Leszek Pluciński zajmując drugie miejsce na porannej czasówce, która wiodła pod Przełęcz Okraj, zapewnił sobie zwycięstwo końcowe w etapówce Bałtyk Karkonosze Tour!. Oto co powiedział nam po ostatnim etapie.

Wielkie gratulacje, dziś osiągnąłeś swój największy sukces w zawodowej karierze?

Tak. Jest to mój największy sukces w karierze. Jestem bardzo zadowolony z tego jak pojechałem ten wyścig. Czasówkę jechało mi się znakomicie. Nigdy nie specjalizowałem się w jeździe indywidualnej i aż sam siebie zaskoczyłem tym, jak dobrze pojechałem. Na ostatnim etapie drużyna dała z siebie 100 procent i jestem bardzo wdzięczny kolegom z ekipy za ich pomoc. Dzięki nim mogłem utrzymać prowadzenie.

Takie było założenie grupy? Byłeś liderem grupy na ten wyścig?

Nie do końca. Nie da się przewidzieć całego wyścigu. Wiadome było, że w trudnym terenie nieźle sobie radzi Taciak, Honkisz oraz ja. Staraliśmy się nie stracić na płaskich etapach, a jak się uda, to zyskać nad rywalami co mi się udało na pierwszym etapie.

Po zeszłym sezonie miałeś ciężki czas. Zabrakło dla ciebie miejsca w Kolss BDC, ekipie która powstała po fuzji BDC Team i Kolss. Spłaciłeś dług zaufania jakim obdarzył cię Piotr Wadecki?

Zgadza się. Ciężko było na rynku transferowym. Jedyne co mi pozostaje, to dobrą jazdą spłacić kredyt zaufania wobec Piotra Wadeckiego.

Jak atmosfera w grupie?

Drużyna jest bardzo zgrana i każdy wie co ma robić . Atmosfera jest super, dogadujemy się bez problemów.

Jakie masz kolejne plany startowe?

Teraz mam chwile na złapanie oddechu. W ciągu kilku dni dowiem się o kolejnych startach.

A kolarski cel, marzenie na ten rok?

Chciałbym odnosić zwycięstwa w prestiżowych wyścigach. Marzenie na przyszłość to start w Tour de France.

Dziękuję za rozmowę

Dziękuję

Rozmawiał Marek Bala

Foto: Michał Kapusta