Pierwszy etap wyścigu Critterium du Dauphine zakończył się w sposób zupełnie niespodziewany. Jako pierwszy samotnie linię mety przekroczył Peter Kennaugh (Team Sky), który został liderem wyścigu. Oto, co powiedział po zakończeniu rywalizacji.

To nie było planowane. Również chcieliśmy doprowadzić do finiszu z grupy. Być może zespoły sprinterów nie chciały już dzisiaj pojechać na maksa. Ja miałem za zadanie pilnować Froome’a, by ten nie znalazł się w kłopotach i nie stracił czasu w generalce. Ostatni podjazd zacząłem w czołówce i podążałem za wszystkimi, którzy delikatnie przyspieszali. Przez całą wspinaczkę tempo było bardzo wysokie. Zauważyłem, że w związku z biernością faworytów to jest moja szansa. Na dwa kilometry przed metą pojechałem wszystko co mogłem. Wcześniejszy skok był dla mnie jedyną szansą, zważając na moje słabe końcówki.

Kolarstwo się bardzo zmieniło. Teraz nie możesz być niczego pewnym. Dziesięć lat temu z pewnością byłby to etap dla sprinterów, a faworyci do zwycięstwa w klasyfikacji generalnej jechaliby zrelaksowani w peletonie. Teraz każdy chce być z przodu, by znaleźć swoją szansę. Czuje się znakomicie, wszystko wskazuje na to, że moja forma jest dobra. To doskonały prognostyk przed kolejnymi etapami.

fot. teamsky.com