Australijczyk, znokautował (używając terminologii bokserskiej) na dzisiejszej 42,5 kilometrowej czasówce, braci Schleck. O tym, że Cadel Evans lepiej jeździ etapy na czas niż Luksemburczycy, wiedzą wszyscy. Zadawano tylko jedno pytanie. Ile nadrobi nad młodszym z braci, do którego tracił 57 sekund.
„Kangurek” jako trzeci od końca, ruszył od startu mocno i zdecydowanie, ale inaczej nie mógł jechać myśląc o wywalczeniu zółtej koszulki, F. Schleck trzy minuty za nim, a Andy, lider wyścigu, trzy minuty za bratem.
Rozgorzała na dobre walka, emocje coraz większe z upływem kilometrów kiedy to okazało się, że Evans już na pierwszym pomiarze czasu odrobił do lidera wyścigu 37 sekund, ba jest tylko 7 sekund gorszy od T.Martina (który był obok Cancellary wielkim faworytem tej czasówki).
Cadel jechał jak w transie, już nikt nie zadawał pytania czy odrobi, stawiano kiedy…. Nastąpiło to przed drugim pomiarem czasu, na którym Australijczyk już zaczął nadrabiać i to wyraźnie. Nikt się nie spodziewał tak słabej postawy A.Schlecka, przecież miał walczyć o zwycięstwo w całym tourze i był bardzo blisko osiągnięcia celu.
Cofnijmy się dzień wcześniej i przypomnijmy sobie ucieczkę A.Contadora w której był A. Schleck. Słusznie zauważyli komentujący wyścig na antenie Eurosportu, Tomasz Jaroński i Krzysztof Wyrzykowski – że Andy zamiast, mocno zachęcany przez Alberto, zabrać się do pracy, woził się na kole. Dzisiaj pewnie miałby większą przewagę i czasową i psychiczną nad Evansem.
Wracamy do czasówki, w której to Australijczyk coraz bardziej powiększał przewagę, nad braćmi, z których najwyraźniej zeszło powietrze. Emocje też już nieco opadły, na trzy kilometry przed metą było już wiadomo że Cadel Evans odbierze A. Schleckowi – jednodniowemu liderowi, żółtą koszulkę. Czekaliśmy tylko na to ile będzie wynosiła przewaga.
Na mecie okazało się że Australijczyk uzyskał czas lepszy od młodszego z braci o 2,31min. To nie K.O., to bardzo ciężkie K.O.!!! Jakby tego było mało, to okazało się że Cadel przegrał z T. Martinem zaledwie o 7 sekund.
Wielkie brawa dla Evansa za pokaz wspaniałej jazdy, wielkich emocji i serca do walki.
No cóż, chciało by się rzec, taki jest sport, ktoś wygrywa ktoś przegrywa. W tym przypadku bracia Schleck, przegrali i to nie dzisiaj, a wczoraj, chcąc na Polach Elizejskich zajmować dwie pierwsze pozycję. Bardzo chcieli mieć dwa grzyby w barszczu i to borowiki, nie wiem czy dzisiaj w tym barszczu pływają, a jak już to co najwyżej maślaki…
Artur






