Michał Gołaś (Omega Pharma – Quick Step) jeden z polskich bohaterów na tegorocznym wyścigu Giro d`Italia, na swoim blogu podsumował zmagania we włoskim wyścigu.

Wszyscy już podsumowali Giro? Zostałem tylko ja! Po pierwsze, cieszę się, że moją jazdę docenił Jerzy Kryszak, a nigdy nie wyglądał na fana kolarstwa… to tylko potwierdzenie statystyk, tego co słyszy się na ulicy. Wszyscy oglądali – większości się podobała nasza jazda. Nie każdy się tym emocjonował, a we mnie z każdym dniem mija chęć polemiki, czy Giro było nudne, łatwe czy może zbyt wymagające.

Dla mnie trzeci tydzień był wyczerpujący, na pierwszych kilometrach etapów starałem się zabierać w ucieczki, a gdy się nie udało – sił pozostawało na grupetto. Celem naczelnym było dojechanie do Mediolanu. Warto było wyeksploatować przez te 21 dni, każdy z nas czuł radość i satysfakcję przejeżdżając linię mety czasówki. Droga z Herning na Piazza Duomo była długa i praktycznie nie pamiętało się już, kto wygrywał kilkanaście dni wcześniej. To tak jak na Stelvio zapomniałem już jak trudno było na Tonale, a przecież pomiędzy mało się nie działo! Liczy się dziś, bardziej jutro. Na tak wyrównanym poziomie, każdy błąd kosztuje Cię drogo. Nie dziwie się powściągliwości liderów, bo znając ostatnie dwa etapy, każdy z nas czuł respekt i starał się zachować jakiś margines sił. Szkoda mi tylko “Purito”, bo był on prawdziwym władcą Giro, miał równy, świetny zespół – ale przeciwko Hesjedalowi w takiej formie, niewiele mógł zrobić. Głupim atakiem straciłby tylko podium.

Ja od początku czułem, że muszę jechać mój wyścig w pierwszych dwóch tygodniach, bo trudno powiedzieć jak organizm odpowie na wysiłek i mnóstwo startów, praktycznie od Katalonii. Zabrakło wisienki na torcie, różowej wisienki! Ważne, że dostałem niezłego kopa pozytywnej energii i motywacji – a sezon jeszcze długi… tymczasem  zajmę się dekorowaniem mieszkania, też na różowo!!!

Foto: bettiniphoto.net

Źródło: michalgolas.blogspot.com