Zdenek Stybar wrócił. A dla Alejandro Valverde to kolejny wyścig, w którym odgrywał jedną z głównych ról i zajął miejsce na podium. Oto ich wypowiedzi. 

Zdenek Stybar (Etixx-Quick Step), zwycięzca: Jestem bardzo przejęty tym zwycięstwem. Rano podczas odprawy nasz dyrektor sportowy – Davide Bramati uczynił mnie liderem, miałem powalczyć o zwycięstwo. To była ogromna odpowiedzialność i jestem szczęśliwy, że pokazałem, iż można mi zaufać. To był wspaniały wyścig. Uwielbiam taki rodzaj trasy, kiedy jedzie się raz pod górę, a raz w dół. 

Pięćdziesiąt kilometrów przed metą jechaliśmy na czele z Saganem i Valverde, ale to było za wcześnie, więc poczekaliśmy na drugą grupę. Tam odbyła się naturalna selekcja, zostali najmocniejsi. Obawiałem się zarówno Valverde, jak i Van Avermaeta. Spodziewałem się ataku Belga, ale nie tak wcześnie. Moja linia mety znajdowała się na szczycie podjazdu, więc dałem z siebie wszystko i wyprzedziłem go. Kiedy wjechałem na Piazza del Campo spełniły się moje marzenia. Kiedy wjeżdżasz tam, a słońce świeci ci w twarz, przy drodze stoją prawdziwi pasjonaci kolarstwa i wiesz, że wygrałeś, że nikt już cię nie wyprzedzi, to następuje w tobie prawdziwa eksplozja radości. To było naprawdę niesamowite. 

Ta wygrana jest dla mnie ważna także z tego powodu, że odniosłem ją po gorszym dla mnie okresie. Po kraksie w Eneco Tour długo wracałem do optymalnego poziomu, dlatego jeszcze bardziej ją doceniam. Dedykuję ten triumf mojej żonie Ine oraz mojej rodzinie – to zawsze są najlepsi kibice. 

Alejandro Valverde (Movistar), trzecie miejsce: Moja drużyna pracowała fantastycznie od samego początku wyścigu. Dokuczliwy wiatr sprawiał, że cały czas trzeba było jechać na odpowiedniej pozycji. Ja objąłem dowodzenie w wyścigu od startu do mety, odpowiadałem na każdy atak oraz sam przyspieszałem, i być może dlatego nie byłem w stanie zająć wyższej pozycji. 

Mówiąc szczerze, mogę być trochę zawiedziony, ale z drugiej strony Van Avermaet i Stybar są bardzo utalentowanymi specjalistami od tego typu wyścigów i przyjechali tu mocni. Pięć kilometrów przed końcem poczułem, że muszę coś zjeść, więc sięgnąłem po żel. Niestety, to nie pomogło. Zaczęły łapać mnie skurcze, więc powinienem być naprawdę zadowolony z mojego rezultatu.