Specjalnie dla czytelników naszosie.pl przygotowaliśmy wywiad z olimpijką – Katarzyną Pawłowską. Zawodnika Limaro Kórnik w tym sezonie została mistrzynią świata na torze oraz mistrzynią Polski elity kobiet. Zapraszamy do lektury!

Za kilka dni spotka Panią zaszczyt reprezentowania Polski na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie w wyścigu ze startu wspólnego. Gdybym powiedział to jeszcze przed rozpoczęciem obecnego sezonu, to chyba nie uwierzyłaby mi Pani…

Tak dokładnie…W ostatnim czasie głownie skupiałam się na startach torowych więc nawet nie myślałam o nominacji olimpijskiej ze startu wspólnego na szosie, aczkolwiek nie ukrywam, że bardzo lubię ścigać się na szosie .

Od kilku lat meldowała się Pani w czołówce najważniejszych wyścigów w Polsce, a w mistrzostwach kraju w kategorii elity na szosie, na koncie znajdował się jedynie brązowy medal z czasówki w Dolsku z 2009 roku i brakowało „kropki nad i”. W obecnym sezonie po zdobyciu tytułu mistrzyni świata na torze, nagle wywalczyła Pani złoto w wyścigu ze startu wspólnego MP oraz zajęła bardzo dobre trzecie oraz piąte miejsce w klasykach Ronde van ‘t Ginneken oraz Begijnendijk. Mam wrażenie, że potencjał na takie sukcesy był już wcześniej, tylko tęczowa koszulka przełamała barierę psychiczną. Co Pani o tym sądzi?

Tak, we wcześniejszych latach miałam już kilka drobnych sukcesów, aczkolwiek bardziej skupiłam się na walce o medale w kategorii u23, ponieważ takie były założenia w klubie. W tym roku zakończyłam ściganie w orliku i skupiłam się na walce o najwyższe laury. Nigdy nie myślałam o koszulce mistrzyni świata w ten sposób, że przełamała barierę psychiczną. Zdobycie tej koszulki dało mi jeszcze więcej motywacji do ciężkiej pracy i walki.

Zarówno w Melbourne, jak i w Sędziszowie pokazała Pani fenomenalny finisz. W Londynie też na taki będziemy mogli liczyć? Jaki będzie Pani cel w wyścigu olimpijskim i jak ocenia Pani jego trasę?

Oczywiście bardzo bym chciała żeby tak było, jednak zdaje sobie sprawę, że będzie bardzo ciężko. Na pewno mogę obiecać walkę i to, że dam z siebie wszystko, a co z tego wyjdzie okaże się w Londynie (śmiech). Trasę znam tylko z wykresów i opowiadań… Myślę że na podjeździe grupa może się porwać, ale dojazd do mety jest plaski więc wdaje mi się, że wszystko się zjeździe i na kreskę wpadnie cały peleton.

Jak przygotowuje się Pani do igrzysk? Potrzebne były chyba starty na zachodzie, bo polskie dziewczyny jeżdżą chyba trochę wolniej od koleżanek zza granicy…

W ubiegły wtorek (17.07) razem z dziewczynami z toru zakończyłyśmy blisko miesięczne zgrupowanie ( z przerwą na MP) we włoskim Livigno. Po krótkiej wizycie w domu, obecnie znajduje się w Belgii gdzie wystartuje w dwóch klasykach.

W środowisku kolarskim pojawiło się sporo plotek na temat sposobu nominacji do jednoosobowej reprezentacji kobiet na IO. Jak wiadomo, ponad połowę punktów do klasyfikacji narodów w rankingu UCI, który decydował o liczebności każdej z reprezentacji zebrała Sylwia Kapusta-Szydłak. Z drugiej strony biorąc pod uwagę Pani sukcesy w tym sezonie, trudno było pominąć Pani kandydaturę. Od którego momentu, Pzkol widział w Pani reprezentantkę Polski na Londyn? Stało się to dzięki złotemu medalowi z Sędziszowa, czy były już jakieś wcześniejsze przymiarki?

O tym że jestem w szerokiej kadrze na Igrzyska Olimpijskie, dowiedziałam się krótko przed wyjazdem na zgrupowanie do Livigno, a sama nominacja została ogłoszona po udanym starcie na MP. Tak zdaje sobie sprawę, że miejsce na IO wywalczyła Sylwia i bardzo dobrze rozumiem jej rozżalenie i rozczarowanie, jednak z drugiej strony dostając taką szansę – miałam odmówić ?

Ma Pani zaledwie 23 lata więc wciąż jest Pani perspektywiczną zawodniczką. Po licznych sukcesach na szosie, zastanawiała się Pani co dalej z karierą? Będzie wciąż próba godzenia toru z szosą, czy też może powstał już jakiś plan przerzucenia się na konkretną dyscyplinę?

Szczerze to jeszcze się nad tym nie zastanawiałam… Do końca sezonu zostało jeszcze kilka miesięcy więc skupiam się na tym, co jest teraz. Z racji tego, iż na torze jestem średniaczką (powiedziała to mistrzyni świata w wyścigu scratch przyp. red) to muszę startować na szosie, co mi odpowiada (śmiech).  Nie mam też na razie jakiś propozycji transferowych.

Ostatnio otrzymała Pani nowy rower marki Jamis, który towarzyszyć będzie Pani w Londynie. Jak jeździ się na nowym sprzęcie?

Tak otrzymałam ramę Jamis od firmy BDC, a osprzęt ufundowało Shimano Polska. Rower bardzo mi się podoba i jeździ się na nim znakomicie! Bardzo chciałabym podziękować obu firmą z tak duże wsparcie!

Trenuje Pani w klubie Jedynka Limaro Kórnik. Jeszcze parę lat temu, kolarstwa uczył się tam również Mateusz Taciak. Trenerzy w Kórniku mają jakiś patent na pracę z młodzieżą i szkolenie przyszłych mistrzów?

Moim trenerem klubowym jest tata Mateusza – Robert Taciak. Jest on bardzo dobrym trenerem i współpraca układa nam się znakomicie. Myślę również, że ma on dobry kontakt z młodzieżą, co nie jest bez znaczenia. Moim trenerem w reprezentacji jest Grzegorz Ratajczyk i cieszę się niezmiernie, że współpraca między Panami układa się bardzo dobrze i wszyscy widzą tego skutki! 

W imieniu czytelników i całej redakcji życzę „połamania kół” w Londynie i serdecznie dziękuję za rozmowę!

Również dziękuje za rozmowę i pozdrawiam wszystkich sympatyków kolarstwa 🙂 !

 

Foto: naszosie.pl + Facebook Katarzyny Pawłowskiej

Rozmawiał Andrzej