Włoska drużyna ogłosiła w czwartek, że odchodzi z Ruchu na Rzecz Wiarygodnego Kolarstwa (MPCC). Powodem miał być zbyt niski poziom kortyzolu u jednego z kolarzy, którego nazwiska nie podano.

Giro d’Italia było wielkim sukcesem włoskiej ekipy prokontynentalnej. Szansa na pokazanie się rodakom została wykorzystana na dziesiątym etapie, kiedy wygrał Nicola Boem. Niestety radość została przykryta kontrowersjami związanymi z nieznanym zawodnikiem ekipy, który złamał prawa MPCC.

Szef drużyny, Bruno Reverberi, wyjaśnił sytuację w liście otwartym, gdzie przyznaje, że ekipa źle zinterpretowała niektóre zasady dotyczące kortyzolu (MPCC nalega, by każdy kolarz ze zbyt niskim poziomem kortyzolu był odsunięty od ścigania na osiem dni). Jednocześnie zapewnia, że wszyscy kolarze startujący w Giro spełnili warunki stawiane przez organizację. Zamiast zbadania sprawy drużyna skrytykowała MPCC i uznała, że wyjawienie sprawy w momencie wygranej Boema i sugerowanie, że jest to kolejna sprawa dotycząca dopingu, było wysoce niestosowne.

„Potwierdzamy, że popełniliśmy błąd interpretując zasady, ale wspomniany kolarz nie był odpowiedzialny w sprawie. Niedopuszczenie go do Giro d’Italia byłoby krzywdzące dla jego kariery bez jego błędu. Chcemy wyjaśnić, że każdy kolarz startujący w pierwszym etapie Giro miał poziom kortyzolu w normie. Jesteśmy bardzo zawiedzeni dalszym obrotem spraw i nazwaniem nas drużyną dopingowiczy. Uważamy, że artykuł w prasie był niestosowny, zarówno w treści jak i czasie publikacji. Nie mieliśmy szansy w jakikolwiek sposób się obronić. Zostaliśmy potępieni zanim ktokolwiek usłyszał naszą wersję. W związku z tym nie pojawimy się na kolejnym spotkaniu MPCC 8 czerwca. Byliśmy wśród pierwszych drużyn, które dołączyły do Ruchu, ponieważ mocno wierzyliśmy w ten projekt, ale zostaliśmy potraktowani jak doperzy, mimo że nigdy nie mieliśmy problemów z dopingiem. Przez szkody wyrządzone publikacją straciliśmy nie tylko my, ale też sponsorzy i partnerzy. Nie wierzymy w MPCC i chcemy zakończyć naszą współpracę.”

Wcześniej informowaliśmy, że z ruchu odeszło również Lampre-Merida, które wybrało Diego Ulissiego. Przez zasady panujące w MPCC włoski kolarz nie mógłby wrócić do ścigania natychmiast po zawieszeniu, dlatego ekipa wolała opuścić Ruch. Była to jednocześnie druga sprawa związana z Lampre i MPCC. W sierpniu zeszłego roku Ruch na rzecz Wiarygodnego Kolarstwa nie dopuścił Chrisa Hornera do startu w hiszpańskiej Vuelcie, gdzie Amerykanin broniłby tytułu. Co ciekawe, poziom kortyzolu Hornera nie złamał zasad UCI.

Z drugiej strony obecność w MPCC pozwalała słabszym drużynom na łatwiejsze uzyskiwanie dzikich kart w dużych wyścigach. Sprawa Bardiani jest kontrowersyjna, ale zrozumiała. Wystąpienie z Ruchu może odebrać szanse na start w Wielkich Tourach, ale pozwoli na zachowanie reputacji i sponsorów.

 

Michał Kapusta