Oto co miał do powiedzenia na mecie trzeciego etapu “Mazowsza” jego zwycięzca – Jarosław Kowalczyk (BDC MarcPol Team):

Z przodu jechała trójka, ja zabrałem się w kolejny odjazd gdzie jechało siedmiu kolarzy. Te dwie grupki się połączyły na 20 kilometrów przed metą. Pięć kilometrów dalej zaatakował Wolski, szef kazał mi przeskoczyć do niego. Tak też zrobiłem. Jechaliśmy “po zmianach”, w końcu na dwa kilometry przed metą dostałem wskazówkę od szefa, aby zaatakować. Ostatecznie udało się odjechać i “na solo” wygrać etap.

Upał dziś był straszny, od początku męczyłem się, jak ktoś rano powiedziałby mi, że dziś wygram na pewno bym w to nie uwierzył. Do setnego kilometra ledwo jechałem, później było już tylko lepiej.

Długo musiałem w tym roku czekać na ten sukces, wiosną chorowałem, brałem antybiotyk, długo nie mogłem wrócić do swojej normalnej dyspozycji, byłem niecierpliwy. Ale kolarstwo jest sportem, który wymaga cierpliwości i poświęceń. Warto było czekać na ten sukces.