Tego wyścigu ekipa Etixx-Quick Step z pewnością nie zaliczy do udanych. Kwiatkowski i Stybar mieli kraksę, a Markowi Cavendishowi znowu zerwał się łańcuch. Oto refleksje kolarzy tej drużyny. 

Mark Cavendish (46. miejsce): Ogólnie nie czułem się zbyt dobrze, ale moi koledzy robili wszystko, abym rozpoczął podjazd na dobrej pozycji. Walczyłem i walczyłem, ale półtora kilometra przed szczytem Cipressy wydarzyło się dokładnie to samo, co na Tirreno-Adriatico – zerwał mi się łańcuch. Nie mogłem dogonić grupy przed szczytem Cipressy, przez pięć kilometrów generowałem 650-700 watów i utrzymywałem się dwadzieścia metrów za peletonem. Gdy jest się sprinterem, nie da się znieść czegoś takiego. Po tym wszystkim się zagotowałem, po prostu nie mogłem dalej jechać. Straciłem zbyt dużo energii, by walczyć o pozycję na Poggio, byłem po prostu za daleko. 

Michał Kwiatkowski (67. miejsce): Mam nadzieję, że jak jutro rano wstanę, to nie będę odczuwał żadnego problemu ze zdrowiem. Teraz czuję się dobrze. Mieliśmy dziś pecha i to podwójnego, bo leżało nas dwóch. Gdyby nie to, z pewnością te wyścig potoczyłby się dla nas inaczej. Czułem się dobrze, kiedy dowiedziałem się, że kłopoty ma Cavendish, także jechało mi się dobrze. Pewnie spróbowałbym ataku, albo sprintu. Mimo kraksy jestem zadowolony ze swojej dyspozycji.

Zdenek Stybar (56. miejsce): Dziś naprawdę byłem pechowcem. Miałem kraksę dwukrotnie. Po raz pierwszy leżałem na zjeździe z Capo Berty, bo inni zawodnicy upadli przede mną i nie mogłem tego uniknąć. Na Poggio sytuacja się powtórzyło, z tym że razem ze mną przewrócił się jeszcze “Kwiatek”. Szkoda, bo miałem dziś dobrą nogę. Kiedy finiszuje się po prawie trzystu kilometrach w sprincie może zdarzyć się wszystko. Ale OK, takie jest kolarstwo. Mam kilka rozcięć na kolanie i obtarć w ogóle. Musimy dziś przewrócić kartkę i czekać na kolejne wyścigi. 

Foto: Etixx-Quick Step

Marta Wiśniewska