Najlepsi sprinterzy tegorocznej edycji Tour of Qinghai Lake próbowali wyjaśnić nieporozumienia w trakcie dziewiątego etapu. Włoch nie wytrzymał napięcia i uderzył swojego rywala.

Mattia Gavazzi (Amore Vita) oraz Marko Kump (Adria Mobil) staczają wiele zaciętych pojedynków na finiszach etapów najdłuższego, po Wielkich Tourach, wyścigu na świecie. Podczas dziewiątego etapu stoczyli kolejny, nie do końca etyczny.

Sędzia główny Jogn McDonnell ukarał Gavazziego przesunięciem na ostatnie miejsce w peletonie po tym, jak doszło do ostrej wymiany zdań między Włochem, a Marko Kumpem na drugim podjeździe dziewiątego etapu. Wycofanie Gavazziego na 88. miejsce oznacza, że oficjalnie drugi na etapie był Andriy Kulyk (Kolss-BDC), a trzeci Marco Zanotti (Parkhotel-Valkenburg).

Zwycięzca etapowy szczegółowo wyjaśnił zachowanie rywala:

Nasza dzisiejsza strategia obejmowała walkę o żółtą koszulkę, a nie wygraną etapową. Atakowałem na dwóch podjazdach drugiej kategorii i słyszałem od innych kolarzy, że Gavazzi powiedział, że to wstyd, by w kolarstwie startowali zawodnicy tacy jak ja. W końcu jestem sprinterem, a atakuję na podjazdach, bo nie mam paszportu biologicznego. Później podjechałem do niego i powiedziałem, że, w przeciwieństwie do niego, nigdy nie byłem zawieszony. W odpowiedzi on podjechał do mnie i uderzył mnie w twarz. Sędzia chciał odesłać Gavazziego do domu, ale moja drużyna powstrzymała go od tej decyzji.

Sprint na mecie wygrał Kump, zaraz przed Gavazzim, który twierdził, że przegrał przez awarię roweru.

Spadł mi łańcuch kiedy wyprzedzałem Marko Kumpa. Wygrałbym, ale muszę czekać na następny etap. Rzeczywiście doszło między nami do nieporozumienia w trakcie etapu, ale po ściganiu wszystko było w porządku. Porozmawialiśmy i przeprosiliśmy się za swoje zachowanie. Adria Mobil walczy o klasyfikację generalną, a w nerwach takie sytuacje się zdarzają.

fot. 7cycling