Stefan Küng: „Był taki moment, gdy wątpiłem w to, że jeszcze wrócę na dawny poziom”

1

Powiedzieć, że Stefan Küng czekał na to zwycięstwo, które udało mu się odnieść na zakończenie 83. edycji Tour de Pologne, to jak nie powiedzieć nic. Choć dla Szwajcara była to 31. zawodowa wygrana, a ten ma w swoim dorobku zdecydowanie ważniejsze sukcesy, to jednak powrót na zwycięską ścieżkę po bardzo poważnej kontuzji sprawił, że ten niemal ze łzami w oczach świętował triumf na etapie polskiego wyścigu rangi UCI World Tour.

Tej zimy po 7 latach spędzonych w Groupama – FDJ klubowe barwy zmienił Stefan Küng. Dla Szwajcara przejście do Tudor Pro Cycling Team miało być nowym początkiem, a ten w rodzimej formacji otrzymał status absolutnego lidera na północne klasyki. Niestety 32-latkowi nie było dane wziąć w nich udziału, bowiem po kraksie mającej miejsce podczas Omloop Nieuwsblad, ten wypadł na aż 4 miesiące. Powrót nastąpił dopiero podczas mistrzostw krajowych, gdzie jednak tak wybitny specjalista od jazdy na czas nie zdołał zdobyć nawet medalu w swojej koronnej konkurencji, następnie zaś ponownie mierzący aż 193 centymetry wzrostu zawodnik zniknął, by powrócić na szosę dopiero podczas Tour de Pologne. Tu ciężko było oczekiwać, że ten pokaże coś specjalnego, a jednak w ramach 7. etapu – wieńczącej wyścig jazdy indywidualnej na czas, to właśnie on był górą i sięgnął po swoje 31. zawodowe zwycięstwo, będące zarazem pierwszym od października 2024 roku.

Za mną naprawdę, naprawdę ciężki okres. W moim ostatnim roku w poprzedniej ekipie nie odniosłem ani jednego zwycięstwa, po przejściu do Tudor Pro Cycling Team, gdzie bardzo we mnie uwierzono, zaliczyłem poważną kraksę już w jednym z pierwszych moich startów. Podczas Omloop Nieuwsblad złamałem kość udową i byłem wyłączony ze sportu przez bardzo długi, naprawdę długi czas. Szczerze mówiąc był taki moment, gdy wątpiłem w to, że jeszcze wrócę na dawny poziom, że jeszcze będę się ścigał na tym najwyższym poziomie. Zwycięstwo na tym ostatnim etapie Tour de Pologne… To niesamowite. Od razu zadzwoniłem do mojej rodziny, fizjoterapeuty, bo to oni najbardziej wspierali mnie w tym, bym wrócił, bym był w tym miejscu. Brakuje mi słów. To jeden z najpiękniejszych momentów w mojej karierze

— opowiadał łamiącym się głosem, mający łzy wzruszenia w oczach Stefan Küng.

Rozmowa ze Szwajcarem niestety nie mogła być długa – ten udzielił tylko jednego wywiadu jeszcze przed ceremonią dekoracji, po niej zaś nie dotarł już do strefy dla mediów. Drugim, a przy tym niestety ostatnim już pytaniem, było wobec tego pytanie o jego wrażenia związane ze startem w Polsce, w 83. edycji Tour de Pologne.

To był naprawdę przyjemny wyścig. Byłem tu już rok temu, pokochałem Polskę. To naprawdę świetny kraj i cieszyłem się na powrót tutaj. Być może moja ocena nie jest obiektywna, bo jako drużyna mieliśmy tu naprawdę świetny tydzień, ale wydaje mi się, że to samo powiedziałbym i bez tego. Faktem jest jednak, że Marco Brenner był niesamowity, a dzisiaj odwrócił losy klasyfikacji generalnej, ja wygrywam etap – dla nas nie mogło się to zakończyć lepiej. Jestem tak dumny z całej drużyny! Organizatorom tymczasem mogę podziękować za przygotowanie tak udanego wyścigu, z tak ciekawą trasą

— zakończył Stefan Küng.

Odświeżenie formuły Tour de Pologne przez Lang Team okazało się być strzałem w „10”. Przejazd przez regiony, które nie widziały wyścigu od dekad, wyciągnęły do kibicowania prawdziwe tłumy kibiców głodnych kolarstwa, dotarcie z czasem w góry sprawiło zaś, że i walka o klasyfikację generalną była naprawdę ciekawa i zacięta. Komplementy od wielu zawodników, w tym i Stefana Künga, nie są wyłącznie efektem kurtuazji, ale szczerze było czuć, iż zawodnikom podobała się tegoroczna edycja polskiej etapówki. Po latach rywalizacji, która pełna była krytycznych głosów, chyba doczekaliśmy się takiego roku, po którym udało się pozostawić wyłącznie pozytywne wrażenie.

W Wieliczce ze zwycięzcą 7. etapu 83. Tour de Pologne rozmawiał Jakub Jarosz.


