Fot. UCI

Po siedmiu latach Katarzyna Pawłowska opuszcza World Tour. Zawodniczka opuszcza szeregi upadającego Virtu Cycling, a jej nowym zespołem będzie o wiele niżej notowane Illi Bikes Cycling Team. Między innymi o powodach tej decyzji porozmawiała z nami w krótkim wywiadzie jedna z najlepszych polskich kolarek ostatnich lat. Zapraszamy do lektury.

Żałuje pani, że w musi pożegnać się z Virtu Cycling w takich okolicznościach?

Tak, to wielka szkoda, ponieważ pobyt w tej ekipie będę wspominać bardzo dobrze. Byłam tam wprawdzie tylko dwa lata, ale zdążyłam naprawdę mocno zżyć się z dziewczynami tam występującymi. Carmen Small zbudowała świetny zespół. Atmosfera była naprawdę dobra. Dawałyśmy sobie wiele wsparcia i z niektórymi dziewczynami naprawdę się zaprzyjaźniłam. Bardzo dobrze wspominam również sztab, mechanika i masażystów, dlatego gdy dowiedziałam się, że po sezonie nasza grupa zakończy swoje istnienie zrobiło mi się naprawdę bardzo przykro.

Niestety gorzej wyglądały pani wyniki. To przez nękające panią od jakiegoś czasu problemy zdrowotne?

Niestety tak, w połowie ubiegłego sezonu zachorowałam i tak zaczęły się moje kłopoty ze zdrowiem. Przetrenowania, przemęczenie, do tego łapałam jeden uraz za drugim,  miałam słabe wyniki krwi itp. Ciężko było mi wyjść z dołka, przez co moje występy wyglądały tak a nie inaczej.

To stąd wybór Illi Bikes Cycling Team? Pani nowy zespół nie należy do czołówki.

Też. Czasami trzeba zrobić krok do tyłu, aby zrobić dwa do przodu. Chce uporządkować swoje zdrowie i odzyskać radość ze ścigania. Illi bikes nie jest drużyną z World Touru, ale nadal zapewnia wyścigi na wysokim poziomie. Niestety nie mogą wypłacać mi pensji, ale robią co mogą, by pomagać zawodniczkom. Jestem żołnierzem wojska i gdyby nie  wsparcie finansowe, jakie od nich otrzymuję byłoby mi bardzo ciężko. Naprawdę im za to dziękuję!

Illi ma bardzo młody skład. Jest pani gotowa, by pełnić rolę mentorki?

Faktycznie mamy w składzie bardzo wiele młodych zawodniczek – kilka z nich nie skończyło nawet dwudziestu lat. Wydaje mi się, że rzeczywiście mogę posłużyć im swoim doświadczeniem – zresztą podobną rolę pełniłam już w Virtu. Fajnie byłoby pomóc tym dziewczynom, bo wiem, że niektóre z nich mają duży potencjał. Zresztą pamiętam jak sama zaczynałam swoją karierę. Wielu rzeczy po prostu nie wiedziałam i musiałam pytać bardziej doświadczonych kolarek, dlatego cieszę się, że teraz to ja mogę przekazać swoją wiedzę dalej.

Myśli pani, że mniejsza presja w wyścigach szosowych pomoże w startach na torze? W końcu zbliżają się Igrzyska Olimpijskie w Tokio.

Myślę że tak. To dobrze, bo w przyszłym sezonie zawody na torze będą moim absolutnym priorytetem. Bardzo mi zależy, by nasza drużyna zakwalifikowała się do wyścigu na dochodzenie. Wiem, że nie będzie o to łatwo, ale cztery lata temu też nikt nie stawiał na naszą kadrę, a mimo to dziewczyny dały radę [Pawłowskiej zabrakło wtedy w składzie – przyp.red]. Oczywiście zależy mi też na startach w konkurencjach indywidualnych, ale wiem ze w tym momencie jestem tu gdzie jestem i nie będzie łatwo. Mamy w kadrze wiele świetnych zawodniczek które robią wielkie postępy, wiec jeśli pojedzie jedna z nich, nie będę mieć do nikogo żalu.

A jak ocenia pani szanse na to, by po Tokio znów znaleźć sobie ekipę z najwyższej dywizji?

Bardzo bym chciała, ale wiem ze nie będzie łatwo. Tak jak powiedziałam wcześniej – najpierw muszę wrócić na dobry sportowy poziom. Grupa ma w planach starty w kilku fajnych wyścigach, choćby w części wiosennych klasyków. Jeśli uda mi się tam osiągnąć niezłe wyniki, to na pewno będzie łatwiej.