W ostatnią niedzielę Remek Siudziński odbył wraz ze swoją ekipą sprawdzian przed Race Around Austria.

Praktycznie z marszu, bo po paru godzinnej podróży z Warszawy, rozpoczął się 24h test ultrakolarza i jego teamu. Po przybyciu na miejsce startu cała ekipa zaczęła przygotowywać się do startu. Sprawdzenie rowerów, przygotowanie wozów oraz przeanalizowanie wszelkich zadań, które czekają na ekipę i można ruszać w drogę. Ale zanim opiszę jak wyglądał cały trening, krótko o ekipie:

W skład temu wchodzą:
Remek Siudziński – ultrakolarz;
Mietek Siudziński – zaopatrzenie, kierowca;
Jarek Siudziński –
informatyk, elektronik, nawigator, kierowca;
Adam Piątek –
odżywianie, kierowca;
Wojtek Marcjoniaktrener, mechanik, kierowca;
Dr n.med. Leszek Szendzielorz – lekarz;
Jacek Turczyk /PAP/ –
fotograf, kierowca;
Robert Słupik
/Naszosie.pl/fizjoterapeuta, fotograf, reporter, kierowca;

 Z trzydziestominutowym opóźnieniem wyruszyliśmy na trasę, która wiodła przez zameczek prezydencki w Wiśle, Kubalonkę, Ochodzitą, Milówkę, Żywiec, Jeleśnię, Suchą Beskidzką, Przysłop, Zawoję, przeł. Krowiarki, Jabłonkę, Czarny Dunajec, Ząb, Poronin, Zakopane, Bukowinę Tatrzańską, Niedzicę, Krościenko n/Dunajcem, Zarzecze, Mszanę Dolną, Rabkę Zdrój, Skomielną Białą, Jordanów, Maków Podhalański, Suchą Beskidzką, Wadowice, Andrychów, przeł. Kocierską, Czernichów, Międzybrodzie Bialskie, przeł. Przegibek, Bielsko – Białą, Szczyrk, przeł. Salmopolską i powrotem do Wisły.

Początek trasy – jak można się było spodziewać – przebiegał spokojnie, kilometry uciekały szybko, a górki nie sprawiały większego problemu. Pierwszy piętnastominutowy postój przypadł na przeł. Krowiarki, gdzie teamowy lekarz – Leszek Szędzielorz – zbadał stan kolarza. Jako ciekawostkę mogę podać, że mierzone były m.in.: tętno, ciśnienie krwi oraz masa ciała. Ponadto podczas całego treningu Adam -odpowiedzialny za odżywianie – prowadził notatki nt. wszystkiego co jadł i pił Remek. Mechanik obowiązkowo sprawdził sprzęt, tak by bezpiecznie można było kontynuować trening.

Kolejny etap to odcinek do Zakopanego. Trasa urozmaicona, także nie było mowy o jeździe rekreacyjnej. Sporo górek, ale i one nie stwarzały problemu naszemu kolarzowi. Po kolejnych 4 godzinach jazdy nadszedł czas na 30 min odpoczynek. I tutaj czas na standardową procedurę – lekarz, mechanik, masażysta – każdy wiedział co ma robić. Jako, że robiło się ciemno i chłodno kolarz wyposażony w oświetlenie i odpowiednie ubranie ruszył w trasę.

Trzecia część przyniosła pierwsze problemy. Jeśli ktoś myślał, że chodzi o góry to się myli. Powód był bardziej prozaiczny – wychłodzenie. Chwila nieuwagi i kłopot gotowy. Dlatego Remek zmuszony był w Krościenku n/Dunajcem do nieplanowanego postoju na stacji paliw, gdzie poratował się ciepłem gorącej kawy oraz chwilą spędzoną w nagrzanym pomieszczeniu. Ten moment był chyba najtrudniejszym w całym treningu. Było widać pewnego rodzaju podenerwowanie w szeregach ekipy – bo niewiadomą było jak Remek sobie poradzi z wychłodzeniem. Ale po chwili wszystko było już jasne. Ruszamy dalej. Zapadł zmrok, więc teraz czekała nas jazda po ciemku.

