Zaraz po zakończonym wyścigu mocno zdenerwowany był Adam Wadecki ( BDC MarcPol Jamis), który nam powiedział… “Jak miałem dobrze finiszować kiedy Smoleń, widząc że słabnie, a ja coraz mocniej naciskam, zaczął zajeżdżać mi drogę…

To było bardzo niebezpieczne, jestem sprinterem, wiem że każdy chce wygrać, podniesiony poziom adrenaliny robi swoje, ale na litość boską szanujmy siebie nawzajem i swoje zdrowie. Smoleń na 100 metrów przed kreską jechał środkiem – po prawej już zawodnicy CCC, więc idę w lewo…. ale to co zrobił Tomek, to tylko jedno słowo mi się ciśnie na usta…

Strach pomyśleć co by było, gdybym nie odpuścił, przecież nie będę robił takich numerów jak Mark Renshaw. Ok, co się stało to się nie odstanie, ale nie ukrywam że rozczarowany jestem dalszą postawą Tomka, mógł chociaż powiedzieć przepraszam.

Wychodzi na to, że teraz by wygrać zapomnieć trzeba o fair play i jechać jak kamikaze… Tylko pytam się po co? By znaleźć się na łóżku szpitalnym? Jesteśmy zawodowcami, profesjonalistami więc szanujmy się nawzajem i zachowajmy chociaż minimum zdrowego rozsądku, ale przede wszystkim dbajmy o bezpieczeństwo swoje i innych zawodników. Sława i chwała szybko przemija, a przyjacielem można być całe życie... podsumował Adam Wadecki.

Artur