Tegoroczne zmagania są bardzo rozczarowujące dla niemieckiego sprintera. Kittela dopadł wirus, który zmusił go do odłożenia roweru na dłuższy czas. Od niedawna jeden z najszybszych kolarzy wrócił na szosę i do pełnych treningów. Wciąż jednak nie jest pewien startu w Tour de France.

W tym roku zawodnik Giant-Alpecin wygrał tylko jeden wyścig – People’s Choice Classic w Australii, przed Tour Down Under. Potem forma spadła na tyle, że Marcel miał problemy z ukończeniem Tour of Qatar. Swoją sytuację Kittel opisał podczas dwudziestominutowego wywiadu dla dziennikarzy na obozie Giant-Alpecin w Sierra Nevada.

„Dobrze tu być. Potrzebowałem treningów. Jestem typem kolarza, który potrzebuje dobrego przygotowania przed startami. W ostatnich dziesięciu dniach zrobiłem treningi wytrzymałościowe by stworzyć bazę. Dzisiaj zająłem się już mocą i sprintami pod górę, by przyzwyczaić nogi do cięższego wysiłku. Ciężko mi było się zregenerować. Jedyną radą, jaką otrzymywałem było ‘Spokojnie, nie martw się’. Jedną odpowiedzią, jaką na to miałem było… [Tu Kittel, śmiejąc się, podniósł swój środkowy palec]. Zastanawiałem się jak niby spokój ma mi pomóc? Po kilku tygodniach zrozumiałem, że ta rada nie była czczym gadaniem: tylko czas mógł mi pomóc.

Tygodnie bez jeżdżenia były wielkim rozczarowaniem, miałem dużo czasu na przemyślenia. To nieprawda, że miałem depresję. Nie wpadłem w głęboką dziurę, po prostu się zatrzymałem. Spojrzałem w tył, w przód i zdecydowałem czego chciałem, kim chciałem być. Mocno rozwinąłem się jako osoba. Nie mogę powiedzieć, że to był zły rok, bo moje przemyślenia są ważne dla mojej kariery. Nie wygrałem jeśli chodzi o ściganie, ale wygrałem z mojego osobistego punktu widzenia.

Nawet momenty zwycięstw naszej ekipy, na przykład w Mediolan-Sanremo i Paryż-Roubaix, były ciężkie. Zwłaszcza Sanremo. Z jednej strony byłem bardzo szczęśliwy, że John wygrał, ale z drugiej byłem bardzo zawiedziony, bo udział w tym wyścigu był jednym z moich celów na ten sezon. Chciałem pomóc Johnowi i odwdzięczyć mu się za całą pracę, jaką on wykonał dla mnie. Wygrane Degenkolba odciągnęły uwagę od moich problemów. To było miłe.„

Do ścigania sprinter powrócił w maju, podczas Tour de Yorkshire, ale nie zdołał nawet ukończyć pierwszego etapu. Trzy tygodnie później zdołał przejechać World Ports Classic.

„Oczekiwałem powrotu. Byłem chory tydzień przed Yorkshire, które było bardzo ciężkie. World Ports Classic było okej, ale wciąż czułem, że potrzebuję większej intensywności, by wrócić do rytmu ścigania i walki w sprintach. Teraz jestem na trzytygodniowym zgrupowaniu w Sierra Nevada, a w połowie czerwca wezmę udział w Ster ZLM Toer. To nie jest perfekcyjny plan, ale nie mogę zmienić okoliczności i muszę skoncentrować się na powrocie do formy. Zobaczę gdzie się znajduję podczas ZLM Toer, a potem zdecyduję czy pojadę na Tour de France. Oczywiście jeśli będę zostawał za peletonem na każdym etapie, to nie ma sensu jechać do Francji. Mam nadzieję, że poradzę sobie w Holandii i czuję, że mogę być tego pewny po treningach, jakie tutaj wykonuję.”

Michał Kapusta