Po Coppi e Bartali posiedziałem trochę w domu, wiało niemiłosiernie więc ani odpocząć na rowerze za bardzo się nie dało ani potrenować. Ale czasami, jak to mawiał klasyk, trzeba przydusić formę.

Gościnnie pojawiłem się na otwarciu sezonu w Sobótce, tyle, że w roli widza, fajnie wygląda kolarstwo z drugiej strony barierek, szkoda tylko, że było tak zimno bo może i ja bym się pokusił o start.

Pierwszym moim startem po przerwie było GP Pino Cerami. Nie wiedziałem czego mogę się spodziewać od swoich nóg więc jechałem raczej spokojnie czekając na finałowe rundy. Tam z dość sporą grupą i Kwiatkiem zabraliśmy się w odjazd, ponieważ nie czułem się za dobrze nie odgrywałem tam żadnej znaczącej roli, byłem i tyle. Doszli nas na rundę do mety, przed finiszem byłem dość dobrze ustawiony ale zabrakło nogi. Szkoda bo fajny wyścig a byłem dopiero 28. Nie mniej jednak potrzebuję takich ciężkich startów na klasykach bo wytrenować to bardzo ciężko, szczególnie samemu.

Rund um Koln od startu w deszczu, w ortalione stałem na starcie i nie zdjąłem go nawet na 5 min. Pierwszy raz jechałem wyścig w Kolonii, fajna trasa, bardzo selektywna a przy tej pogodzie grupa rwała się na strzępy co chwilę. Jechałem z pierwszymi w sumie bez większych problemów, czujnie żeby gdzieś nie upaść. Przegapiłem odjazd który dojechał na metę ale mieliśmy tam dwóch ludzi a Jan wygrał cały wyścig więc start rozliczony. Zjechałem po pierwszym przejeździe przez metę, było mi zimno a w perspektywie kolejnych startów nie widziałem sensu jeździć dalej w koło po mieście. Choroba to ostatnia rzecz której mi teraz potrzeba.

Brabantse Pijl – ten klasyk będzie mi się chyba śnił po nocach. Fajny ale bardzo wymagający wyścig. Rok temu odpadłem z pierwszej grupy na rundę i 500 metrów do mety. W tym roku zabrakło mi może z 5 km z pierwszymi. Szału nie ma ale od rana czułem się źle i musiałem się bardzo zmobilizować żeby tyle przejechać. Kolejny start gdzie nas zmoczyło a moje nogi nie najlepiej pracują w deszczu i zimnie. Ale skończyłem, 37 na 44 który osiągnęli metę. Poćwiczyłem a to powinno przynieść korzyści w przyszłości.

W sobotę rano lecę do Włoch na kolejne wyścigi, prognoza pogody nie rozpieszcza, do 20 kwietnia zapowiadają zimno i opady deszczu a powyżej 800 metrów deszczu ze śniegiem. Problem w tym, że całe Trentino przechodzi wysokimi górami, brrr już widzę jak będę marzł. No ale cóż wszyscy mają takie same warunki, a jak ma padać to lepiej żeby padało całe Giro del Trentino jak całe Giro d’Italia.

Źródło: www.huzarski.pl