Wszystko o 83. edycji Tour de Pologne:
Poprzedni artykułDemi Vollering: „Jako zespół zasłużyliśmy na to zwycięstwo”
Następny artykułZnamy zwycięzców ORLEN Tour de Pologne Amatorów 2026
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Salazar
Salazar

Na tej stronie o bardzo pozytywnym wydźwięku, a oddzielonej od pesymistycznych narzekań: zamieszczam kilka swoich refleksji

Optymistyczne spojrzenie na sprawy
Zapamiętałem kiedyś powiedzenie że:
– pesymista widzi dziury w serze jako niewątpliwy dowód oszustwa na wadze;
– optymista szuka żółtego sera z dziurami, bo to świadczy o dobrej fermentacji i wysokiej jakości sera;
Ten sam ser a jakie różne opinie. Podobnie jest z komentarzami o TdP.

TdP wygrywa się na sekundy
Obecny zwycięzca TdP wygrał o 4 sekundy. Na ogół w tym wyścigu liczą się pojedyncze sekundy do zwycięstwa. Pamiętam szczególnie jedno odstępstwo (być może było ich więcej) kiedy wygrał tu Remco. On wyjątkowo wygrał o 2 minuty, odjechał grupie najlepszych górali (z Majką w składzie) i dołożył im sporo.

Remco „nie jest góralem”
To opinia, którą często się słyszy, ale zazwyczaj główna narracja jest taka, że: „niech się Remco nie wybiera w góry, bo tam to w trzecim tygodniu bez wątpienia spłynie…”. Ja też twierdzę że Remco nie jest typowym góralem, ale jego olbrzymie możliwości wpychają go również na super poziom jazdy po górach. w 2020 roku w górskim terenie odjechał najlepszym góralom i to był wstęp do jego „górskich” możliwości.
W tegorocznym TdF 2026 jakoś przełknięto fakt, ze Ramco zamiast spływać: jechał coraz lepiej pod górę, ale na królewskim etapie górskim miał zaliczyć efektowny „collapse”. Tymczasem tam na koniec odjechał grupie faworytów i przegonił uciekającego super górala Kuss-a. 

Remco czasowiec na TdP
Mam jeszcze jedno wspomnienie z TdP 2020, z pamiętnego etapu z makabrycznym wypadkiem Jacobsena. Wtedy w pociągu rozprowadzającym Jakobsena ciągnął Remco i on na 800 m przed metą tak pociągnął, że wszystkich urwał. Zobaczył tę lukę, zwolnił i z uśmiechem pokręcił głową. Mało kto wspomina o tym fakcie, bo zdarzenie na mecie przyćmiło wszystko. Ale to było już objawienie potężnych możliwości „czasówkowych” Remco na naszym TdP.

Polskie kolarstwo „nie ma następców”
takie głosy też często się słyszy i po części taka troska jest pewnie uzasadniona. Tym niemniej pojawiają się zdolni następcy, których nazwiska zaczynają się coraz częściej pojawiać z pozytywnymi wynikami.
Szkolenia młodych nie należy lekceważyć oczywiście I nie pozostawiać przypadkowi. Pamiętam jednak jak martwiono się kiedyś, że po Małyszu nikogo nie będzie i to jak wiemy się nie sprawdziło.
Z naszego podwórka pamiętam jak powiadano, że Mazowsze Serce Polski to tylko jeździ po płaskim, a jak przychodzi większy wiadukt to ich już nie ma… Tymczasem na Mistrzostwach Polski 2025 i górskiej trasie: dwóch kolarzy Mazowsza solidnie zredukowali stratę na mecie do Rafała Majki.
Zatem oczywiście należy dbać o rozwój młodzieży i martwić się o to, niemniej jednak jest dużo optymistycznych znaków, że następcy Majki i Kwiatkowskiego będą nas jeszcze zadziwiać.

Powrót Stefana Künga i innych
Nasz TdP notuje dużo zdarzeń, które może nie są na czołówkach gazet, ale gdy się im przyjrzeć dokładniej są istotnym elementem światowego kolarstwa. Zdarzają się tu więc różne ciekawe powroty i odkrycia talentów które są dla nas na wyciągnięcie ręki. Nie jest może to super topowy wyścig na świecie, ale właśnie słuchając wypowiedzi istotnych osób ze świata kolarstwa trochę nieraz robi mi się głupio jak my sami nie doceniamy naszego wyścigu a inni go doceniają.

Humorystyczne akcenty
jest też sporo ciekawych zdarzeń które można wyłapać w transmisjach, a które pokazują ludzką stronę kolarstwa i sprawiają że z ciekawością się to ogląda.
Ja byłem pod wrażeniem bystrości pana Czesława po zakończeniu 6 etapu. Tam na podium zwycięzca Louis Barre dostał nagrody, a jedną z nich był góralski czepiec harnasia. Louis nie wiedział co to jest i schował pod pachę. Bystry pan Czesław naprawił błąd dla sponsorów i sam sobie założył ten harnasiowy czepiec, co wzbudziło wiele uśmiechów sympatii.
comment image

Udana edycja TdP 2026.
Bardzo podobała mi się ta odsłona TdP, która zgromadziła mnóstwo kibiców na trasie i zapewne przed ekranami. 
Do zobaczenia za rok…