77 edycja wyścigu Gent – Wevelgem z pewnością przejdzie do historii. Z huraganowym wiatrem najlepiej poradził sobie Luca Paolili, który samotnie przekroczył linię mety.

Doświadczony Włoch był szczęśliwy z osiągniętego wyniku, który jednak był dla niego zaskoczeniem.

To dla mnie niespodzianka, jednak bardzo się cieszę ze zwycięstwa. Nie byłem najmocniejszy, jednak zwyciężyłem dzięki odpowiedniej taktyce. Wiedziałem, że reszta kolarzy z odjazdu będzie czekać na sprint, więc spróbowałem ataku około 5 kilometrów przed metą. – powiedział zawodnik zespołu Katusha.

Również dla triumfatora, był to bardzo ciężki dzień.

To był bardzo trudny wyścig. Dwa razy leżałem i zmieniałem rower. Na szczęście znałem trasę i wiedziałem kiedy trzeba być na czele. Później miałem już więcej szczęścia. Nie było to przyjemne, kiedy nie byliśmy pewni, czy ktokolwiek może bezpiecznie wyjść na czoło. To jest jednak jedna z głównych trudności północnych wyścigów. Dziś przetrwali tylko najsilniejsi. – zakończył.

Choć Włoch skończył już 38 lat, był to jego największy sukces w karierze. Wcześniej kojarzony ze statusem pomocnika, w ekipie Katusha w pełni rozwinął skrzydła. Jego następnym startem będzie Ronde van Vlaanderen.

Dawid Gruntkowski

Foto: Team Katusha