Bartosz Huzarski, kolarz ekipy Bora Argon, na swojej stronie internetowej, podsumowuje start w wyścigu Criterium du Dauphine:

Po Delfinacie czas na kilka słów podsumowania. Jeden z ostatnich wielkich sprawdzianów przed tym największym wyścigiem świata czyli Tour de France.

Niby jeszcze miesiąc do startu pierwszego etapu wielkiej pętli ale na Dauphine poziom już jakby z TDF. Podobnie jak przed rokiem bardzo ciężki wyścig, na bardzo wysokim poziomie sportowym z chwilami chaotycznym przebiegiem. Nie wiem czy pamiętacie ostatni etap z zeszłego roku, po którym koszulkę lidera założył Talansky, całkowity chaos, ucieczka, pościg SKY grupetto w którym jedzie ponad 100 zawodników !!. W tym roku było podobnie … dzień w którym na 100 km do mety atakowali kolarze pokroju Nibali, Valverde, Costa czy Martin to nie są codziennie spotykane obrazki. Ale z drugiej strony wielu bardzo dobrych kolarzy jeszcze bez formy, wielu dopiero co wróciło ze zgrupowań i na próżno szukali świeżości której na tak dynamicznym wyścigu znaleźć po prostu się nie da.

Co do mojej dyspozycji, było tak jak się spodziewałem. Wreszcie lepiej niż na wyścigach typu T-A czy L-B-L, na pewno lepiej w górach niż na Bayernie ale ciągle daleko od tego co bym chciał. Ale jestem spokojny, ostatnio bardzo ciężko trenowałem. Powróciłem na stare szlaki treningowe w góry Orlickie i Stołowe bazując na gościnności Zieleńca. Zrobiłem kilka cykli treningowych o bardzo dużej objętości i na Delfinacie byłem po prostu nie do końca świeży. Druga sprawa o której chyba nie muszę przypominać ale nowym napomnę, to podział ról w drużynie. Moja praca polega na pomocy liderowi i tutaj było ok, Może nie widać tego na ekranie tv, ale ciągła praca na płaskim, osłanianie od wiatru, czy przeciąganie do przodu przed kluczowymi momentami wyścigu – daje popalić i gdy wielcy odpalają szósty bieg ja redukuję na trójkę i spokojnie jadę na metę mając w myślach już ten kolejny dzień pełen pracy i kolejnych zadań.

Dni w których dostałem swoja szansę, czyli etapy 7 i 8 wykorzystałem jak mogłem najlepiej. Na 7 etapie czułem się tak jak bym sobie tego życzył na TDF, i gdyby tylko ucieczka lepiej współpracowała była duża szansa dojechać do finałowego podjazdu z bezpieczną przewagą. Niestety grupa która utworzyła się po drugiej górskiej premii była za duża i robota najnormalniej w świecie nie szła. Tak zawsze jest jak ktoś zaczyna kombinować i jechać bez zmian, zawsze to psuje morale i chęć walki reszty uciekinierów, bo niby dlaczego mają pracować na kogoś innego. Dlatego w końcówce obserwowaliśmy ataki zawodników niezadowolonych takim rozwojem sytuacji. Niestety ostatni podjazd zaczęliśmy ze zbyt małym zapasem czasu a na kolarzy typu Froom czy Tejay trzeba brać znacznie większą poprawkę czasową. Nawet gdybyśmy dojechali etap 7 wygrałby niesamowicie mocny w górach i obecny w ucieczce Louis Meintjes. Ale szansa na top 5 była więc jestem spokojny o dalsze przygotowania pod następny wielki cel w życiu czyli TDF.

Źródło: www.huzarski.pl