Mariusz Witecki (Bank BGŻ Team) wygrał 2-etapowy Memoriał Grundmanna i Wizowskiego. To było długo oczekiwane zwycięstwo przez kieleckiego kolarza. Dzięki temu zwycięstwu, Witecki zainkasował 51 cennych punktów, do klasyfikacji łącznej BGŻ ProLigi i awansował w tym rankingu na 2. miejsce. Teraz zapowiada walkę…

Zapraszamy do lektury rozmowy z popularnym “Witkiem”, który zdradzi kilka szczegółów związanych z kolarstwem, ale także z jego nową miłością… córką Martyną, która niebawem przyjdzie na świat.

– Wreszcie upragnione zwycięstwo. Długo na to czekałeś?

– Tak można by powiedzieć “nareszcie”, bo na zwycięstwo czekałem prawie dwa lata – od wygrania Memoriału Henryka Łaska w 2010 roku.

– Jakie to uczucie, kiedy ekipie rośnie forma, a Ty jesteś teraz jednym z jej najjaśniejszych punktów?

– W ekipie już od jakiegoś czasu czuć było, że forma jest coraz wyższa, humory dopisywały, a nasza aktywna jazda i zwycięstwo Tomka Smolenia w wyścigu Dookoła Słowacji to potwierdziły. A czy ja jestem najjaśniejszym punktem, nie wiem. Na pewno, gdyby nie chłopaki, nie sięgnąłbym po to zwycięstwo, bo to ich praca na to wpłynęła.

– Widać, że forma przed MP jest coraz lepsza. Jak oceniasz swoje przygotowania do czempionatu na – można powiedzieć – swoim terenie?

– Uważam, że jestem dobrze przygotowany do tego startu, zresztą jak i reszta zespołu. Mistrzostwa są co prawda w moim województwie, ale muszę przyznać, że na treningach raczej tu nie wpadam. Słabo znam te trasy w przeciwieństwie do tej trasy z MP w Masłowie obok Kielc.

– Coraz lepiej radzi sobie cała grupa Bank BGŻ Team. Wreszcie swoją siłę potwierdzacie wynikami.

– Tak jak od początku sezonu powtarzałem, mamy mocny i fajny skład. Z chłopakami bardzo dobrze się rozumiemy, a i młodsi koledzy dostosowują się do naszej jazdy, więc na nic nie można narzekać.

– Na Memoriale Grundmanna i Wizowskiego dwukrotnie finiszowałeś w “czubie”. Jaki przebieg miały te dwa etapy z twojego punktu widzenia?

– Na pierwszym etapie była przede wszystkim wysoka temperatura, a po kilku dniach treningów przy około 8-10 stopniach Celsjusza, mocno dało nam się to we znaki. O tym też świadczy liczba kolarzy, którzy nie wytrzymali trudów i zjechali z trasy – było ich około pięćdziesięciu. Mi osobiście takie temperatury odpowiadają. Co prawda męczy mnie słońce, ale organizm daje sobie z nim nieźle rade.
– Co do drugiego etapu – to była wielka nie wiadoma. Walczyłem na premiach górskich, żeby zachować koszulkę górala. Wiedziałem też, że muszę dobrze zafiniszować na mecie, żeby wygrać “generalkę”. Byłem mocno skoncentrowany na ostatnich kilometrach, a idealna praca drużyny pomogła mi finiszować na piątym miejscu. A to wszystko dało mi końcowe zwycięstwo w wyścigu. Muszę przyznać, że mimo tego, iż całkiem nieźle wyszedł mi ten finisz, nie zamierzam częściej pchać się ze sprinterami na mecie, bo to zdecydowanie nie jest moja działka (śmiech).

– Po tym wyścigu awansowałeś na 2. miejsce w prestiżowym cyklu BGŻ ProLiga. Myślisz teraz o utrzymaniu się na podium tego rankingu, bo o zwycięstwo będzie niezwykle ciężko…?

– Tak, o zwycięstwo na pewno nie będzie łatwo. Marek ma już dużą przewagę, jednak cały czas walczymy o punkty, bo wyścigów z cyklu BGŻ ProLigi pozostało jeszcze sporo. Nadal wszystko jest możliwe. Ja na pewno będę się starał o to, aby na zakończenie cyklu, w klasyfikacji być jak najwyżej.

– Przed nami wspominane MP na szosie. Jaki masz cel na tą imprezę, a jaki cała grupa?

– Moim celem jest oczywiście walka o jak najwyższą pozycje, tak aby dać powód do radości mojej rodzinie i kibicom, którzy będą mnie wspierać na trasie. Ale przede wszystkim chciałbym, aby z wyniku całej drużyny był zadowolony nasz Dyrektor Zbigniew Szczepkowski i tytularny sponsor grupy Bank BGŻ. Na pewno pojedziemy tak, żeby złoto było nasze!

– Sam byłeś Mistrzem Polski. Jakie to uczucie być najlepszym w Polsce w tym co się robi?

– Uczucie niezapomniane. Często myślami wraca się do tego…, w końcu chyba każdy kolarz marzy o tym aby zdobyć ten medal w elicie. Zdecydowanie chciałbym to powtórzyć, jeżeli nie w tym roku, to w następnych latach.

– Jak twoim zdaniem wygląda procentowy wkład całej grupy w zdobycie złota w porównaniu do tego co daje z siebie przyszły mistrz?

– Zacznijmy od tego, że bez ekipy jest to bardzo ciężkie do zrobienia. To zespół robi tak zwaną “czarną robotę”, a ten który zwycięża, odbiera sam na podium medal. Jednak każdy mistrz wie doskonale, że zawdzięcza to reszcie ekipy.

– Jakie najbliższe plany na ostatnie dni przed MP?

– Teraz trochę odpoczynku, jakiś ostatni trening szybkościowy przed “czasówką”, którą potraktuję jako ostatni poważny trening przed startem wspólnym.

– Niebawem zostaniesz dumnym i szczęśliwym tatą. Jaki prezent – w sensie wynikowym – chciałbyś podarować przyszłemu członkowi rodziny Witeckich?

– Ha ha ha! Tak, oczekuję córy – “Martynki”. A co chciałbym jej podarować…? Przede wszystkim dobrą jazdę, tak aby była później dumna ze swojego tatusia (śmiech). A tak na poważnie to w okolicach terminu pojawienia się nowej Witeckiej będą rozgrywane Górskie Mistrzostwa Polski, więc tam chciałbym też powalczyć o medal.

Źródło: Team BGŻ