Niki TerpstraKolarze Omegi Pharma-Quick Step mimo miejsca na podium Niki Terpstry nie będą zbyt miło wspominać tegorocznej edycji „Piekła Północy”. Defekty oraz kraksy pozbawiły ich szans na być może wyższe niż trzecie miejsce. Oto, co powiedzieli kolarze Omegi po zakończeniu wyścigu:

Niki Terpstra: Jestem oczywiście szczęśliwy, że stanąłem na podium. Drużyna była naprawdę silna. Toma Boonena nie było, ale mimo to mieliśmy swoje szanse. Sylvain Chavanel miał kiepski moment, zatem ktoś inny musiał przejąć rolę lidera. Cancellara był dziś głównym faworytem, a my chcieliśmy mieć jak najwięcej swoich kolarzy w grupie liderów. Podczas ostatnich kilometrów mieliśmy aż trzech naszych kolarzy na czele, co było perfekcyjne. Niestety, Stijn Vandenbergh i Zdenek Stybar przewrócili się. Nie wiedziałem co się stało. Jechałem w grupie i nagle zobaczyłem Stijna leżącego na ziemi i pomyślałem, że bardzo szkoda, bo był w dobrej formie. Potem zdałem sobie sprawę, że OK, mamy Zdenka, ale usłyszałem w słuchawce, że też miał kraksę…Na finiszu skorzystałem z naszych zimowych treningów na torze i wywalczyłem podium. Czuję, że Roubaix to jeden z najbardziej szalonych wyścigów. Jestem dumny, że stanąłem tu na podium.

Zdenek Stybar: Na początku miałem na czele Stijna, więc nie musiałem tak mocno naciskać na pedały. Podążyłem za Cancellarą. Miałem naprawdę dobrą nogę i czułem się mocny. Niki był za mną, więc w tej ucieczce z Vanmarcke i Cancellarą nie musiałem tak mocno pracować, byłem w idealnej sytuacji. Potem zahaczyłem o fotografa, albo coś podobnego i straciłem koło Cancellary, a kiedy traci się 5 lub 10 sekund na takiej trasie doścignięcie jest niemożliwe, zwłaszcza po 240 km. Z jednej strony jestem ekstremalnie zawiedziony, a z drugiej cieszę się, bo byłem naprawdę blisko i byłem w stanie utrzymać się z najlepszymi.

Stijn Vandenbergh: Gdyby nie moja kraksa, myślę, że wszystko potoczyłoby się całkiem dobrze. Kiedy we wcześniejszej fazie wyścigu uciekałem z Sepem Vanmarckiem czułem się naprawdę dobrze. Jechałem na 90% i widziałem, że Sep cierpi, ja zaś czułem się lepiej. On był dziś 2. i trudno mi pogodzić się z tym, że nie ma mnie na podium. Myślę, że podium jest dla nas swego rodzaju zwycięstwem. Natomiast jeśli chodzi o moją kraksę, to mój lewy łokieć potrzebował kilka szwów ze względu na głęboką ranę, a także boli mnie noga. Ale teraz przede mną trochę odpoczynku, więc wszystko powinno być w porządku.

Sylvain Chavanel: Jechało mi się naprawdę dobrze, wszystko było pod kontrolą. Nagle, na brukowanym odcinku Auchy-lez-Orchies à Bersée (nr 11) miałem problem z rowerem. Na przedzie zaczęły się ataki, a ja nie mogłem na nie zareagować, bo miałem defekt. Kiedy zmieniłem rower, było już za późno. Jestem naprawdę sfrustrowany, bo w końcówce mogłem powalczyć. Po raz kolejny miałem pecha, ale to Paryż-Roubaix, więc wszystko może się zdarzyć.

Marta Wiśniewska