Tylot PhinneyWyczyn Taylora Phinneya kibice kolarstwa zapamiętają na długo. Może nie była to wygrana na najcięższym etapie Wielkiego Touru czy wspaniała ucieczka na trudnym wyścigu klasycznym. Jednak obok 130 kilometrowej samotnej jazdy do mety nie można przejść obojętnie. Wycofało się wczoraj ponad 50 zawodników, w tym tacy kolarze jak Andy Schleck, Paolo Tiralongo czy nasz Tomasz Marczyński. Jeden było „trochę” bardziej ambitny od reszty.

Kiedy wczoraj kibice rozpamiętywali końcowe metry 6 odcinka Tirreno – Adriatico, na trasie wciąż pozostawał jeden kolarz. Morderczy etap, który kolarze zapamiętają na długo stał się wielkim wyzwaniem dla Taylora Phinneya. Amerykański zawodnik grupy BMC nie poddał się tak jak ponad 50 innych kolarzy i w strugach deszczu, samotnie przemierzał kolejne kilometry.  Na 130 km przed metą gruppeto przestało mieć rację bytu i Taylor był zdany tylko na siebie.

„Myślę, że to najcięższy dzień w mojej kolarskiej przygodzie. Nie jechałem nigdy podobnego, tak trudnego i wymagającego etapu. Dodatkowym utrudnieniem był deszcz, przez który na niektórych wzniesieniach było ciężko utrzymać równowagę. Wiadomo, że kolarstwo ma być spektakularne, ale obawiam się, że tym razem organizatorzy przesadzili z atrakcjami. Kibice i tak oglądają końcowe kilometry, więc można było zaplanować to trochę inaczej. Nie chciałem się poddać, ponieważ moim celem był dobry występ w kończącej wyścig czasówce. Poza tym bardzo wspierał mnie z samochodu Fabio Baldato, to także dzięki niemu nie zsiadłem z roweru. Jednak przede wszystkim myślałem co zrobiłby na moim miejscu mój ojciec, gdyby jechał taki etap. Zdałem sobie sprawę, że walczyłby do końca, dlatego ja też tak uczyniłem.” mówił po heroicznym wyczynie Phinney.

Dyrektor wyścigu, Michele Acquarone przyznał na Twitterze, że jako organizatorzy popełnili oni błąd: „Kibicom pewnie etap się podobał, ale chyba zatraciliśmy proporcje. Jeśli z wyścigu wycofuje się ponad 50 kolarzy, to trzeba przyznać się do błędu i wysnuć odpowiednie wnioski na przyszłość.”

Niestety dla Taylora wyścig się raczej skończył, gdyż przekroczył on limit czasu. Zdarza się w Wielkich Tourach, że organizatorzy dopuszczają do startu zwłaszcza sprinterów, którzy nie poradzili sobie dzień wcześniej z trudami etapu. Zobaczymy co zrobią organizatorzy z ambitnym zawodnikiem BMC, który po przejechaniu linii mety nie ukrywał rozczarowania: „Przyjechałem tutaj, aby dobrze wystąpić w czasówce, ale wygląda na to, że nie będzie to możliwe. Szanuję zasady panujące w wyścigu i będę się musiał z tym pogodzić. Ten etap był dla mnie wielką nauką, która nie pójdzie na marne.”

Arek Waluga