglądałem w telewizji. Pamiętam, że Basso walczył wówczas z Armstrongiem, a atmosfera była niesamowita. Liczę, że i tym razem będzie podobnie. Dodatkowo, jedyne co będę musiał tam robić, to kontrolowanie Nairo. Alejandro stracił dziś sporo czasu, przez co przestał być niebezpieczny. Chciałbym jutro wygrać, jadąc w żółtej koszulce. To byłoby coś niezwykłego. 

Czy Froome będzie w stanie wygrać na legendarnym podjeździe do jednej z najpiękniejszych stacji narciarskich na świecie? Wszystko będzie już jasne w sobotnie popołudnie.