 Jazda po ciemku sprawia więcej trudności. Dookoła niczego nie widać, monotonia przytłacza. A jakby tego było mało następuje kumulacja zmęczenia. I tutaj z pomocą przychodzi team. Wojtek – trener – zaczyna dyskusję z Remkiem (przez walkie talkie, w które byliśmy wyposażeni). Rozmowa pozwala zabić nudę, ale także działa ożywczo na umysł co niepozwala zasnąć. Rozmowa tak się kleiła, że nawigator przegapił jedno ze skrzyżowań, gdzie mięliśmy zjechać na Mszanę Dolną. Ale jak to podsumował optymistycznie Remek: „No i dobrze, to zawsze dodatkowe km treningu!”. Przed Mszaną Remek poprosił o dużą kawę. Ale do tej dużej kawy dostał od trenera i lekarza 1,5 godzinną przerwę na sen. Sen raczej nie był mu potrzebny, ale jako że mieliśmy testować wszelkie warianty i procedury. To ekipa musiała sprawdzić jak sprawnie przygotuje kolarza do snu i jak uda się wyprawienie go w dalszą drogę.

 Pobudka do ostatniej części treningu nastąpiła o godz. 2:15! Przenikliwy chłód dawał się we znaki, ale Remek dzielnie z uśmiechem na ustach ruszył w dalszą drogę. Generalnie wiało nudą, ale… w jednej z wiosek w środku nocy… trafił się rywal! Najprawdopodobniej jeden z gości pobliskiego wesela ujrzawszy Remka z asystą, postanowił się ścigać. Dosiadł swój składak i pomknął ile sił w nogach za Remkiem. Zabawna sytuacja, ale ów zawodnik nie wytrzymał zbyt długo i zawrócił. Chwilę grozy przeżyliśmy w Jordanowie na serpentynie. Kto zna ten wie jaka tam „ściana”. Szczególnie, że było po deszczu to i zjazd niebezpieczny. A Remkowi zachciało się jeździć bokiem. Dwa kontrolowane uślizgi skutecznie podniosły nam ciśnienie. Co żeśmy się strachu najedli… Remkowi też pewnie się ciepło zrobiło. Przełęcz Kocierska lekko dawała się we znaki naszemu dzielnemu kolarzowi, ale to nic dziwnego mając niespełna 400 km w nogach. Za to na Przegibku szalał jak młody źrebak. Tryskał humorem i żartami. Ba nawet próbował ścigać się ze swoim wozem technicznym – bezskutecznie.

Ostatnia 15 minutowa przerwa miała miejsce w Bielsku Białej. Po przerwie czas na atak przełęczy Salmopolskiej. Wtedy było widać, że w Remka wstąpiły nowe siły. Euforia i radość dodały mu skrzydeł, także Salmopol nie był żadnym przeciwnikiem, a na mecie niespełna dwudziestosześciogodzinnego treningu właśnie on był najmniej zmęczony z całej ekipy. Członkowie załogi okazywali oznaki zmęczenia, niewyspania, znużenia – Remek wręcz przeciwnie tryskał energią jakby dopiero co wstał z łóżka.

Teraz czas na wszelkiego typu podsumowania, wyciąganie wniosków i planowanie wyjazdu do Austrii. Ale to już zupełnie inna historia…

 

Z licznika kolarza:

czas ogółem: 25 h 56 min; w tym:
– 1h 30 min – sen
– 3h 55 min – pozostałe przerwy

dystans: 451 km

prędkość średnia:
17,4 km/h (brutto – wraz z przerwami)
22,0 km/h (netto – sama jazda)

przewyższenie: 5900 m
wydatek energetyczny: 15 200 kcal

puls:
– średni: 131 ud/min
– maksymalny: 185 ud/min
kadencja średnia: 68 obr/min

 

Galeria zdjęć: <tutaj

Robert